Poronienie - Forum

Pełna wersja: Oliwka Kochany Aniołek
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
Długo zastanawialam się czy dołączyć do forum jednak postanowiłam to zrobić bo już z sobie z tym wszystkim nie radze. Straciłam swoją córeczkę w 16 tygodniu ciąży trzy dni przed własnym ślubem. Do dziś pamiętam ten dzień kiedy udalam się na wizytę kontrolną gdzie dowiedziałam się że twoje serduszko nie bije. Później byłam w szpitalu gdzie lezalam na sali z kobietami które za chwilę miały rodzić swoje dzieci. Przez ścianę słyszała płacz dzieci. Do tej pory nie mogę się z tym pogodzić choć minely już cztery miesiące. Codziennie myślę o niej o tym jakby wyglądała. To bardzo boli. Moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Oliwka [*] kocham Cię i zawsze będę chociaż nie było nam dane się spotkać
Strasznie ci współczuję to najgorsze co może sie przytrafić matce stracić dziecko, przytulam i dla Oliwki[*]
Bardzo Ci współczuję Niciak, nic więcej nie potrafię Ci napisać...
Przykro mi ogromnie, że dolaczylaś do grona aniołkowych mam. Wiem co czujesz, ja synka straciłam w 19/20 tc, bardzo mi go brakuje... Myślami Ciebie wspieram, bo cóż więcej mogę...dla Twojej kruszynki (*)
Bardzo Wam dziękuje za słowa otuchy. Najgorsze jest to że na jednym USG widziałam jak moja kruszyna się rusza. Lekarz puszczał też jak bije jej serduszko..... Ten widok i dźwięk będę mieć zawsze w pamięci...
Niciak bardzo mi przykro z powodu Twojej Oliwki..
Ten miesiąc jest okropny...... Miałam termin na styczeń jeszcze trzy tygodnie i bym Cię miała w ramionach.... Od tamtego czasu każdy dzień jest bardzo smutny... Nie mogę się na niczym skupić. W nocy nie mogę spać a jak zasne to śnią mi się dzieci. Tak samo jest jak widzę małe dzieci czuje wtedy ogromny smutek......
Przytulam Niciak. U mnie też czas na kiedy miał przypaść poród był bardzo ciężki.
Wiem co czujesz, chyba wszystkie wiemy. Kolejne etapy żałoby.. Raz lepiej, raz gorzej.. Ciężko z tym żyć. Moje ziarenko miało być styczniowym prezentem urodzinowym dla męża, jako podziekowanie za całą miłość. Jest tylko pustka.. Przytulam Cie z całego serca!
Bardzo Ci współczuję..
(*)
Dziewczyny jak radzicie sobie po stracie? Macie jakies sposoby na to być choć na chwilę było lepiej? Zapomnieć i tak nie zapomnę ale powoli już sobie nie radze.
Niciak, niestety nie znam sposobów na to, żeby było lepiej. Ja postanowiłam po prostu to przeżyć z pomocą bliskich ludzi.
Po pierwszym poronieniu spełniłam swoje małe marzenie i pojechałam kilka razy do stajni. Koleżanka pracowała tam jako instruktor więc miałam możliwość wyczesać i osiodłać konie, wygłaskać je za wszystkie czasy, nawet kilka razy wskoczyłam na siodło (no dobra, wdrapałam się z wielkim trudem Wink). Nie uchroniło mnie to przed łzami i bólem ale na kilka chwil skupiłam się na czymś innym. Taka amatorska wersja hipoterapii. Lekarka na komisji ZUS polecała jogę ale akurat to nie dla mnie. 
Po drugiej stracie koleżanka wyciągneła mnie na kilka dni do Gdańska - chodziłyśmy na plażę, zwiedzałyśmy, gadałyśmy - choć często płakałam to ten wyjazd wspominam bardzo dobrze. Potem pojechałam jeszcze do Londynu i też było wspaniale. Te podróże nie były "zamiast" - zrobiłabym wszystko żeby zamiast zwiedzać British Museum toczyć się na KTG do szpitala ale na to wpływu już nie miałam. 
Nie szukaj sposobu na siłę i jeśli nie masz siły wstać z łóżka to w nim zostań ale zrób czasami coś dla siebie, coś co lubisz. To nie musi być podróż na Kanary - równie skuteczny może być spacer z aparatem po lesie lub wyjście do kina. I dużo płacz...
Przytulam...
Dziękuje Ci bardzo. Bardzo często płacze. To jest silniejsze ode mnie....
Jeśli potrzebujesz to płacz. Ja przez rok nie robiłam makijażu i non stop miałam przy sobie przeciwsłoneczne okulary. Płakałam na ulicy, w autobusie, sklepie, pracy,... Nie potrafiłam nie płakać. Do dzisiaj mi sie to zdarza tylko już duża rzadziej.
Płacz oczyszcza
Moje życie strasznie się zmieniło. Już nie jestem ta sama osoba. Nic mnie nie cieszy nie sprawia radości. Mimo codziennych zajęć ją tylko myślę o jednym. I zastanawiam się dlaczego. Co mogłam zrobić żeby tak się nie stało.... Kiedy przejeżdża obok szpitala czuje pustkę i niemoc. Do dziś pamiętam te pielęgniarki i salę na której lezalam z kobietami którym przywożono dzieci do karmienia albo podłączania KTG. Jedną z pielęgniarek kiedy przyszła na salę i podawała mi lek powiedziała - no co się pani dziwi to porodowka. Wcześniej jednak na moje pytanie kiedy mnie przestanie bolec odpowiedziała - jak pani urodzi. Tylko że choć fizycznie już nie boli to psychicznie będzie bolec zawsze.....
A może wizyta u psychologa? Wiem, że wiele dziewczyn jest do tego sceptycznie nastawiona, ale mi taka rozmowa pomogła.
Dzięki temu zrozumiałam, że wszystko to co się ze mną dzieje, wszystkie to obezwładniające emocję są normalne, że zwyczajnie nie oszalałam, bo emocje były bardzo silne, paraliżowały i czasem powodowały, że nie miałam siły wstać z łóżka, potrafiłam wybuchnąć takim spazmatycznym płaczem, że nie sposób było się uspokoić, przestawałam zwyczajnie ze zmęczenia.

