Poronienie - Forum

Pełna wersja: Rejestracja - Ustalenie treści Aktu Urodzenia przez sąd
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Czy ktoś użytkowników forum przerabiał (z sukcesem?) procedurę ustalenia treści aktu stanu cywilnego przez sąd w sytuacji, gdy szpital odmówił określenia płci dziecka po wczesnym poronieniu?

Art. 32 ustawy prawo o aktach stanu cywilnego mówi:

Art. 32.
Ustala się treść aktu stanu cywilnego, jeżeli:
1) akt unieważniony ma być zastąpiony nowym aktem;
2) akt urodzenia lub akt małżeństwa nie został sporządzony i nie można go
sporządzić w trybie przewidzianym w przepisach ustawy.


Brak wiedzy co do płci dziecka martwo urodzonego powoduje, że nie można sporządzić aktu urodzenia \"w trybie przewidzianym w przepisach ustawy\" więc to jest w zasadzie dokładnie taki przypadek, o którym mówi podpunkt 2).

Treść aktu stanu cywilnego ustala sąd w postępowaniu nieprocesowym.
Jesienią ubiegłego roku złożyłem w sądzie rejonowym wniosek o ustalenie treści aktu urodzenia.
Szpital nie wpisał płci do pisemnego zgłoszenia urodzenia, nie chciał wpisać płci "z odczucia matki" oraz nie chciał wykonać badania genetycznego ustalającego płeć dziecka.

Dziś odbyło się pierwsze posiedzenie jawne w tej sprawie.
Wezwany na świadka lekarz, który wypełniał pisemne zgłoszenie i nie wpisał do niego płci, nie stawił się na wezwanie Sądu.

Sąd zadał mi kilka pytań, aby mieć pełną jasność, o co tak właściwie chodzi i na czym polega problem.

Więc wyjaśniłem, że niektóre szpitale wpisują do pisemnego zgłoszenia płeć "z odczucia matki" i nie ma wtedy najmniejszego problemu z wydaniem aktu urodzenia. Oświadczyłem, że szpital, w którym poroniła żona, znany jest z tego, że w takich sytuacjach po prostu odmawia wpisywani płci, więc my jako rodzice mieliśmy pecha, że akurat trafiliśmy na ten szpital. Sąd zaprotokołował nawet to zadanie, że "mieliśmy pecha trafiając na ten szpital".

Wyjaśniłem, że szpital odmówił ustalenia płci dziecka twierdząc, że płeć jest niemożliwa do ustalenia, co jest oczywistą nieprawdą, ponieważ szpital nie wie, czy płeć nie jest możliwa do ustalenia dopóki tego nie sprawdzi - a nie sprawdził, bo nie wykonał badania genetycznego.
Oświadczyłem, że w mojej ocenie informację o płci ma pozyskać szpital, ponieważ to szpital jest zobowiązany do wpisania płci do pisemnego zgłoszenia urodzenia, więc tłumaczenie się kosztami nie ma tu nic do rzeczy. Gdyby do mnie należało wpisanie płci do tego dokumentu i uważałbym, że potrzebuję badania, żeby tą płeć oznaczyć, to zapłaciłbym za to badanie.

Poinformowałem również Sąd o tym, że nigdy nie ma pewności co do wyniku badania genetycznego - czasem płci po prostu nie można ustalić bo wynik badania jest niejednoznaczny. Wyjaśniłem również, że największe szanse na uzyskanie pozytywnego wyniku badania płci 
są wtedy, gdy to badanie wykonuje się w pierwszych kilku godzinach po poronieniu, na świeżym materiale. Więc szpital nie wykonując tego badania od razu po poronieniu sam na własne życzenie pozbawia się możliwości ustalenia płci dziecka i twierdzi, że płci nie można ustalić, co jest absurdalne.

Sędzia dopytywała mnie, czy jestem pewny, że w niektórych szpitalach wpisuje się płeć "z uprawdopodobnienia". Potwierdziłem, że wg mojej wiedzy niektóre szpitale tak robią.

