Poronienie - Forum

Pełna wersja: Czy spowiedź pomaga?
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2
Wczoraj na wieczornej Mszy Świętej postanowiłam udać się do spowiedzi. Zazwyczaj zaraz po wyjściu z konfesjonału czuję się lekko i tak jakby te wszystkie grzechy faktycznie odeszły, uciekły, zostały wymazane, a ja z czystym już sumieniem mogę przystąpić do Komunii i spróbować cieszyć się oczekiwaniem na narodziny Boga. Jednak wczoraj było inaczej... Opowiedziałam księdzu o grzechach, moim małych złościach na Boga, za to co nas spotkało, a on nawet nie zapytał co się stało, zaraz jak skończyłam mówić i liczyłam na jakiekolwiek wsparcie on zaczął klepać regułkę, dał rozgrzeszenie, zapukał i koniec. A ja wyszłam  stamtąd w ogóle nie czując, że się wyspowiadałam. Nie wiem czy przed świętami iść jeszcze raz, czy sobie odpuścić i uznać, że mam to \"zaliczone\"...


Zaraz po stracie poszłam się wyspowiadać, żeby móc pójść do Komunii na Mszy za nasze Maleństwo, wtedy natrafiłam na młodego księdza, który przyznał, że jeszcze się z takim przypadkiem nie spotkał, że nie wie co powiedzieć, ale wysłuchał mnie, dał się wypłakać, prosił, abym przeczytała Księgę Hioba i pojechała do lasu wykrzyczeć wszystkie żale do Boga na głos, a potem spróbowała na nowo się z nim zaprzyjaźnić... pomogło...
Dlatego też mam mieszane uczucia związane z wczorajszą spowiedzią, bo nie pomogła (tak jak ta pierwsza i kolejne po stracie)...

A Wam spowiedź pomaga?
Julia mi spowiedź pomaga, ale bardzo wybieram sobie spowiedników i kościół do spowiedzi. W mojej miejscowości sie już nie spowiadam, bo szczególnie na poczatku odchodziłam od konfesjonału zapłakana, a ludzie w małych miejscowaościach... i czułam sie niezręcznie. Kiedyś poprosiłam o spowiedź indywidualną taką umówioną, długa, księdza z mojej parafii i naprawdę bardzo pomogła mi ta spowiedź. Jeśli nie czujesz się lżej to może lepiej idź jeszcze raz do spowiedzi.
Julio, można przecież spowiadać się nawet bardzo często, więc możesz jeszcze przed świętami pójść ponownie. Ale chyba najlepiej do księdza, którego znasz, albo ktoś Ci polecił. Jesteś teraz tak dotkliwie zraniona i podatna na kolejne zranienia.
Swoją drogą grzechy na pewno masz odpuszczone. Tylko nie dane Ci było doświadczyć w tej spowiedzi miłości i czułości Boga, a to jest chyba istota sakramentu pojednania. Dlatego czujesz się tak nieswojo.
Ja zastanawiałam się nad tym, czy by się nie wybrać może gdzieś do jakichś Ojców z prawdziwego powołania do jakiegoś klasztoru czy coś.. i najlepiej wyspowiadać się jakiemuś starszemu Ojcu, który wysłucha ale i porozmawia. Tylko nie wiem, gdzie można takich szukać.. bo przecież teraz to chyba ciężko znaleźć właśnie takich.. Sad a sądzę, że właśnie rozmowa i spowiedź z kimś takim będącym tak na prawdę blisko Boga by mi pomogła..
Cytat:[autor cytatu=Lili]
Tylko nie wiem, gdzie można takich szukać.. bo przecież teraz to chyba ciężko znaleźć właśnie takich.. Sad a sądzę, że właśnie rozmowa i spowiedź z kimś takim będącym tak na prawdę blisko Boga by mi pomogła..

Ojcowie Dominikanie, Franciszkanie itd.
W parafiach są także wyjątkowi księża, którzy sami mają mega wiarę i aż od nich bije miłością Boga do człowieka, do takiego trzeba iść Smile czyli poszukać najpierw po Mszach, a potem popatrzeć czy jest w konfesjonale albo po mszy pójść i poprosić o rozmowo-spowiedź.

