Poronienie - Forum

Pełna wersja: Jaś i Adaś moje aniołki...
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3
Witam, nazywam się Agnieszka i jestem mamą dwóch Aniołków bliźniaków Jasia i Adasia (*).
Zacznę od początku.
Z moim mężem pobraliśmy się 29.06.2013 r. po 6 latach bycia razem. Mieliśmy cudowny ślub, wesele i miesiąc miodowy. Od zawsze marzyliśmy o dzieciach. O dziecko staraliśmy pół roku.
W wigilię zrobiłam test ciążowy, wynik był pozytywny. Cieszyliśmy się z mężem że zostaniemy rodzicami. Umówiłam się więc na wizytę do ginekologa na 2 stycznia. W sylwestra wylądowałam w szpitalu ponieważ wystąpiło u mnie niewielkie plamienie. Ginekolog na którą wtedy trafiłam (kobieta nie ciszy się dobrą opinią wśród lekarzy) potwierdziła obecność pęcherzyka, przepisała Luteinę, kazała odpowczywać i zgłosić się 2 stycznia rano po L4. Wracając do domu kupiliśmy dwa szampany bezalkoholowe, otworzyliśmy je w południe mówiąc rodzicom i teściom, że zostaną dziadkami. Cieszyli się strasznie. Zresztą cała rodzina w wigilie zyczyła nam dzidziusia. Plamienie ustało. 2 stycznia zgłosiłam się po L4, ale że już wcześniej byłam umówiona do innego ginekologa nie chciałam rezygnować z wizyty. Chciałam również upewnić się, że L4 jest konieczne. Moja ginekolog potwierdziła, że jeżeli mi na utrzymaniu ciązy powinnam z niego skorzystać. Pracodawcy musiłam powiedzieć o ciąży chociaż to dopiero był 5 tydzień. Oczywiście od razu wszyscy pracownicy dowiedzieli się o mojej ciązy chociaż prosiłam o dyskrecję. Pomimo tego, że byłam na L4 pracowałam – siedziałam w domu na komputerze godzinami wykonując swoją pracę, jeździłam do pracy gdy było to konieczne. Mówiłam pracodawcy, że musze odciąć się od pracy a on ciągle dzwonił i o coś prosił. Nie mogłam, nie potrafiłam odmówić. W 7 tygodniu ciąży miałam kolejną wizytę. Biły dwa serduszka. Ciąża jednoowdniowa, jednokosmówkowa. Mój mąż oszalał ze szczęścia. Lekarz przepisał acard, zamienił luteinę na duphaston, zlecił badania na które pobiegłam następnego dnia. Wszystkie wyszły idealnie. Następna wizyta za 3 tygodnie. Czułam się świetnie . Mąż głaskał i całował po brzuszku, mówił do dzieci. Przyszedł 5 luty (10 tydzień ciąży) a wiec termin wizyty. Od rana ze stresu miałam biegunkę – tak bardzo przezywałam każdą wizytę, tak chciałam, żeby było wszystko dobrze. Zyłam od wizyty do wizyty. Gdy usiałam na fotelu i ginekolog zaczęła badanie od razu wiedziałam, że coś nie gra. Zawsze się do mnie uśmiechała przy badaniu, tym razem tak nie było. Była cisza, po chwili „Przykro mi, serduszka nie biją”. Zapytałam „Ani jedno?” Lekarka powiedziała, że nie ma żadnych wątpliwości. Że nie rozwijają się od około tygodnia. Że to nie moja wina. Przytuliła mnie. Nigdy tego nie zapomnę.
Dlaczego to spotkało właśnie nas? Tak bardzo pragnęliśmy ich! Planowaliśmy urządzenie pokoju, wspólne wakacje. Licytowaliśmy się do kogo będą podobni/e. Dlaczego to nas akurat spotkało? Nigdy nie piłam, nie paliłam, gdy dowiedziałam się o ciąży odstawiłam kawę… Odżywiałam się zdrowo.
Dostałam skierowanie do szpitala ale nie poszłam od razu. Siostra i mama były wtedy ze mną, siostra poinformowała męża o tym co się stało.
6 lutego o 9 miałam zgłosić się do szpitala. Moja ginekolog to zastępca ordynatora w jednym ze szpitali. Po nieprzespanej, przepłakanej nocy zgłosiliśmy się do szpitala. Ginekolog od razu się mną zajęła. Inny lekarz potwierdził, że bliźniaki nie żyją. Dostałam Cytotec, oxytocyne. Skurczy nie było. Był ból ale do wytrzymania. Koło 12 moja ginekolog wzięła mnie na badanie. Tak mi poruszała tam w środku, że zaczął się ból, płakałam. Mąż, mama i siostra byli przy mnie. Tata i teść też. Przed 13 wzięła mnie na zabieg łyżeczkowania. O 13 urodził się Jaś, minutę po nim Adaś (imiona dostali po moim i męża tacie). Ginekolog bardzo mi pomogła. Przytuliła przed zabiegiem. Wszystko wytłumaczyła. Dzięki niej trafiłam na to forum – podała mi adres.
