Poronienie - Forum

Pełna wersja: Pochówek i egzekwowanie swoich praw - droga przez mękę!
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Będę starał się pisać krótko i na temat. Może nasze doświadczenia będą kiedyś komuś pomocne. Julia umarła w 6-7 tygodniu a zabieg został dokonany 3 tygodnie później.

Nie podaję nazwy szpitala gdyż nie chcę zaszkodzić osobom, które zrobiły dla nas więcej niż musiały. Powiem tylko tyle, ze szpital o dużej renomie w dużym mieście.

Sam zabieg i pobyt w szpitalu przebiegł różnie. Czasem brakowało empatii i wyczucia ze strony personelu, czasem było OK. Gdy poinformowaliśmy doktora o tym, że chcemy pochować dziecko, od razu powiedział, że musimy na własny koszt zrobić badanie genetyczne ustalenia płci bo bez tego nie ma zasiłku. Akurat zasiłek był tu najmniej ważny. Zależało nam na pochówku wraz z nadaniem imienia oraz również na urlopie macierzyńskim dla żony. Mimo, że sprawa prawnie nie jest jednoznaczna, zdecydowaliśmy się wykonać badania. Doktor poinformował gdzie jest patomorfologia i że jutro możemy się tam zgłosić po próbkę do badań genetycznych.
Niestety nazajutrz okazało się, że próbkę do badań dostaniemy ale dopiero za tydzień, dwa, może 3 tygodnie. W związku z tym skontaktowałem się z sekretariatem kliniki i obiecano mi dać jakąś odpowiedź nazajutrz. Następnego dnia przekazano mi, że mam przyjechać do pani doktor, która przeprowadzała zabieg. Przyjechałem. Pani doktor przeprosiła (nie do końca wiem za co) i wpisała płeć zgodnie z naszymi sugestiami. Po raz kolejny uzyskałem informację, że w dowolnym momencie mogę odebrać ciało do pochówku. Genetyka nie była więc konieczna.
Następnego dnia wizyta w USC. Niby wszystko OK ale odniosłem wrażenie, że urzędniczka uważa mnie za naciągacza, który chce wydoić ZUS z zasiłku pogrzebowego. Po godzinie wychodzę z aktem martwego urodzenia w ręku.
W międzyczasie przykra sprawa ale spotkaliśmy się z niezrozumieniem najbliższej rodziny dla zasadności pochówku. Trudno, dalej robimy swoje.
W pierwszym zakładzie pogrzebowym totalna olewka i brak wyczucia, chyba dlatego, że zaplanowaliśmy wszystko zbyt skromnie więc kasa nie taka jakby właścicielka zakładu chciała. Drugi zakład pogrzebowy super. Żadnych nacisków, duża empatia, bez zastrzeżeń.
Kolejne kroki do księdza. Tu również super. Pełne zrozumienie, delikatne podejście. Chcemy bez mszy, tylko obrzęd na cmentarzu, nie ma problemu. Opłata co łaska. Pytam wprost o minimum, ksiądz mówi, że "nie ma handlu sakramentami i nie ma żadnego minimum tylko wyłącznie wedle uznania".
Dalej do grabarza - chcemy pochować w rodzinnym grobowcu. Tu też bez komplikacji. Pytam o koszt i słyszę odpowiedź: "za dzieci nic nie bierzemy". Nalegam. Wciąż ta sama odpowiedź.
Nazajutrz do ZUS-u. Szybko, taktownie, dyskretnie. Bez zastrzeżeń.
W międzyczasie znajoma mówi żebym sprawdził polisę na życie. Nie mam do tego głowy ale wieczorem patrzę i  rzeczywiście jest punkt "urodzenie martwego dziecka". Długo rozmawiamy z żoną czy to moralne wziąć pieniądze i w końcu postanawiamy, że będą one przeznaczone na kolejną ciążę tj. wizyty lekarskie, leki, USG itd. Kolejnego dnia wizyta w PZU i tu też szybko, dyskretnie, taktownie i bez kłopotów. Wprost nie do uwierzenia ale już wieczorem tego samego dnia pieniądze mam na koncie.
