Poronienie - Forum

Pełna wersja: Przewożenie preparatu histopatologicznego
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2
To pytanie głównie do Amelii (chyba, że ktoś z Was mógłby mi pomóc): pisałaś kiedyś, że inspektor sanitarny wydał Wam pozwolenie na przewiezienie bloczka parafinowego prywatnym samochodem. Nasz powiatowy inspektor odmówił, argumentując, że zwłoki muszą byc przewożone zgodnie z rozporządzeniem (czyli karawanem). Mogę jakoś próbować go przekonać?
Nie było mnie jakiś czas, ale odpowiem, bo nawet jak już nie Tobie, to może komuś się przyda...

Hm...
Ściślej rzecz biorąc nie otrzymałam tej zgody formalnie, bo okazała się niepotrzebna w końcu. Jednak prowadziłam kilka rozmów w tej sprawie i zapewniono mnie, że w razie potrzeby jakoś to załatwią. Piszę \"jakoś\", bo poinformowano mnie, że według nich nie muszę mieć dosłownie pisemnej zgody, gdyż bloczki to jednak odmienna rzecz od zwłok w postaci ciała i że oni dotąd się z takimi sprawami nie stykali, gdyż zwykle dotyczą ekshumacji itp.
Obiecano jednak, że jeśli to będzie dla mnie niezbędne, to wtedy postarają się rzecz załatwić pozytywnie. Piszę \"oni\", bo rozmowy odbywały się z kilkoma osobami - to Kraków, pewnie jest więcej pracowników. Inna sprawa, że od razu zaaferowani niecodziennym przypadkiem konferowali od razu między sobą, porozumiewali się też z kierownikiem, czy jakoś tak.

Czy masz szansę go przekonać, hm...
Ja miałam jeden spory argument - wcześniej postarałam się (z konieczności i innego powodu, bo taka zapobiegliwa to nie jestem na zapas) o opinię z zakładu anatomopatologii. Mowa w niej o tym, że bloczki parafinowe nie niosą zagrożenia sanitarno-epidemiologicznego, że tak ujmę.

Poszukam pisma, zacytuję, choć być może troszkę to opis bolesny dla wrażliwszych osób:

\"Materiał histopatologiczny zatopiony jest w kostkach parafinowych po uprzednim utrwaleniu w formalinie i przeprowadzeniu przez alkohol 100% i ksylen (wielokrotnie).
Materiał jest biologicznie czysty (niezakaźny).\"

Głównie takie argumenty wchodzą w grę, jak sądzę, a także ten jeden, że rozporządzenie wprawdzie nakazuje swoje, ale dopuszcza starania o zgodę inspektora w uzasadnionych wypadkach - inaczej nie pełniłby takiej funkcji przecież. A kostki są tak sterylne, że jest sensowne udzielenie tej zgody.

U mnie skończyło się to jednakże nieco inaczej - w zakładzie pogrzebowym poinformowano mnie (nie wnikałam, czy słusznie), że mogą mi kostki wydać w urnie (cóż, może chodziło o to, by ją u nich kupić), zaś urnę można przewozić. Pokrętne to, ale urnę i tak brałam więc...
Zawsze przy tym uprzedzam, by swoją sytuacją niecodzienną nikogo nie zmylić, że kostki się topią, więc nie można ich kremować.
Dziękuję bardzo. Spróbuję może porozmawiać osobiście.

