Poronienie - Forum

Pełna wersja: niechęć do partnera po poronieniu
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Jestem po łyżeczkowaniu 3 dni.. moj problem polega na tym że oprocz straty ktorą boleśnie odczuwam pojawilo się rownież zniechęcenie do partnera. Czy miałyście podobnie? jak sobie z tym radzić?
kasiasta5, bardzo współczuję.
Zniechęcenie to może nie, ale, nie wiem jak to nazwać, rozdrażnienie? Inaczej przeżywaliśmy stratę-to raz, był pierwszy na linii ognia i najczęściej obrywał, kiedy potrzebowałam się \"wystrzelać - to dwa. Niewiele pamiętam z tych pierwszych dni \"po\", ale wiem, że miałam poczucie, że totalnie się mijamy, że kompletnie się nie rozumiemy, że nie daje mi wsparcia. Trwało to jakiś czas a moja frustracja rosła, rosła i rosła, aż skończyło się karczemną awanturą. Wyrzuciłam z siebie swoje żale, on swoje (trochę ciszej i w mniejszych emocjach). I już. Ale my jesteśmy ponad 18 lat po ślubie...Niejedna taka \"awantura\" za nami.
No, chyba zbytnio nie doradziłam. Odpowiedz sobie na pytanie, skąd to uczucie? Czy on Cię wspiera, czy rozmawiacie?
Pewnie dziewczyny napiszą więcej, ale myślę, że podczas żałoby targają nami przeróżne, czasami niezrozumiałe emocje.
Dużo, dużo siły na ten trudny czas.
Dziękuję niegoska za wsparcie. Tak wlaśnie się czuję.. mam do niego żal o.. wszystko w dodatku ma taką pracę że jest daleko stąd i nawet nie wiem kiedy wróci. mam do niego żal że zostałam z tym sama i nawet kiedy dzwoni nie potrafię z nim rozmawiac więc nie odbieram telefonu... wiem to może moja wina.. ale nie umiem się pozbierać.. dziękuję za wsparcie i pomoc mam nadzieję że wszystko się \"jakoś ułoży\"
Nie Twoja wina, absolutnie!
Szkoda, że jest tak daleko. Ale może skoro dzwoni, to chce rozmawiać, chce choć tak Cię wesprzeć!. Może spróbuj opisać to co czujesz i wysłać(mailem lub tradycyjnie papierowym listem)/dać to partnerowi, skoro nie potrafisz teraz z nim rozmawiać?

Bez względu na wszysko potrzebujesz czasu na przeżycie żałoby. Nie wiń siebie za nic!

Jeżeli masz ochotę i potrzebę, to pisz tutaj, na pewno dziewczyny nie zostawią Cię samej!
Kasiasta5 popieram nniegoske. Absolutnie nie możesz się teraz obwiniać. Twoja niechęć bierze się z tego co teraz przeżywasz. Twój ból, cierpienie to musi mieć gdzieś ujście. Czasami tak jest , że niestety dostaje się naszym mężom, partnerom. Mężczyzni( pewnie nie wszyscy) inaczej to przechodzą. U nas jest to ból psychiczny ale i fizyczny. Wszystko się kumuluje. My przeżywamy to jeszcze długo po tym ale dla nich czasmi sam moment poronienia jest końcem wszystkiego. Potem już nie chcą do tego wracać ( powtarzam nie wszyscy, żeby nikogo nie urazić). Każda kobieta inaczej to przeżywa. Jedna wykrzyczy prosto w twarz, inna zamilknie cicho w kącie a jeszcze inna odsunie na boczny tor np sprawy łużkowe. Pewnie to przejdzie. Poprostu Twój organizm, Twoje hormony. To wszystko musi się uregulować. Przede wszystkim nasza psychika musi wrócić do normy. A z tym nieraz ciężko. Oj ciężko. Fakt że Twój m jest daleko niestety też niczego nie ułatwia. Trzymam kciuki by wszystko sie wyprostowało.
I tak jak powiedziała niegoska - możesz ma nas liczyc.
Kasiasta ja miałam podobnie, byłam zła, zawiedziona, że nie było go przymnie w szpitalu, że zostałam z tym sama, chyba nadal jeszcze coś z tego żalu zostało. Myślałam, że jak się zacznie to zaraz po moim telefonie przyjedzie do szpitala, daleko nie miał, jednak nie powiedziałam tego, a on sam się nie domyślił (chyba na tamtą chwilę również częściowo nie chciałam, żeby tam był, widział mój ból i płacz). Po powrocie do domu starał się mnie pocieszać, jednak nie tak jak ja potrzebowałam, dlatego i tak jak napisała Basia sprawy łóżkowe odłożyłam na jakiś czas i kumulowałam wszystko w sobie. Na moje szczęście trafiłam na forum i tu znalazłam wsparcie, jakiego oczekiwałam. A my -nadal nie rozmawialiśmy o tym co nas spotkało i chyba tak już zostanie, ale teraz jest mi już łatwiej bo są tu wszystkie Wspaniałe Dziewczyny, które zawsze starają sie wspierać i pomagać.