Z mężem ustaliliśmy, że je pochowamy. Formalnościami zajął się tata i teść. Wiem, że postąpiliśmy właściwie. Najbardziej żałuje, że nie byłam obecna na pogrzebie moich Aniołków, że nie było mnie przy moim mężu. Że ich nie pożegnałam tak jak powinnam. Jaś i Adaś zostali pochowani w grobie moich dziadków. Gdzie byłoby im lepiej jak nie przy prababci i pradziadku?
Odwiedzam ich. Palę świeczki.Tęsknię. Myślę. Najgorzej jest wieczorami. W dzień staram się jakoś zająć czymś i nie myśleć.
Mam wyrzuty sumienia, że pracowałam, że nie potrafiłam odmówić prezesowi. Dwa dni wcześniej gdy byłam z nim na rozmowie powiedział mi, że chce żebym pracowała, że w lipcu wróci koleżanka, która mnie zastąpił. Powiedział, że w sierpniu mi odpuści, żebym mogła przygotować się do porodu i macierzyństwa. Termin miałam na 2 września.
Mam taki ogromny żal do siebie i do niego. Teraz nawet do mnie nie zadzwonił ale pytał pracowników czy nie wiedzą o przyczynie śmierci. Nie mam ochoty tam wracać.
Dlaczego? Pytam dlaczego taka sprawiedliwość na tym świecie? Dlaczego te które nie chcą mieć dzieci zachodzą w ciążę i rodzą dzieci? Wszędzie widzę kobiety z wózkami albo brzuszkami! Moja najlepsza koleżanka urodziła w styczniu córkę, druga urodzi w czerwcu. Śmiałyśmy się, że jak urodzę chłopców to ich kiedyś razem zeswatamy.
Ogromnym wsparciem dla mnie jest mój mąż i cała rodzina. Gdyby nie oni, nie wiem jakby sobie z tym wszystkim poradziła.
Gagusia, tak bardzo mi przykro... Sad.
Pragnę tylko powiedzieć, żebyś nie obwiniała się o to, czy pracowałaś czy nie. Najprawdopodobniej to nie miało żadnego wpływu na to, co się stało.
Ja pracuję w domu, na komputerze, a i tak mam za sobą 2 straty.
Dużo siły życzę i przytulam.
Gagusiu! Ogromnie Ci współczuję, Tobie i Twojemu mężowi. Podwójne szczęście... podwójny smutek... Sad
Tak jak napisała Scarlet, nie obwiniaj się o nic, bo to nic nie zmieni. Kochałaś i pragnęłaś swoich Maluszków- to najważniejsze, Oni to z pewnością czuli! Są też na pewno dumni, że mają taką kochającą Mamę.
Przytulam Cię mocno!
Agnieszko, bardzo Wam współczuję Sad
Też nie rozumiem tej niesprawiedliwości na świecie i nawet już nie staram się zrozumieć, tylko ogarnia mnie coraz większa złość.
Nie obwiniaj się, bo nie ma Twojej winy w tym, co się stało. To ogromne szczęście mieć w sobie więcej niż jedno serce, móc kochać małą Istotkę. Dałaś miłość i ciepło, wszystko co mogłaś dać.
Po pierwszym poronieniu miałam wyrzuty sumienia, tak jak Ty, że pracowałam zamiast bardziej dbać o siebie. Wtedy poronienie zaczęło się w pracy, w dniu kiedy miałam umówione spotkanie z komisją, która miała mnie skontrolować. Przy drugiej ciąży od razu poprosiłam o zwolnienie lekarskie, chociaż i to nie pomogło, poroniłam ponownie. Moje przemyślenia są takie, że nie można pozwolić, żeby inni decydowali o nas, o tym co jest dla nas dobre. Pracodawca patrzy jedynie na swój interes i tak naprawdę łamie prawo przymuszając do pracy kobietę będącą na zwolnieniu lekarskim. Trzeba być skończonym draniem, żeby powiedzieć coś takiego jak prezes powiedział Tobie, wcale się nie dziwię, że nie masz ochoty go oglądać. Daj sobie czas, ja niestety po dwóch tygodniach od straty musiałam wrócić do pracy, nikt nie chciał dać mi zwolnienia na dłużej... Jednak dzięki temu szybciej się otrząsnęłam z rozpaczy, żal i dziury w sercu pozostały. Pozostaną na zawsze.
Ściskam mocno i palę świeczkę dla Waszych Dzieciaczków [*]
[*] [*] dla Twoich dwóch Aniołków. My termin mieliśmy na 20 sierpnia. Na pierwszym usg widziałam tylko jedno bijące serduszko i zostałam zapewniona o pojedynczej, prawidłowej ciąży, dopiero na kolejnym usg, po 3 tyg, zrobionym przez innego lekarza, dowiedzieliśmy się, że to bliźniaki...i, że nie żyją od 2 tygodni...Bądźmy silne...
Dziewczyny dziękuję za ciepłe słowa...
Tak jak i Wy bardzo pragnęłam urodzić swoje dzieciątka.
W życiu przez myśl mi nie przeszło, że gin powie, że serduszka nie biją.
Tak dobrze się czułam przez ostatnie dni.
Napisałam podanie o 8 tygodniowy urlop macierzyński. Nie chce wracać do pracy, bo jeszcze nie jestem na to gotowa.