Zostałem też zapytany (jestem pełnomocnikiem żony, więc ona nie bierze w tym udziału osobiście), czy żona miała odczucie, że dziecko było płci męskiej (wnioskuję o wpisanie płci męskiej do aktu urodzenia) oraz czy wspólnie wybraliśmy imię dla dziecka, o które wnioskuję. 
Oczywiście potwierdziłem, że żona czuła, że to syn i że wspólnie wybraliśmy imię. Zostało to zaprotokołowane.

Sędzia zapytała, czy chcę ustalenia płci dziecka. Odpowiedziałem, że nie chcę (nie chcemy) jeśli z naturalnych przyczyn ta płeć jest niemożliwa do poznania w naturalny sposób (czyli bez badania genetycznego). Sędzia zapytała więc, czemu w takim razie wnioskuję o wpisanie do aktu urodzenia płci męskiej. Odpowiedziałem, że to jest przecież warunek konieczny wydania aktu urodzenia, więc o jakąś płeć wnioskować tak czy inaczej muszę. 

I teraz najciekawsze: Sąd zdecydował, że zleci badanie genetyczne, a dokładniej, o ile dobrze zrozumiałem, zleci najpierw biegłemu ocenę, czy zachowany materiał nadaje się jeszcze do przeprowadzenia takiego badania.

Zapytałem, co będzie, jeśli to badanie nie określi płci dziecka. Sędzia odpowiedziała, że wtedy Sąd będzie podejmował kolejne decyzje.

Czyli będzie ciekawie. Tym bardziej, że płeć "z odczucia matki" już została wpisana do protokołu...

A w międzyczasie szpital będzie przez Sąd ćwiczony na okoliczność niestawienia się pana doktora na wezwanie Sądu. Problem polega na tym, że Sąd nie dysponuje adresem zamieszkania pana doktora, więc jedyne, co może zrobić, to wysyłać wezwania na adres szpitala, a to nie oznacza doręczenia do rąk własnych, więc - niestety - pan doktor z tego powodu dzisiejszą nieobecność ma usprawiedliwioną, nad czym ubolewam... Smile
Oto i ciąg dalszy.

Dostałem dziś z sądu wezwanie do "uiszczenia zaliczki na poczet wynagrodzenia biegłego w wysokości 500zł".
Nie wiadomo nawet, czy biegły ma ustalić płeć dziecka, czy też ma jedynie ocenić, czy zachowany materiał nadaje się do ustalenia płci.

"Sąd poinformuje, że nawet w razie nieuiszczenia zaliczki Sąd skieruje odezwę do biegłego do wykonania, a o kosztach rozstrzygnie w postanowieniu kończącym postępowanie w sprawie".

Wygląda więc na to, że za fanaberię państwa polskiego w postaci wymogu genetycznego określenia płci dziecka martwo urodzonego w celu wydania aktu urodzenia i tak będą musieli zapłacić rodzice, nawet pomimo, że rodzice nie chcą znać płci naturalnie nieznanej.

No chyba że...

Orientujecie się może, czy w postępowaniu nieprocesowym sąd ma możliwość obciążenia kosztami postępowania skarbu państwa? Bo moim skromnym zdaniem za fanaberię państwa polskiego powinien płacić wyłącznie skarb państwa.

Powinienem zapewne złożyć teraz wniosek o zasądzenie kosztów postępowania na skarb państwa motywując to właśnie tym, że ja nie chcę znać płci a Sąd realizuje jedynie wymóg ustawodawcy? A tak na dobrą sprawę to bym chyba motywował przede wszystkim nierównym traktowaniem przez prawo...
Ale skoro nie wiesz, bo nie raczyli dodać, to to nie musi być "na płeć", a może być "tylko" na całokształt sprawy, bo sędzia nie wie, jak to zjeść.
Bo widzisz, treść aktu ustalana przez sądy bywała, ale nie było raczej precedensu tego typu - po wczesnym poronieniu i bez płci. Sędzia postanowił nie być samodzielny i w sumie bardzo się mu nie dziwię, że życzy sobie biegłego. Natomiast czy można wnosić potem nie tyle o obciążenie kosztami Skarbu Państwa, co o umorzenie kosztów, czy jak im tam... Co na jedno wychodzi, ale mniej zaczepnie brzmi... Może można. Może się nie da. To trzeba sprawdzić, zobaczę, czy mogę się czegoś na ten temat dowiedzieć.