W jednym zakładzie wydali nam bloczki bez problemu, a w drugim nie chcą bez specjalistycznego transportu. Co kraj, to obyczaj...
Dzwoniłam, problemu nie będzie żadnego. Dzięki raz jeszcze.
Wrrr, jednak będzie konieczny karawan, bo do badań można zabrać bloczek w kieszeni, a na cmentarz nie...
Dlaczego?
Na samym cmentarzu przecież nie sprawdzają, jak przywieziono chyba. Kto dokładnie w którym momencie wyraża sprzeciw i czym uzasadnia różnicę \"na\" i \"z\" badań?
A może, skoro ma się odbyć też pogrzeb, to może właśnie urna byłaby rozwiązaniem? Do środka nikt nie zajrzy, czy to kostki, czy prochy raczej, wozić ją można, można też pochować w grobie ziemnym. To nie musi być trumna dosłownie zatem.
My naszą przywieźlismy osobiście z domu na cmentarz, sama własnoręcznie ją niosłam z kaplicy do kolumbarium, w ogóle pogrzeb organizowaliśmy bez jakiegokolwiek udziału zakładu pogrzebowego (prócz zakupu urny), jedynie usługi kamieniarskie mieliśmy, bo być musiały. Wszystko załatwiałam osobiście, każdy etap, stąd nieco znam niektóre szczegóły, które zwykle odbywają się \"poza\" naszą uwagą.
Istotne jest natomiast dla pochówku katolickiego, czy szczątki zostały spopielone (urna może to sugerować) - jeśli nie, to tekst obrzędu jest tradycyjny, jeśli zaś tak, to ksiądz bodajże nie wypowiada słów \"Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz\" - tu już niejako byłyby nielogiczne. Głowy nie dam dokładnie, ale gdzieś tutaj tkwi jakaś różnica. Mnie o to kapłan upewniał się dwukrotnie, raz w rozmowie, a potem ponownie na wszelki wypadek w trakcie pogrzebu tuż przed pokropieniem urny. Zapytał delikatnie i dyskretnie i dopiero wtedy tradycyjnie obrzucił ją ziemią i dopowiedzial ten znany tekst.
To zakład patomorfologii odmawia wydania bloczka bez zakładu pogrzebowego powołując sie na rozporządzenie w sprawie postępowania ze zwłokami i szczątkami. Jakbym nie napisała, że chodzi o pochówek, to wydaliby bez problemu.

Już nie chce mi sie z nimi walczyć. Byłam wczoraj w zakładzie pogrzebowym, pan jak usłyszał o co chodzi zrezygnował z własnego zarobku i za trumnę, krzyż z tabliczką, przewiezienie bloczka i przygotowanie wszystkiego na cmentarzu zapłacimy 400,00 (co nie jest w naszym przypadku małą kwotą, ale jakoś damy radę, mimo, że zasiłek pogrzebowy po tylu latach już nam nie przysługuje).
Dziękuję za pomoc
Dobre i te wiadomości, że ktoś gdzieś ma ludzkie odruchy. W tej sytuacji sensowne jest ustąpienie i skorzystanie z takiegoż odruchu - pewna część kosztów jest dla Ciebie nieomijalna, a w opisanej sytuacji chyba i tak będzie najkorzystniej. Może w tym palec Opatrzności, że wskutek idiotycznego podejścia jednych, trafiasz na innych, którzy wspomogą Cię inaczej i w inny sposób, a w rezultacie lżejszy chociażby finansowo dla Was.

Nie zmienia to faktu, iż niezwykle podejrzane jest, że opór pojawia się tylko przy pochówku - zwykle kryje się za tym zakład pogrzebowy działający przy zakładzie patomorfologii lub ktoś w powiązaniu personalnym z nim, zainteresowany finansowo udziałem w organizowaniu pochówku. Mam nadzieję, że ten, który wybrałaś, to jakiś inny, bo postawa wskazuje na pewną bezinteresowność.
Tak czy owak, na litość, jakim cudem mają czelność przy identycznej sprawie (wydanie i przewóz) podpierać się odmienną interpretacją tego samego przepisu i odmienną w rezultacie decyzją oficjalną? Skoro chcą, mogą być ortodoksyjni co do ustaw i rozporządzeń, ale tym bardziej wtedy nie wolno im robić tego według widzimisię, niejednolicie - nie ma w przepisach żadnego rozróżnienia co do celu przewozu.
Delikatnie powiedziawszy - szokujące.
Właściwie warto by ich zjeść, choć i sił i podniebienia na nich szkoda...
Dziewczyny, czy w Zarządzie Cmentarzy i kościele potrzebne sa jakieś dokumenty?
Czy możecie mi przesłać wzór pisma jaki należy złożyc w zakładzie anatomopatologii celem wydania bloczków, wraz z paragrafami na które trzeba się powołać.
Jeśli załatwia się pochówek bez udziału zakładu pogrzebowego to jak wygląda sprawa miejsca na grób? Będe wdzięczna za każdą wskazówkę i pomoc. Podaję swój adres mailowy: izasb@wp.pl
Wysyłam mail z naszym pismem do zakładu.