Fkaaa a Twoje dzieciatka były w jednym worku owodniowym? Czy każde miało swój?
gagusia1988, na tą chwilę jestem w stanie tylko przypuszczać. Półtora tygodnia po tym jak dowiedzieliśmy się, że nasze dzieciątka nie żyją, musiałam zdecydować jaki rodzaj \'\'oczyszczenia\'\' wybieram. Wybrałam farmakologiczna metodę. \'\'Urodziłam\'\' w domu duży, krwawy \'\'trójwymiarowy\'\' skrzep, który wg mojego męża był workiem owodniowym z dwoma maleństwami w środku. Mam nadzieję, że on ma rację, jednak obawiam się, że jednak to nie było wszystko...Dam znać po wizycie kontrolnej. A jak to u Ciebie wyglądało?
Gagusiu tak bardzo mi przykro... Wiem że to ból nie do opisania... Też sobie wyrzucalam nadmierne poczucie obowiązku wobec pracodawcy, też mialam żal do siebie i szefa... Nie obwiniaj się... Dbaj o siebie, daj sobie tyle czasu ile potrzebujesz... Nie hamuj uczuc... Tyle Ci mogę poradzić. Przytulam Cię mocno,
(*)(*) dla Twoich maluszkow
Agnieszka przeczytałam Twoją historię i płaczę... też straciłam bliźniaki i wciąż nie mogę się z tym pogodzić. Tak bardzo mi przykro, że Ciebie też to spotkało Sad Dobrze, że masz wsparcie w najbliższych, to bardzo duuużo. No i masz to forum, gdzie każda z nas rozumie.
Ściskam z całych sił, a dla Maluszków [*] [*]
fkaaa ja dostałam skierowanie do szpitala od razu, kiedy mój gin prowadząca stwierdziła, że ciąża obumarła, powiedziała, że dzieciątka od tygodnia się nie rozwijają. Zgłosiłam się do szpitala na drugi dzień, nie pytano mnie jaki rodzaj ‘oczyszczania’ wybieram. Dostałam Cytotec dopochwowo i doodbytniczo. Mineły niecałe4 godz. a ja dalej nie miałam żadnych skurczy a krwawienie było znikome. Moja ginekolog (bo akurat miała dyżur w szpitalu) zawołała mnie do pokoju zabiegowego i wtedy miałam łyżeczkowanie. Podziwiam wszystkie dziewczyny, które rodziły swoje dzieci w domu. Podziwiam ich siłę i odwagę. Nie wiem czy poradziłabym sobie z widokiem moich zmarłych dzieci.
Do kontroli mam się zgłosić po pierwszej miesiączce.
Jasiu i Adasiu dzisiaj rozpoczynalibyśmy 12 tydzień. Tyle we mnie żalu i złości. Tak bardzo tęsknię.
Ostatnio tata a Wasz dziadek powiedział mi, że wycałował i pożegnał Was odemnie, zanim spoczęliście obok swoich pradziadków. Że owinął Was w mój kocyk, którym byłam owijana jako dziecko i położył szatkę z mojego chrztu. Z całego serca dziękuję mu za to.
Dziewczyny tulę Was mocno.
(*) (*) (*) dla Naszych Aniołków.
gagusiu życzę ci dużo siły na ten trudny czas! wspaniale, że masz wsparcie najbliższych i cudownego męża!
całuję cię gorąco!
[*][*] dla chłopców
julia2013 :*