Niezależnie od tego zrób to, po prostu zrób. Podzielę się kosztami z Tobą, jeśli będą.

Tak w ogóle, to ja jestem i tak zdziwiona, że tego biegłego weźmie, bo cywilny krakowski kojarzę jako niezbyt chętny ku temu, nawet jak powód wnioskował, a pozwany by też chciał. A sędzia był zielony aż wstyd, a jednak biegłego nie wziął i tak. Wiem, że to nie jest reguła, ale mi ta opinia już jakoś została.
Ciekawe tylko, kogo weźmie.
Napisali że nawet w razie nieuiszczenia zaliczki sąd tak czy inaczej "skieruje odezwę do biegłego" więc o ile rozumiem to czy wpłacę czy nie wpłacę tej zaliczki jest bez znaczenia. Średnio mi się uśmiecha wyskoczenie nagle z 5 stówek pod koniec miesiąca...

"Sąd wzywa do uiszczenia zaliczki na poczet wynagrodzenia biegłego w wysokości 500zł w terminie tygodniowym od dnia doręczenia wezwania pod rygorem rozstrzygnięcia o tych kosztach w orzeczeniu kończącym postępowanie w sprawie"

Co to właściwie znaczy w tym kontekście "pod rygorem rozstrzygnięcia o kosztach"?

Przecież rozstrzygnięcie o kosztach i tak będzie na koniec, niezależnie do tego, czy wpłacę, czy nie wpłacę teraz tej zaliczki.
Że jak nie wpłynie, to mogą oddalić bez rozstrzygania bodajże. Zaś koszty i tak oszacują dokładnie na koniec (jeśli jednak będzie ta zaliczka wpłacona). Tak jakby uprzedził, że koszty są bliżej na dziś nieznane i mogą być niższe lub wyższe ostatecznie.

Chociaż nie, tak dosłownie, to jednak nie oddalą wniosku, to tak nie brzmi. Ale nie umiem powiedzieć, czy orzeczenie będzie wtedy zawierało to, co Cię interesuje, czy tylko "nic" i koszty. Pospieszyłam się, bo stykam się z takimi sprawami, co musi wpłynąć.
Więc chyba tylko przywalą. Jeszcze lepiej.

Nie ryzykuj, bo zaprzepaścimy okazję. Przekaż mi to, co muszę znać dodatkowo - wpłacę to.
No chyba na głowę upadłaś...

Acha... Postanowienie przecież też było w kopercie razem z wezwaniem.

"Sąd postanawia dopuścić dowód z opinii biegłego z zakresu genetyki na okoliczność ustalenia płci dziecka".
Czyli jednak nie wiadomo, czy biegły ma dokonać próby ustalenia płci czy jedynie ocenić sensowność takiego badania.

Przelałem im tą kasę. Co ma być, to będzie...
Dlaczego zaraz na głowę upadłam? Albo dlaczego teraz upadłam? Jeśli upadłam, to wieki temu. Miałam wtedy plan przez to przejść, gdyby się nie udało inaczej. A że się udało, to już nie mogłam. Za to wciąż pamiętam, że byłam zdecydowana.

W ogóle nie wiadomo, co on będzie robił. Bo na logikę - ocenić sensowność, to już właściwie niemal wykonać to badanie. Myślę, że co najwyżej w sensie, czy takie badanie w ogóle daje informację o płci prawdziwą. Teoretycznie czy daje, nie w Twoim przypadku praktycznie. Jeśli biegły miałby fizycznie płeć sprawdzić, po to, by sprawdzić, czy się uda, to ja bym chyba padła...
Choć w sądach jest wszystko możliwe, tym bardziej jeśli sędzia poszedł tokiem, który kiedyś przewidywałam - że najpierw sprawdzi możliwości praktyczne zdobycia niezbędnych danych, w tym płci.
Pytanie, co będzie, jeśli biegły potwierdzi, że tak się płeć daje oznaczyć w sensie teoretyczno-naukowym, a sędzia każe ją oznaczyć i się jej nie uda oznaczyć w sensie praktycznym...
Nie uda na przykład i tak na Twój koszt, ale o to w tej chwili mniejsza. Czy to już sąd zwalnia z ustalania treści aktu cywilnego... czy nadal nie.