Księdzu wystarczył wypis ze szpitala. Miejsce wykupuje się u właściciela cmentarza (w moim przypadku - Urząd Gminy).
Dziękuję.
Jeśli jest ktoś zorientowany,bardzo proszę o przesłanie informacji jaki jest czas przechowywania preparatu histop. przez zakład patom. i jakie mam prawa do uzyskania tego ,,szkiełka\'\'.Mój adres just100@wp.pl
Wydanie kostek parafinowych u mnie odbyło się na ustne żądanie - po prostu zjawiliśmy się osobiście w zakładzie anatomopatologii i zażądalismy wydania w celu pochowania. Nie składałam żadnego wniosku pisemnie, natomiast otrzymałam do podpisania druczek z wynikami i danymi dotyczącymi szczątek, który stanowił coś w rodzaju rewersu - potwierdziłam na nim odbiór, był obity pieczątkami, popodpisywany itd. Oni swoją kopię zachowali, ja swoją dostałam do ręki.

Nie wiem, na ile miało znaczenie, że od razu zaznaczylismy, że chcemy pochówku i nie wyrażamy zgody na utylizację, lecz to chyba nieistotne dla procedury wydawania. Podkreślę, że pogrzeb odbył się dokładnie w pierwszą rocznicę, kostki odbieraliśmy nieco wcześniej. Teoretycznie powinno to nastapić, jak już masz wszystko załatwione, aczkolwiek upewniałam się z wyprzedzeniem, że w takim a takim terminie odebrać mogę bez przeszkód.

Kostki przyniesiono w kopercie, opisanej numerem, jakim je identyfikują, spytano, czy chcę je sprawdzić - zgaduję, że tak samo sprawdza się ciało - rodzaj identyfikacji. Nie oglądaliśmy na miejscu, zrezygnowałam, powiedzmy sobie szczerze, że nie sądziłam, bym potrafiła poznać dosłownie, czy to moje dziecko, emocje też były na nie - tam i wtedy - nie chciałam mieć obserwatorów. Przyznam, że zrobiliśmy to później w domu...

Grób i pochówek na cmentarzu komunalnym załatwiasz zwykle w zarządzie cmentarzy komunalnych (komunalny to gminny, więc dlatego albo zarząd w dużych miastach osobny, albo urząd gminy w mniejszych miejscowościach) - tam składa się wnioski, papiery. Przeprowadzą Cię kolejno - to ich chleb codzienny - a w razie konkretnego pytania, może i my coś podpowiemy.

Gdy znasz termin pochówku, a chcesz pogrzeb katolicki, udajesz się do parafii - umawiasz księdza na ten termin. Możesz wcześniej wstępnie go zagadnąć, ale jeśli to nie jest cmentarz parafialny, to musisz mieć sprawy urzędowe załatwione do końca, bo ksiądz musi otrzymać wiążące informacje, kiedy i gdzie...
U nas msza była w kaplicy na cmentarzu, więc i jej rezerwację załatwialismy w ZCK wcześniej.

W ZCK do wniosku składasz jako załączniki:
- akt urodzenia z adnotacją martwo urodzone lub akt zgonu (jedna z trzech kopii uproszczonego),
- kartę zgonu,
- świadectwo kremacji (jeśli była)
- inne dokumenty, jeśli czegoś zażadają
Miejsce przydzielą sami kolejne, o ile nie masz grobu rodzinnego lub jakiegoś istniejącego, w którym możesz jeszcze kogoś dochować - czasem jest kilka lokalizacji do wyboru, czasem nie, zależy.

Podpisujesz umowę, przy nowym grobie na pewno, przy istniejacym pewnie jest jeszcze potrzebna zgoda dysponenta (ja jestem dysponentem niszy urnowej w kolumbarium i kolejne pogrzeby innych osób prócz mnie do tej niszy wymagają mojej zgody i dyspozycji).

Cenniki gminne są jawne, powinni Ci kolejno wypunktować wszystkie przewidywane z ich strony koszty, które się pojawią w tym konkretnym przypadku. Gdy je znasz, wiesz, jakich jeszcze czynności nie objęły (tak jak w moim przypadku obejmowały kaplicę na konkretny termin, ale już księdza jako takiego nie). Pojawia się pytanie o kamieniarza, kopanie - to wszystko zależy od rodzaju grobu itp.