Rób po prostu to co czujesz, że powinnaś, chcesz płakać? - płacz, nie masz siły wstać z łóżka - leż.
Nie zmuszaj się Twój organizm powie Ci, czego potrzebuje.

Przytulam Cię mocno.
Ja właśnie z płaczem mam podobnie. I mam straszne nerwy....
To zupełnie normalne - płacz, nerwy, rozdrażnienie. Masz z kim o tym porozmawiać? Z mężem, przyjaciółką, mamą? Czasem taka rozmowa może pomóc.
Przede wszystkim do niczego się nie zmuszaj i nie próbuj sama sobie wmówić, że już musisz sobie radzić, musisz się ogarnąć - niczego nie musisz.
Mam i rozmawia z nimi. Ale chwilę potem znów jest gorzej
Niciak, prawda jest taka, że potrzebny jest czas, dużo czasu. Te emocje, uczucia ewoluują, zmieniają się. Oczywiście nigdy się nie zapomina, zawsze już czuje się w sercu tą pustkę, ale człowiek uczy się z tym żyć, kontrolować w miarę swoje odruchy, ale to czas jest potrzebny innego lekarstwa nie ma.
Niciak, usunęłam wątek, który założyłaś, bo się odpowiedzi zaczynają dublować (na powtórzone pytanie zresztą...).
Współczuję straty.
Mówią że czas pomaga... A mi się wydaje że wcale tak nie jest....
Czas pomaga pod tym względem, że później można o tym myśleć i nie płakać. Można wspominać i tęsknić bez tej ciemności, jaka Cię teraz otacza. Ale każdy potrzebuje tego czasu różnie.
Kiedy z Wami pisze jest trochę lepiej. Wiem że czujecie to co ją. Wiem, że mnie nie wysmiejecie i zrozumienie że to naprawdę jest dla mnie ogromną stratą i ciężko jest się z nią pogodzić.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13