Julia, według mnie mogłaś powiedzieć, co się stało w Waszym życiu. Księża niestety wpadają w rutynę, więc po prostu zrobił swoje.
Ja po każdej stracie szłam ze spazmami łez i wyrzutami takimi.. cichymi do Boga, które przelewałam w spowiedzi i mówiłam, co się stało. Za każdym razem znajdywałam ukojenie, pocieszenie i łączenie w bólu. Po śmierci Franciszka ksiądz płakał razem ze mną.. bardzo mnie pocieszył... tego Ci życzę !!
Mamy 2 zaprzyjaźnionych księży- prowadzili naszą Mszę ślubną :mrgreen: , odwiedzają nas, ale są już przeniesieni do innych parafii. Bardzo ciężko mi płakać do telefonu, a jakoś nie potrafię zaufać innym, przekonać się do nich...

Ratuję się za to modlitwą do naszej lokalnej Matki Boskiej, ufam że opiekuje się ona moim Maleństwem w niebie.
Mi spowiedź nie pomogła...Jeszcze ksiądz, który mnie spowiadał kiedy mu powiedziałam że straciliśmy dziecko, zapytał czy je zabiliśmy!!! ;( Prawie nie ryknęłam płaczem Sad My tak bardzo chcieliśmy tego dziecka, a tu pytanie, czy je zabiliśmy... ;( ;( ;( ;(
Pomogła mi rozmowa z przyjaciółką, taką bliską, która niestety 2 lata temu przeżyła to samo oraz postawa mojego kochanego Męża, który zawsze jest przy mnie i mam jego duże wsparcie.
Dlatego ja przestałam chodzić do spowiedzi, gdy miałam 15 lat. To nie ma sensu - księża żyją jakby na innej planecie i nie mają pojęcia o życiu zwykłych ludzi. A stosować wyliczankę i ryzykować, czy się trafi na mądrzejszego czy standardowego nie warto moim zdaniem, dla zachowania zmysłów - można sobie jeszcze psychikę pogorszyć zamiast polepszyć.
Spowiedź sama z siebie nie pomaga w przeżywaniu utraty, pomaga Bóg, z Którym spotykasz się w spowiedzi.
Wydaje mi się że warto rozgraniczyć dwie rzeczy: spowiedź i rozmowę duchową.
Spowiedź jest przede wszystkim dla odpuszczenia grzechów. A więc, skoro Bóg jest zawsze wierny, niezależnie od tego, jaki będzie siedział kapłan i co powie, Bóg zawsze odpuszcza grzechy. Ale to, że Bóg odpuścił grzechy nie koniecznie musi się wiązać z UCZUCIEM ulgi.
Natomiast rozmowa duchowa nie wiąże się z odpuszczeniem grzechów, tylko właśnie z wygadaniem się, wypłakaniem się, wykrzyczaniem tego żalu do Boga. Przecież uczucia nie są grzechem! To jest normalne, że po stracie Dziecka tak cholernie nas wszystko boli, że złościmy się na cały świat, a między innymi na Boga!
Ja bym radziła iść do dobrego księdza, ale umówić się na rozmowę, a nie na spowiedź. Przecież to nie Twoja wina, że Twój Aniołek odszedł, a więc, potrzebujesz rozmowy, zrozumienia, wsparcia, modlitwy, a nie odpuszczenia grzechów.
Niestety z doświadczenia wiem, że trudno znaleźć takiego mądrego kapłana, który w dojrzały sposób podchodzi do śmierci dziecka.. trudno - nie znaczy, że nie możliwe.
A Bogu możesz krzyczeć zawsze.. ja robię to tak często, jak czuję, że potrzebuję. I to mi osobiście bardzo pomaga.
Dopiero teraz w niedziele poszłam pierwszy raz do spowiedzi po stracie. Jakos po tym wszystkim było mi ciężko do koscioła iść a co mówic do spowiedzi. No ale przyszedł ten moment i poszłam. Czy mi ksiądz pomógł, wytłumaczył? Nie powiedział mi nic co bym nie wiedziała czy nie rozumiała. Ale sama spowiedź pomogła mi wrócic do jakiejśc normalności w relacjach moich z Bogiem i to mi wystarcza.