Tyle na początek tak pobieżnie...

Jeśli to nie jest pogrzeb, który musisz załatwić szybko, to się nie stresuj na zapas, załatwiaj kolejno, powoli - kostki \"poczekają\", byle tylko było kategoryczne oświadczenie o braku zgody na utylizację.
Kostki przechowywane są 10 lat.

Po przydzieleniu niszy miałam miesiąc na dokonanie samego pochówku, myślę, że gdzie indziej i przy ziemnych grobach też są porównywalne terminy.
Wbrew pozorom jest to dość proste, komplikacje pojawiają się zwykle albo przy nieszczęsnym żądaniu karawanu dla przewozu, albo wskutek zupełnie nietypowych okoliczności.

Zakład pogrzebowy jest tylko pośrednikiem, który załatwia coś za nas, ale właśnie sprawy typowe. Musisz oszacować, czy warto samemu - część kosztów będzie identyczna - cenniki gminne, trumna czy urna, grabarz, jeśli grób ziemny itd. Zawsze możesz się upewnić.

Ja po upływie roku byłam już tak daleko w walczeniu o pochówek, że zakład pogrzebowy byłby w naszym przypadku wręcz zbędnym balastem - beze mnie wielu spraw nie mógłby zakończyć, a te które mógł to już był drobiazg (np. zamówienie kwiatów).
Poza tym nie ukrywam, co najistotniejsze - dla mnie to miało ogromny decydujący emocjonalnie wymiar - nie chciałam, by ktoś to robił za mnie... to jedyne, co mogłam i chciałam jeszcze zrobić. Osobiście. Tak jak urnę niosłam osobiście. Tak jak sami zaprojektowaliśmy płytę marmurową i tak jak sami robiliśmy jeszcze niejedno do końca...
To był rodzaj odpracowywania żałoby.
I czytując forum wiem, że choć wtedy bywało to niekiedy trudne psychicznie, to miałam wiele szczęścia - instynkt mnie nie zawiódł i teraz to jakoś tam \"procentuje\" poczuciem, że jest tak, jak powinno, najlepiej, jak mogło w tych okolicznościach.
Amelia, dziękuję za odpowiedź.Jeśli możesz napisz do mnie lub podaj Swój adres, mam kilka niejasności jeszcze...
Pozdrawiam.
Ja dodam tylko, że nie ma przepisu, który mówiłby o długości przechowywania preparatów histopat. Zalecenia POlskiego Towarzystwa Patologów mówią o 10 latach, ale np. w naszym szpitalu przechowuje się je przez 20 lat. http://www.prawapacjenta.eu/?pId=1516

Co do przewozu, jak już pisałam powyżej, w jednym zakładzie wydano nam kostki do ręki (podobnie jak Amelii), w drugim zażądano \"przewozu zwłok zgodnie z rozporządzeniem\" czyli karawanem. A pan z zakładu pogrzebowego był potrzebny też na cmentarzu (do wykopania i zasypania grobu). I w zakładzie zamawialismy też krzyż z tabliczką i trumienkę (taką malutką, 30 cm dłogości).

Z Urzędem Gminy nie mamy umowy na wykup miejsca, tylko fakturę.
A i z księdzem też najpierw rozmawiałam i ustaliliśmy termin, a potem załatwialiśmy resztę. I Msza była w kościele, a nie na cmentarzu.

Jak widać, zwyczaje są bardzo różne.

Ale ja tez czuję, że nareszcie jest tak, jak być powinno.
Dziękuję dziewczyny za informacje. Jak już zabiorę się za zalatwianie a nie będę czegoś wiedziała, to jeszcze Wam pozawracam głowę.
Jeszcze jedno pytanie. Czy trumienkę z kostkami przed pogrzebem miałyście w domu?
Cytat:[autor cytatu=Meduza]
Jeśli możesz napisz do mnie lub podaj Swój adres, mam kilka niejasności jeszcze...

Jeśli to naprawdę nie jest konieczne, wolałabym pośrednictwo forum - może Twoje pytania mogłyby paść tutaj? Może są istotne dla wielu osób, warto, by mogło z wymiany doświadczeń korzystać ich jak najwięcej... Nigdy nie zapomnę, jak czepiałam się każdej drobnej informacji podanej wprost i między wierszami. Jeśli to nie jest za bardzo osobiste?


