Poronienie - Forum

Pełna wersja: Ogromna strata
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
To już prawie dwa tygodnie jak dowiedziedzialam się, że moje dziecko nie żyje... To był 10 tc. Rutynowa wizyta i słowa lekarza, że mamy problem... Dostałam tabletki, żeby poronic w domu. Niesamowity ból zarówno psychiczny jak i fizyczny. Przez tydzień codziennie to samo, tabletki, ból i oczekiwanie. Po tygodniu na wizycie okazało się, że najprawdopodobniej konieczny będzie zabieg. Strasznie się boję co mnie czeka. Czy jeszcze będę mogła mieć dzieci... ?! Do tego caly czas tą myśl, że nigdy nie zobaczę mojego aniołkaSad czuje jakby mi serce pękło...
Bardzo Ci współczuje i przytulam bardzo mocno...
dla Twojego Aniołka (*)
Bardzo mocno Cię rozumiem, jestem w identycznej sytuacji. O tym, że serduszka moich bliźniaków nie biją dowiedziałam się przedwczorajSad Dzisiaj, za chwilę, mam wziąć pierwsze tabletki, potwornie się boję...
Przytulam Cię bardzo mocno, bo żadne słowa tu nie pomogą... Heart
Mam synka prawie 4 latka. Doszliśmy z mężem do wniosku, że już czas na rodzeństwo dla niego, a dla nas kolejna wielka radość w życiu, która wprowadzi drugi promyk słońca.  Rok starań. Kilkadziesiąt testów ciazowych. Nie mogliśmy się doczekać. Aż wreszcie nadszedł ten dzień. Są dwie kreski. Płakałam  z radości. Wizyta u lekarza, który potwierdził ciążę. Na kolejnych wizytach już nie było tak kolorowo, kiedy w 8 tygodniu lekarz nie mógł znaleźć serduszka czułam, że coś jest nie tak. Po 15 minutach okazało się, że serce jest, ale dzieciątko jest bardzo malutkie. Kolejne 2 tygodnie oczekiwania i wizyta. Słowa lekarza spowodowały, że poczułam mocne uklucie w sercu. Moje upragnione dziecko nie żyje. Nie mogę przestać płakać. Całe szczęście, że mam wspaniałego synka i kochanego mężczyznę.  Gdy jestem z dzieckiem wiem, że nie mogę się rozkleic. Ale gdy tylko zostaje sama chce krzyczeć. Nie mogę przeżyć tego, jak postapilam po poronieniu.  Najpierw tabletki , później okropny ból. Poszłam do łazienki i zobaczyłam moje kochane dziecko w toalecie. Boże jak ja mogłam tak postąpić. Nigdy nie zapomnę tego widoku. Jak mam teraz żyć? Nie mogę na siebie patrzeć. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas i coś zrobić...
Bardzo mi przykro, nie wiem, na jakim etapie jesteś?
Straciłaś swoje dzieciątko, ale byłaś u lekarza? ktoś z Tobą rozmawiał?
Ogólnie lekarze nawet w szpitalu niewiele mówią, ale czy widział Cię lekarz?
Powiedział, co dalej?
(Sat, 22 Lipca 2017, 12:25:57)mandy napisał(a): [ -> ]Bardzo mi przykro, nie wiem, na jakim etapie jesteś?
Straciłaś swoje dzieciątko, ale byłaś u lekarza? ktoś z Tobą rozmawiał?
Ogólnie lekarze nawet w szpitalu niewiele mówią, ale czy widział Cię lekarz?
Powiedział, co dalej?
10 lipca poszłam na wizytę. Podczas USG okazało się, ze dziecko nie żyjeSad Dzień później lekarz dał mi tabletki i powiedział, żebym jechała do domu i po paru godzinach zaczną się skurcze. Tak też było. Ogromny ból fizyczny i jeszcze większy psychiczny. Najgorsze było jak po pierwszych skurczach zobaczyłam,  że oprócz krwi są też szczątki mojego Aniołka. Boże w jakim ja byłam szoku, nie spodziewałam się takiego widoku. Nie wiedziałam co zrobić. Spuscilam wodę w ubikacji... może mogłam coś zrobić?! Tydzień później na badaniu okazało się, że jednak ,,cos'' jeszcze we mnie zostało. Dostałam dodatkową porcję tabletek.  W poniedziałek mam się dowiedzieć, czy konieczny będzie zabieg. Tak bardzo się go boję. Nie wiem czego się spodziewać. Miałam nadzieję, że po tabletkach uda mi się tego uniknąć. Boję się skutków ubocznych. Boję się czy będę jeszcze mogła mieć dzieci. Boję się czy będę mogła zajść w ciążę.  Boję się wszystkiego, każdego następnego dnia, który przynosi tylko kolejna porcję bólu.  Tak bardzo pokochałam mojego Aniołka, że nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Mmarta86 trzymam kciuki i myślami jestem z Tobą.
Mam nadzieję, że trafisz na lekarzy, którzy Ci wszystko wytłumaczą.
Przed zabiegiem lekarze robią usg, aby sprawdzić, jak tam wszystko wygląda.
Mi dali relanium i głupiego jasia i uśpili mnie, nie czułam nic.
Po zabiegu trzeba się oszczędzać i kontrolować wkładki-podpaski, ale to Ci powinny tam powiedzieć.
Dostaniesz pewnie też antybiotyk, który trzeba wziąć do końca i po miesiącu do kontroli ginekologicznej i w międzyczasie po wyniki histopatologii.
Gin oceni co i jak?
Jak coś to pisz na priv majeczka26@buziaczek.pl
(Mon, 24 Lipca 2017, 08:18:41)mandy napisał(a): [ -> ]Mmarta86 trzymam kciuki i myślami jestem z Tobą.
Mam nadzieję, że trafisz na lekarzy, którzy Ci wszystko wytłumaczą.
Przed zabiegiem lekarze robią usg, aby sprawdzić, jak tam wszystko wygląda.
Mi dali relanium i głupiego jasia i uśpili mnie, nie czułam nic.
Po zabiegu trzeba się oszczędzać i kontrolować wkładki-podpaski, ale to Ci powinny tam powiedzieć.
Dostaniesz pewnie też antybiotyk, który trzeba wziąć do końca i po miesiącu do kontroli ginekologicznej i w międzyczasie po wyniki histopatologii.
Gin oceni co i jak?
Jak coś to pisz na priv majeczka26@buziaczek.pl
Dzisiaj mam wizytę u lekarza i wszystko się okaże. 
Ale nie mogę sobie z tym wszystkim dac rady, tak bardzo mnie boli, że nigdy nie zobaczę mojego dziecka. Nie mogę przestać płakać. Mam wrażenie, że z dnia na dzień jest coraz gorzej a nie lepiej Sad