Byłam niedawno u spowiedzi, pierwszy raz po stracie Michałka. Niestety wyszłam rozżalona i zła jeszcze bardziej. Nie na Boga, na kapłana który mnie spowiadał. Wypłakałam mu swoje złości na Boga których doświadczyłam po śmierci dziecka, a on do mnie, że po tak ciężkim grzechu jakiego się dopuściłam ....... Itd. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę, ale spokojnie mu tłumaczę nie - nie zabiłam swojego dziecka ja poroniłam. Na co kapłan z uśmiechem, przepraszam ale dla mnie strata dziecka oznacza jedno, pomyliłem się. Ja nie miałam już siły się dalej tłumaczyć. Przepraszał mnie jeszcze na koniec spowiedzi, ale słowa otuchy i pomocy nie otrzymałam żadnej. Ulgi też nie poczułam. Wręcz odwrotnie znowu wróciły myśli, że to jednak moja wina
Jejku, strasznie mi przykro że spotkało Cię coś takiego Sad
Straciłam = Zabiłam? Confusedhock: przykro mi, że zamiast ulgi poczułaś znowu ciężar winy... :|
Agnieszko, to przykre, że trafiłaś akurat na jakiegoś mało empatycznego, niedouczonego barana Sad
Dzięki dziewczyny.
Niestety dla wielu księży słowo straciłam oznacza aborcja. Cały czas nie mogę się otrząsnąć. A jutro czeka mnie kolejna próba, prowadzę dziecko do szkoły, większość rodziców spodziewa się mnie zobaczyć z brzuchem.
Mam malutki problem, czy ktoś zdołałby mi objaśnić, na czym bazuje ten temat? Jestem nowicjuszem oraz dopiero się uczę, w następstwie tego nie rozumiem fundamentów. Macie może jakiś kurs, lub ktoś chciałby poświęcić kilka minut na odpowiedzenie mi na kilka pytań? Będę zobowiązany.
Hieronimie, każdy wątek nosi tytuł, który w jakiś sposób, szerszy lub węższy, go definiuje. Tutaj rodzice po stracie mogą podzielić się swoimi doświadczeniami odnośnie spowiedzi. Czy przyniosła pocieszenie, czy była "nijaka" a może zadała dodatkowy ból.. Przynajmniej ja to tak interpretuję..
Ze spowiedzią zawsze miałam jakiś problem, ciężko było mi się otworzyć przed księdzem.. Jakieś dwa miesiące po pierwszej stracie trafiłam na wyjątkowego spowiednika. Gdy powiedziałam, co nas spotkało i że teraz świat jest dla mnie szary i nie we mnie radości, odpowiedział, że częściowo rozumie mój ból, bo jego siostra też straciła dziecko. Że teraz mam być dla siebie dobra i dać sobie czas. Po drugiej stracie potrzebowałam poukładać na nowo swoje relacje z Najwyższym. Zaliczyłam jakąś niezbyt udaną spowiedź, później się wycofałam.. Aż do trudnego czasu Świąt Bożego Narodzenia. Podczas "hurtowej" spowiedzi rekolekcyjnej doświadczyłam wyjątkowego spotkania. Przy zwykłym klęczniku, bez kratki, dosłownie twarzą w twarz, spotkałam tego samego księdza. Opowiedziałam swoją historię a w zamian otrzymałam błogosławieństwo, obietnicę modlitwy i uścisk dłoni. Z Kościoła wyszłam uskrzydlona..
Takiej spowiedzi życzę wszystkim Rodzicom po stracie!!
Jestem zakonnikiem-kapłanem i od początku mojego kapłaństwa Jezus stawia na mojej drodze osoby, które mają doświadczenie poronienia lub aborcji. Jeżeli ktoś z was chciałby porozmawiać, popisać, wyspowiadać się (oczywiście nie przez internet) to służę pomocą. Jestem niedaleko Kielc. Piszcie. Wiem ile jest w was bólu i cierpienia. Niech Pan was błogosławi +
Szkoda, że jest ksiądz tak daleko...