Cytat:[autor cytatu=Malgosia]
Ja dodam tylko, że nie ma przepisu, który mówiłby o długości przechowywania preparatów histopat. Zalecenia POlskiego Towarzystwa Patologów mówią o 10 latach, ale np. w naszym szpitalu przechowuje się je przez 20 lat. http://www.prawapacjenta.eu/?pId=1516

Rzeczywiście, bardzo często bloczki parafinowe są przechowywane dłużej niż 10 lat, u mnie padła liczba lat 25. Jednakże podaję w informacjach 10, bo ta bywa bardziej konkretna i uchwytna oraz jest mniej \"uznaniowa\" dla zakładów, sądzę też, że w danym zakładzie może być różny czas dla różnych rodzajów badanych tkanek.
10 lat bierze się stąd, że tyle wynosi minimum dla przechowywania np. tkanek nowotworowych i bloczków, aby zakład otrzymał licencję na 5 lat - to jedyne liczby, które udaje się namierzyć jako podane gdzieś w literaturze wprost i podanie lat 10 jest \"bezpieczniejsze\".
http://www.pol-pat.pl/Nowe_warunki_akredytacji_PTP.pdf
Cytat:
Prowadzenie archiwum dokumentacji medycznej. Archiwizowanie i przechowywanie badań patomorfologicznych:
skierowania do badania, wyników badań, preparatów, bloków parafinowych oraz innych dokumentów i materiałów przez minimum 10 lat.


Cytat:[autor cytatu=izasb]
Czy trumienkę z kostkami przed pogrzebem miałyście w domu?

Aż nie wiem, jakimi słowami to ująć, by oddać istotę...
No właśnie...
Tu leży najbardziej dla mnie zagadkowa i nieoczekiwana sprawa, z jaką się zetknęłam wtedy. Jednocześnie zaś najbardziej szczęśliwa, bo była dla mnie źródłem cichej radości, bardzo szczególnej radości i bardzo szczególnego etapu pożegnania, a do dzisiaj jest jednym z najcenniejszych wspomnień...
Nieustannie widzę, czytujac forum, jak wiele to mi dało i dlatego nie waham się używać słowa \"szczęście\" czy \"radość\". Dla niejednej osoby spoza naszego dotkniętego stratą dziecka kręgu rodziców sama myśl o tym byłaby szokująca. Myślę, że dla większości z Was natomiast nie jest problemem wyobrażenie, w czym ta radość leżała i dlaczego sytuacja szczęściem była.

Nie miałam dosłownie trumienki, tylko urnę, ale... jak wspomniałam... dostałam bloczki osobno w kopercie. Koperta nie była zaklejana, ona stanowiła jedynie osłonę i \"pojemniczek\" opisywalny. Mogłoby to być np. otwierane pudełeczko. Toteż bloczki, można rzec, podano mi \"jak na dłoni\". I nie omieszkałam ich w tej dłoni dosłownie poczuć.
Potem tak wyszło, że miałam czas, wiele dni jeszcze, które nie miały normalnie zaistnieć, ale zaistniały... do pogrzebu. Był to czas bycia ponownie symbolicznie \"we troje\" w domu. Przypadł na okres obejmujący także 1 i 2 listopada.

Nie umiem tego opisać ani wyrazić zgrabnie... ale... w te pierwsze w życiu dni Święta Zmarłych po stracie miałam swoje dziecko przy sobie, w domu... i nie tylko w domu. U mnie nie tylko funkcjonowało prawe i lewe ramię (pojęcie tak znane tu na forum), ale i poduszka... i drewniany piesek... i przejażdżka samochodem i wybieranie miejsca na cmentarzu... kolejne spacery przez cmentarz i nagrywanie sikorek na choineczce... jedzenie słodyczy... czas... czas... czas... wspólny i spokojny...

Każda z Was pewnie wyczuje, co usiłuję powiedzieć, ile to mogło znaczyć i jak zmieniało odpracowanie całej żałoby, jak zmieniło moje patrzenie na \"potem\". Nawet te, które mogły się pożegnać choć przez chwilę wspominają tę chwilę jako bardzo szczególną, a mnie los podarował takich chwil naprawdę dużo.