(Fri, 21 Lipca 2017, 21:55:30)ula103 napisał(a): [ -> ]Bardzo mocno Cię rozumiem, jestem w identycznej sytuacji. O tym, że serduszka moich bliźniaków nie biją dowiedziałam się przedwczorajSad Dzisiaj, za chwilę, mam wziąć pierwsze tabletki, potwornie się boję...
Przytulam Cię bardzo mocno, bo żadne słowa tu nie pomogą... Heart
Bardzo mi przykro Sad rozumiem co czujesz. Ja nie mogę się z tym wszystkim pogodzić.
Bardzo współczuję straty...
Ja dowiedziałam się o tym, że serduszko mojego dziecka nie bije, w 12 tygodniu, dokładnie 14 lipca. 20 lipca miałam zabieg, dzień wcześniej brałam tabletki na wywołanie poronienia - bolało to bardzo Undecided miałam skurcze jak przy porodzie. Dziś odebrałam wypis ze szpitala, o tym co się stanie z ciałkiem mojego dziecka musiałam sama wypytać, nikt mi nic nie powiedział, o żadnych prawach ani do pochówku ani do urlopu macierzyńskiego. Potraktowali mnie bezdusznie, a moje dziecko potraktowali jak zwykły odpad biologiczny. Czuję się dziś okropnie z tym wszystkim :-(

[*] dla wszystkich Aniołków
Marto każda z nas ma swoją osobistą historię i każda ją przeżywa na swój sposób, nie powiem Ci, jaki sposób będzie dla Ciebie dobry.
Mnie pomaga rozmowa, wygadanie się, próbuję też być przy innych, aby nie czuli się samotni.
Ale na początku byłam zła, smutna i nawet męża wyganiałam, a potem byłam zła, że go przy mnie nie ma.
Masz prawo źle się czuć i do żałoby też masz prawo.
Myślami jestem z Tobą.

Leokadia walczyłam z lekarką o mojego maluszka, o moje prawa, ale to walka z wiatrakami.
Usłyszałam, że nie ma czego mi oddać do pochowania i inne takie.
Znalazłam sobie miejsce, gdzie wspominam mego maluszka tutaj na forum i gdzie zapalam lampeczkę, w pamięci mej będzie zawsze i nikt mi tego nie odbierze.