Dawno już nie byłam u spowiedzi. Po stracie mojego pierwszego, wymarzonego Maleństwa wciąż targają mną sprzeczne emocje. Czasem czuję, że jestem zbyt daleko od Boga, by zdążyć kiedyś wrócić.
Witamy ojcze. Bardzo sie cieszymy ze ktos taki u nas zawital. Bedziemy wdzieczne za kazde swiadectwo, dobre słowo
Jeżeli trzeba mogę się z kimś umówić na rozmowę przez telefon, ale najpierw proszę napisać do mnie wiadomość. Mój mail ttrawinski@gmail.com
 Ostatnio byłem na extra rekolekcjach dla osób po aborcji. Było to bardzo ciekawe doświadczenie. Przede wszystkim jednak myślę, że w przypadku poronienia jest wiele podobieństw. Przede wszystkim poczucie winy, żę zrobiło się coś nie tak, że dzieciątko umarło. Próbuję się wczuć w wasz ból. Wiem, że bardzo cierpicie. Chcę wam jednak powiedzieć, że jest dla was nadzieja! Jest nią Jezus i Jego miłość do was. Spowiedź i rozmowa mają niesamowite działanie Ducha Świętego. Ale wiem, że z kapłanami bywa różnie, dlatego warto modlić się i prosić Ojca, aby dał wam spotkać takiego, który was zrozumie, nie oceni i da wsparcie. Zresztą nawet jeśli ktoś z was żyje w związku niesakramentalnym to i tak zawsze można podejść do kapłana na rozmowę. Przynajmniej ze mną tak jest. Jeżeli macie jakieś pytania to śmiało piszcie.
Błogosławię wam +
Prosze ksiedza porownywanie na tym portalu poronienia do aborcji, niezaleznie od punktu wspolnego jakim jest poczucie winy spotka sie raczej z oburzeniem i poczuciem niesprawiedliwości. Dlatego prosze unikac takich porownan. Choc ufam ze intencja byla dobra.
Oczywiście to nie było moją intencją. Po prostu na tych rekolekcjach dla osób po aborcji były również osoby po poronieniu, Jeżeli kogoś uraziłem, to przepraszam
No i czar prysł... Jakakolwiek aluzja, że poronienie i aborcja mają ze sobą coś wspólnego działa jak płachta na byka. Nie, nie ma NIC wspólnego! Ja, jak i podejrzewam wszystkie tu dziewczyny nie chciały, aby ich dzieci odeszły. Często marzyłyśmy o nich zanim w końcu test ciążowy pokazał tą cudowną wiadomość. Niejedna z nas wolałaby oddać swoje życie za życie swojego Dziecka, gdyby to było możliwe.
Czasem zmieniamy swoje życie na wiele wcześniej - odstawiamy kawę, papierosy, alkohol itd. Odżywiamy się zdrowo i dbamy o siebie, ale nie dla siebie. Dla tej malutkiej istotki, która w nas rośnie i jest od nas zależna. Potem krzyczymy w próżnię "dlaczego?" I zastanawiamy się, czego być może NIE zrobiłam, aby temu zapobiec. Ale nie zrobiłam NIC, by przyczynić się do odejścia mojego dziecka.
Sugerowanie, że ból po poronieniu i ból po aborcji to po prostu ból jest straszną ignorancją. Droga do "czasu już nie w ciąży" jest ZUPEŁNIE inna.
Moja koleżanka zaszła w ciąże wyczekaną, chcianą, wymarzoną.
Okazało się że jej córeczka miała zespół Patau
.Nie miała mózgu i żaden z narządów nie rozwijał się prawidłowo,przestała sie rozwijać,rosnąć...zdecydowała się na zakończenie ciąży,na terminacje, na aborcje.

Minęły dwa lata a ona jest wrakiem człowieka.Nie ma dnia bez wspominania córeczki.Nie ma dnia bez wyrzutów sumienia.
Ona nie jest po poronieniu.Dokonała aborcji ale uwierzcie że nie jest jej łatwo.Została bardzo skrytykowana przez niektóre osoby które uważają że powinna urodzić dziecko i poczekać na jego naturalną śmierć.
Stron: 1 2