Baterie podładowane Smile
Byłam na grobie moich dzieciątek. Zapaliłam świeczkę. Pomodliłam się. Mąż wyczyścił grób.
Jutro też Was odwiedzę.

Nigdy o Was nie zapomnę (*) (*)
Dzisiaj mija drugi tydzień odkąd odeszliście chociaż tak naprawdę cały czas żyjecie w moim sercu.
Czuję żal i złość, że nie dane mi było Was zobaczyć, przytulić chodź przez chwilę.
Wszędzie widzę kobiety z brzuszkami lub matki z wózkami.
Tak bardzo jest mi wtedy przykro.

Dzisiaj byłby nasz 12 tydzień.
Przytulam mocno gagusia.
Gagusia, ogromnie mi przykro, że spotkała Cię ta tragedia...kto jak nie My zrozumie Cię lepiej? życzę Ci dużo siły na ten trudny czas.
Z drugiej strony muszę Ci powiedzieć, że masz ogromne szczęście mając przy sobie kochającą Cię, empatyczną rodzinę, która podziela razem z Tobą ten ból i daje siły na ten trudny czas.
Pozdrawiam i tulę mocno.
gagusia1988 może to i lepiej, że nie dano Ci wyboru. Dziś podczas kontrolnego usg lekarz potwierdził moje obawy. Mój organizm nadal nie wydalił maleństw...teraz czekam na zabieg-5 dni. To już 19 dzień od kiedy dowiedzieliśmy się...
Fkaaa trzymaj się kochana.
Najgorsza jest świadomość, że nic nie możemy zrobić kiedy dowiadujemy się, że serduszka naszych dzieci nie biją.
Nie możemy ich przywrócić do życia chociażbyśmy tego bardzo chciały.
Dlaczego zabieg masz dopiero za 5 dni ? Czy jest jeszcze szansa, że organizm jeszcze sam wydali maleństwa i wtedy obeszłoby się bez zabiegu? Dostałaś jeszcze tabletki czy już Ci żadnych nie dali?
Dużo siły na ten trudny czas.
W środę miną trzy tygodnie jak dowiedziałam się, że odeszliście.
Dlaczego to tak strasznie boli?
Dlaczego to spotkało właśnie nas?
Tak bardzo za Wami tęsknię.
Oddałabym WSZYSTKO, żebyście żyły i rozwijały się pod moim sercem.