Kolejnego dnia dzwonię do szpitalnej "Izby zmarłych" aby ustalić odbiór ciała za 3 dni. I tu szok. Dowiaduję się, że ciało dostanę nie wiadomo kiedy, gdyż trwają badania patomorfologiczne. Jakie badania? One miały być z kosmówki. Miał być wyodrębniony materiał do badań a ciało mieliśmy odebrać w dogodnym momencie. Kontaktuję się z sekretariatem kliniki i tu zaczynają się schody. Sekretarka nic nie wie i nie chce pomóc. Insynuuje, że "nagle" wymyśliłem sobie pochówek". Tłumaczę, że żona podpisywała dokumenty w dniu zabiegu ale pani nie chce sprawdzić, za to insynuuje że "przecież chodzi głównie o zasiłek". Żądam skontaktowania mnie z dyrektorem kliniki ale pani odmawia po czym oświadcza, że "nie będzie ze mną rozmawiać" i się rozłącza. Próbuję dzwonić ponownie. Gdy słyszy mój głos rzuca słuchawką. Szok! Przecież nie byłem agresywny, niegrzeczny, chciałem tylko uzyskać pomoc. Próbuję dzwonić do dyrektora szpitala ale jego sekretarka również nie chce mnie skontaktować z szefem. Sugeruje napisanie pisma. A ja mam za 3 dni pogrzeb! Dzwonię do szpitalnego pełnomocnika ds. praw pacjenta. Pani obiecuje pomóc. W drugiej połowie dnia uzyskuję informację, że za 2 dni o godz. 12:00 mam się dowiedzieć. Mówię, że to nie wchodzi w grę gdyż kolejnego dnia rano pogrzeb. Twardo stoję przy swoim. Pytam o przyczyny zaistniałem sytuacji i podstawy prawne. Koniec końców obiecano mi, że pojutrze do 9:00 rano sekretariat kliniki poinformuje mnie co dalej i jest duża szansa na realny odbiór ciała pojutrze. Na pytania o podstawy prawne i przyczyny problemu nie uzyskuję odpowiedzi.
Pasuję. Próbuję się uspokoić i spokojnie czekam bardzo długie 2 dni. W międzyczasie uprzedzam księdza, że nie mam pewności, że pogrzeb się odbędzie. Na wszelki wypadek wstrzymuję też wykonanie wieńca.
Sprawdzam akty prawne i ani stosowna ustawa ani rozporządzenie ministra nie zezwala na wstrzymanie wydania ciała z tytułu wykonywania badań patomorfologicznych. No ale jak widać prawo sobie a szpital sobie.
Po dwóch dniach mija godzina 9:00 i cisza. 9:10 cisza. 9:20 cisza. Dzwonię do pani pełnomocnik ale nie odbiera ode mnie tel. Dzwonię do sekretariatu kliniki ale osoba, która miała mi pomóc jest rzekomo poza biurem a jej koleżanka nie zna sprawy. Tu nie wytrzymuję. Wybucham, pytam co zrobili z ciałem i żądam natychmiastowej pomocy. Pada propozycja załatwienia sprawy do końca dnia. Nie zgadzam się, chcę wiedzieć coś natychmiast. Finalnie pani obiecuje, że ordynator zadzwoni w ciągu 20 min. Owszem dzwoni po 15 min. ale nie ordynator tylko doktor znany mi z dnia zabiegu i informuje mnie, że mogę odebrać ciało. Pytam o przyczyny. Doktor tłumaczy, ze "materiału do badań było mało i dlatego". Czemu nie powiedziano mi tego od razu, tego nie udało mi się dowiedzieć.
Jadę po ciało. Znają już sprawę, chyba zostali uprzedzeni że przyjedzie awanturnik i dostaję ciało od razu. Jedyny zgrzyt - muszę podpisać "odbiór badania". Tak nie ciała, nie dziecka, tylko badania!
Tego dnia dzwonię kilkukrotnie do pani pełnomocnik ale nie odbiera ode mnie telefonu. Tak łatwiej, po co powiedzieć przepraszam, po co niemiła rozmowa?
Mogę tylko domyślać się co się stało. Podejrzewam, że z ciała powinny być wyodrębnione 2 próbki do badań: 1 do genetyki płci, 2 do patomorfologii. I pewnie ktoś to przeoczył, materiału nie wyodrębniono i całe ciało (a raczej ciałko) spreparowano jako całość na płytce parafinowej, z której szpital robił badania patomorfologiczne.
W trakcie opisanych wydarzeń kilkakrotnie kontaktowałem się ze "Stowarzyszeniem rodziców po poronieniu" gdzie zawsze otrzymałem pomoc, radę i wsparcie za co bardzo dziękuję.
Również mój pracodawca służył mi pomocą, był wyrozumiały na moje roztargnienie i spóźnienia. Dostałem bez problemu 4 dni urlopu okolicznościowego.
Cała ta sytuacja kosztowała nas wiele łez i stresu.
Jutro mamy pochówek.
Gdyby ktoś miał podobne problemy, nie poddawajcie się. Upominajcie się o to do czego macie prawo.