Zaczyna być ciekawie.

Tak teraz na spokojnie pomyślałam jeszcze, że chyba już całego wniosku nie mogą odrzucić, bo przecież już posiedzenie było. Czyli postanowienie muszą wydać, stąd koszty i tak będą.
Sprawa jest o tyle (dla sądu) śliska, że ja wyraźnie wyartykułowałem, że nie chcę znać płci dziecka naturalnie nieznanej - stąd wnoszę we wniosku o wpisanie płci "z odczucia". Więc sąd zaspokaja co najwyżej swoją ciekawość, co do płci dziecka, a nie moją. Stąd też nie uważam, że powinienem ponosić koszty zaspokajania ciekawości sądu. Gdyby sąd jasno postawił sprawę (a tego nie zrobił), że ustalić treść aktu urodzenia może tylko w przypadku, gdy znana będzie płeć dziecka, a ustalenie płci może się odbyć wyłącznie na mój koszt, to ja bym już na pierwszym posiedzeniu wycofał mój wniosek, bo takie badanie to ja sobie mogę zrobić sam, bez łaski, za 3 stówki we Wrocławiu.
Niemal dokładnie rok po złożeniu wniosku o ustalenie treści aktu urodzenia sąd przychylił się do mojego wniosku i dokona ustalenia treści aktu urodzenia, z pominięciem pisemnego zgłoszenia urodzenia (obecnie to się nazywa "karta martwego urodzenia"), którego szpital nie chciał wydać oczekując ode mnie wykonania na mój koszt badania genetycznego płci dziecka.

1730zł - tyle przywalił mi Sąd, w osobie przemiłej skądinąd, młodziutkiej pani sędzi, za ekspertyzę biegłego ustalającą płeć z bloczka parafinowego.

Wniosek z tego jest jeden - jeśli istnieje zachowany przez szpital materiał po poronieniu nadający się do badania genetycznego, to sąd będzie za wszelką cenę próbował ustalić płeć z tego materiału, generując przy tym abstrakcyjne koszty w porównaniu do rynkowych cen badania płci z bloczka parafinowego.

Niestety ja się już nie dowiem, co by się stało i jaka byłaby decyzja sądu, gdyby ekspertyza genetyczna zlecona przez sąd nie dała odpowiedzi na pytanie o płeć dziecka, ponieważ w moim przypadku ustalono płeć z zachowanego materiału genetycznego (ponad rok po poronieniu) i teraz już wiem, że straciłem córkę, choć tak naprawdę nie chciałem tego wiedzieć (a tym bardziej nie chciała matka naszego dziecka).

To postępowanie stanowi niepodważalny dowód na to, że rodzice dzieci martwo urodzonych są w Polsce dyskryminowani, ponieważ jeśli płeć dziecka jest z naturalnych przyczyn nieznana, to rodzice są zmuszeni do ponoszenia znaczących kosztów, jeśli chcą otrzymać akt urodzenia i nie ma innej możliwości - albo płacimy za badanie genetyczne (500zł) albo sąd "w naszym imieniu" zleci takie badanie i wtedy zapłacimy "w nagrodę" kilka razy więcej.

Zgłoszę to w formie skargi do Rzecznika Praw Obywatelskich, a dokumentacja z postępowania sądowego będzie dowodem na dyskryminowanie mnie jako obywatela przez państwo polskie. W sumie koszty ustalenia płci to nie jest nawet jakiś wielki problem jeśli rodzice chcą pochować swoje dziecko (zasiłek pogrzebowy to z nawiązką zrefunduje), ale nie daruję państwu polskiemu tego, że zmusiło mnie do poznania płci mojego zmarłego dziecka, choć naturalnie była ona nieznana (i jako nieznana powinna pozostać).

Nie daruję...