(*)(*)

W sobotę odwiedziły mnie koleżanki z pracy, jedna z miesięczną córką druga w czerwcu będzie rodzić.
Przyrzekłam sobie że bede silna. Nie będę płakać. Gadałyśmy o wszystkim i o niczym.
Najbardziej ściskało mnie za serce, gdy widziałam jak mój mąż patrzy i dotyka dziecka koleżanki.
Tak samo bardzo jak i ja pragnął naszych dzieci. Tak bardzo chciała je urodzić.
Gagusia odważna jesteś niesamowicie. Wyobrażam sobie ile musiało kosztować Cie spotkanie z koleżankami i zazdroszczę takiej siły.
I przytulam Cie mocno, bo wiem jak jest ciężko
Gagusia1988 trzy tygodnie to tak mało.Trzy miesiące również. Trzy lata? Mam nadzieję że wtedy o tym bólu nie będziesz myśleć bo Twoją głowe zaprzątać będą małe szkraby. Mam taką nadzieję i bardzo ci tego życzę. Chciałam jeszcze powiedzieć że jesteś silną kobietą, musisz mieć silny charakter. To że w tak krótkim czasie potrafiłaś przebywać w jednym pomieszczeniu z kobietami, które rozpiera radość, duma. No i widok niemowlęcia i kobiety ciężarnej. To chyba za dużo jak na jedną dawke emocji. Ja gdy półtora miesiąca po mojej stracie dowiedziałam się że w rodzinie urodziło się dziecko płakałam jak bóbr. Wiem że to egoistyczne ale w tym momencie nie myślałam o ich szczęściu. Liczył się tylko mój ból. I jak na złość z każdym dniem niezręcznych dla mnie sytuacji było i jest coraz więcej. Gratuluję ci bo może właśnie zrobiłaś swój pierwszy krok do przodu choć wierzę że było wam obojgu ciężko.
makla9 i basia2013 było mi cholernie trudno ale dałam radę. Dobrze, że nie zeszłyśmy na temat naszej straty. W nocy przed przyjazdem koleżanek wypłakałam w poduszkę to co we mnie było. Moje smutki i tęsknoty. Moje dwie kuzynki ostatnio też urodziły swoje pociechy. Na portale społecznościowe już nawet nie wchodzę, roi się tam od zdjęć brzuchów koleżanek, zdjęć z USG, zdjęć niemowlaków i odliczenia dni do porodu. Zazdroszczę im bardzo a jednocześnie czuję się gorsza, że mi sie nie udało. A byłam taka dumna i szczesliwa gdy dowiedziałam się, że będę mamą bliźniaków.
Jesteś mamą bliźniaków, smutne to, że nie masz ich przy sobie tak jak inne mamy.
(**)
Kochana tak mi przykro.Myślę,że zarówno u mnie jak u ciebie nie mogłyśmy nic zrobić,choćbyśmy cały czas leżały i nic nie robiły.Ja od 12 tyg byłam bardzo często w szpitalu na USG,bo było podejrzenie TTTS i mimo dobrej opieki nie udało się uratować synków.Twoi synkowie też mieli wspólne łożysko?.Musimy być dzielne i silne dla następnego dzieciątka,chociaż serce bardzo boli.Najważniejsze,że mogłysmy pochować nasze maleństwa i,że są już u Aniołków.Powiem ci,że po tym pochówku jest mi lzej na sercu i jestem trochę spokojniejsza a jak mam czas,to zawsze jade na cmentarz zapalić swieczuszke.
Ostatnio się z mężem zastanawialiśmy co byśmy zrobili jakby sytuacja się powtórzyła przy nastepnej ciąży.Myśle,że z wielkim bólem ale zostawiła bym chyba tylko jedno dzieciątko,żeby znowu nie stracic 2 ale mam wielką nadzieję,że nie będe musiała podejmować takiej decyzji.
Ściskam mocno i zapalam świeczuszki dla naszych chłopców.Myślę,że oni tam w niebie razem się bawią i czuwaja nad nami (*)(*)(*)(*)
Gagusiu tak bardzo mi przykro. Światełko dla Twoich Aniołków [*]