Dla Waszych Aniołków (*)
Dzisiaj dowiedziałam się, że jednak konieczny jest zabieg. A miałam nadzieję, że uda się to uniknąć. Niestety. A teraz napiszę rzecz, która pewnie wyda się dziwna, ale boję się tego zabiegu. Tylko dlaczego? Dlatego, że mam wrażenie, że to koniec pewnego etapu. Koniec cierpienia fizycznego. A ja chyba tego nie chcę.  Pewnie to dziwne, ale ten ból mi pomagał.  Nadal czułam, że cząstka mojego dziecka jest we mnie. A teraz? Koniec ? Muszę się z nim pożegnać? Nie chce tego!!! Nie jestem na to gotowa. Nie dam rady !!!
Marta, dasz radę. Będziesz spała w trakcie zabiegu, nie będziesz nic czuć. To trzeba zrobić. Nie bój się, brak bólu fizycznego nie sprawi, że zapomnisz o swoim dziecku, nigdy nie zaponnisz. U Ciebie proces żałoby się dopiero rozpoczyna. Twoje dziecko odeszło, przykro mi strasznie i współczuję Ci. "Post abortum residua", które są teraz w Twojej macicy, to martwe tkanki, które mogą wywołać zakażenie, trzeba zrobić zabieg. Wiem, że cierpisz, przytulam z daleka
Marto tak mi przykro, nie wiem, czy jesteś wierząca i nie chcę się narzucać, ale jeżeli chcesz to się pomodlę.
Mnie lekarz przed samym zabiegiem wytłumaczył bardzo dokładnie, że może dojść do zakażenia i mogę potem mieć poważne problemy zdrowotne.
Dokładnie użył słów, że w tym momencie jest zagrożenie życia, choć niby dobrze się czułam ( fizycznie).
Psychicznie każda z nas musi sobie to poukładać.
Dasz radę, uśpią Cię i nie będziesz czuła bólu.
Później może być ból, psychiczny i fizyczny.
Czy będzie ktoś z Tobą?
Myślami jestem z Tobą i pisz, jeżeli możesz.
(Tue, 25 Lipca 2017, 13:21:55)mandy napisał(a): [ -> ]Marto tak mi przykro, nie wiem, czy jesteś wierząca i nie chcę się narzucać, ale jeżeli chcesz to się pomodlę.
Mnie lekarz przed samym zabiegiem wytłumaczył bardzo dokładnie, że może dojść do zakażenia i mogę potem mieć poważne problemy zdrowotne.
Dokładnie użył słów, że w tym momencie jest zagrożenie życia, choć niby dobrze się czułam ( fizycznie).
Psychicznie każda z nas musi sobie to poukładać.
Dasz radę, uśpią Cię i nie będziesz czuła bólu.
Później może być ból,  psychiczny i fizyczny.
Czy będzie ktoś z Tobą?
Myślami jestem z Tobą i pisz, jeżeli możesz.

Już po zabiegu. Fizycznie nie było źle. Ale teraz czuję ogromną pustkę. Czy to już koniec? Czas leczy rany? Na chwilę obecną wydaje mi się, że już nigdy nie będzie dobrze.
Mmarta cóż Ci mogę napisać?
Czas nie leczy ran, pozwala nam oswoić się z nową sytuacją.
Przytulam
To już ponad dwa miesiące, myślałam, że najgorsze już za mną, że teraz bedzie coraz lepiej. I nie jest lepiej. Nie m9ge sobie z tym poradzić. Tęsknię, bardzo tęsknię. Nie potrafię być nawet chwilę sama, serce mi pęka. Czuję, że jestem z tym wszystkim sama, wszyscy już zapomnieli, a ja nie mogę, nie chce zapomnieć.
Po 8 miesiącach wracam tutaj. Miesiąc temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży, 7 miesięcy po ostatnim poronieniu. Radość nie trwała długo. Wczoraj dowiedziałam się, że serce dziecka nie bije. Za tydzień mam przyjść na kontrolne USG i kolejny zabieg ... lekarz nie daje mi zbyt dużych nadziei, ale ja wierzę, że jednak serduszko zacznie bić. Jeśli nie to nie wiem czy to wytrzymam po raz kolejny...
Marto, potwornie trudne musi być Twoje oczekiwanie. Pamiętam swoją nadzieję wbrew nadziei i nie żałuję jej. Już opłakiwałam, ale z resztkami nadziei i lękiem, że zostanie ostatecznie zawiedziona. Oby Twoja, mimo rokowań, nie zgasła.