Nie obwiniaj się. Mój Synek umarł 11 lutego w 33 tygodniu ciąży. Z dnia na dzień, mimo, że wszystkie wyniki miałam książkowe. Nie pracowałam, byłam na zwolnieniu. Jedyne co robiłam to gotowałam obiadki i od czasu do czasu sprzątałam. A mimo to stała się ta straszna tragedia. Piszę Ci to po to, żebyś się nie zadręczała, bo to nie Twoja wina. W takim przypadku niesprawiedliwy los decyduje za nas niestety...

Trzymaj się mocno. Ja również bardzo Cię podziwiam. Bo mam podobnie jak basia2013, potrafię myśleć na razie jedynie o swoim bólu. A widok noworodków i małych brykających Szkrabów niestety przyprawia mi Go jeszcze więcej. Boli mnie to, że inne kobiety mają swoje dzieci przy sobie, a ja mojego Aniołka mogę jedynie odwiedzić na cmentarzu...

Mam nadzieję, że nasze Maluszki bawią się razem, są szczęśliwe i czują naszą miłość. Mocno Cię ściskam.
Maja35 mnie bardzo boli fakt, że przed tym jak dowiedziałam się, że serduszka nie biją tak dobrze się czułam. Nie miałam żadnych mdłości, żadnych wymiotów. Przez myśl mi nie przeszło, że może się to wydarzyć. Liczyłam, że gin każe odłożyć mi leki bo wszystko jest ok. Tak się nie stało.
Tak Jaś i Adaś mieli jedno łożysko i jedną owodnię.
Ja również nie żałuję, że pochowałam maleństwa.
Trzymaj się kochana w tym trudnym czasie. Mam nadzieję, że mąż i dzieci będę również Cię wspierać.

Justi2401 bardzo mi przykro z powodu Twojej stary. Dla Alanka [*]
Staram sie nie obwiniać za to co się stało ale za wszelką cenę próbuje doszukać się czegoś co mogło przyczynić się do śmierci dzieciątek.
Moja praca, którą wykonywałam na urlopie kosztowała mnie wiele nerwów i stresu.Badania, które do tej pory wykonałam są prawidłowe i nie bardzo wiem do czego mogę się przyczepić. Tak bardzo sie boje, że historia z poronieniem może się jeszcze powtórzyć dlatego nie mogę do tego dopuścić. Po za tym staram się normalnie żyć, chociaż nie jest łatwo. Trzymam się dzielnie dla męża i rodziny, chociaż czasem zdarza mi sie płakać po katach. Chcę pokazać im, że jestem silna.
Bardzo wierzę w to, że jeszcze będziemy tulić nasze maleństwa.


Dzisiaj mija miesiąc. Tak bardzo tęsknię za moimi dzieciątkami i czuję, że mój mąż też chociaż o tym nie mówi.
Zasypiam i budzę się z myśląc o nich.Tak bardzo ich kocham.
Dzisiaj rozpoczynalibyśmy 14 tydzień.
Stron: 1 2 3