Po prostu nie z mojej winy uniemożliwiono mi dokończenie pochówku w dniu odebrania bloczków z zakładu. Normalnie odbywa się w tym dniu już pogrzeb i nie inaczej miało być i u nas. Spadła przeszkoda jak grom z jasnego nieba w całym nastawieniu, że to już, dzisiaj...

Los się uwziął... czyż nie?
Przekląć go?
Mawiałam że \"diabeł dookoła mnie tańcuje\" i robi wszystko, by uniemozliwić mi każdy krok. Bo tak było, do końca pogrzebu.
Ale... chyba się nieco zagalopował ten diabeł i przetańcował za ostro, ha.

I tak coś, co mnie jako kolejna kłoda najpierw niemal dobiło, okazało się jedną z najlepszych rzeczy, jaka mogła mnie wtedy spotkać - to sygnał, że rzeczywiście, niekiedy to, co odbierzemy jako nieszczęście ma swoje drugie oblicze... a cały ból polega na tym, że nie jestesmy w stanie tego widzieć łatwo.

\"Nie wszystko jest tym, na co wygląda\".

Może rzeczywiście za pytaniem \"dlaczego\" kryje się coś, co może nadać zupełnie inne znaczenie - teraz kompletnie niezrozumiałe i durne. Nadać. Magiczne słowo. Nie - MIEĆ sens, tylko go NADAĆ...

\"Wszystko zależy od tego, jak patrzę.\"

No to jak myślicie? Przekląć go?
Ciekawa rzecz, bo przecież chwilami bezczelnie błogosławię.
Mam dokładnie takie odczucia jak Amelia. Niemal identyczne.

I też miałam bloczki w domu, przez kilka tygodni. Ale tylko te Dominikowe. Olka przyjechała od razu na cmentarz. Też nie omieszkałam jej potrzymać przez chwilę, króciutką. I ten dotyk także dl amnie był ogromnie ważny.

Powodzenia.
Dziękuję dziewczyny. Teraz już wiem, że wszystko ze mną w porządku.
Pozdrawiam serdecznie.

I.
Cytat:[autor cytatu=Malgosia]
Wysyłam mail z naszym pismem do zakładu.

Małgosiu, czy możesz i do mnie przeslać taki wzór pisma??Będę niezmiernie wdzięczna :oops:
sylmik11@wp.pl
Bardzo proszę....
Amelio, dziękuję bardzo za pięknych opis pożegnania...Rozumiem Cię doskonale, choc mi nie udało się zarejestrowac dziecka i pochowac go, choc miałam adwokata...Częścią mojej żałoby była wizyta w zakładzie patom., po to by zobaczyc szkiełko...i potrzymac je chociaż pare chwil...Jednak fakt, że cały czas tam jest ,daleko ode mnie nie daje mi spokoju.I tu pojawia się cała dziwna sytuacja...Czy tego ,,szkiełka\'\' nie mozna potraktowac jako wyniku badania histopatolgicznego i wydac po prostu osobie badanej? Może brzmi to drastycznie, ale dla kogoś, to może nic nie znaczyc ten preparat ,a dla matki może byc najcenniejszym skarbem.Jakie mam prawo do posiadania owego niezwykłego szkiełka?Czy są jakieś procedury? Czy mogą mi je wydac bez żadnych dokumentów?Czy możecie mi akieś rozwiązanie podpowiedziec?
Nie bardzo rozumiem Twoje pytania. Co chciałabyś zrobić z bloczkiem? Pochować? Nie powinni robić problemu. W przypadku mojej Oli miałam tylko wypis ze szpitala i nie było to dla nikogo przeszkodą.

Jeśli chcesz go zabrać i trzymać na półce - mogą odmówić powołując się na rozporządzenie dotyczące obowiązku traktowania zwłok ludzkich z szacunkiem, a także ze względów etycznych. Takie zapisy znalazły się w piśmie, które otrzymałam od szpitalnego prawnika i dlatego domagali się bym po bloczek wysłała samochód przeznaczony do przewozu zwłok.
W Polsce nie wolno przechowywać zwłok ludzkich w innych miejscach niż do tego przeznaczonych w przepisach (nie można kazać się pochować na ulubionej górze, ani nie wolno rozsypywać prochów po świecie jak w amerykańskich filmach)
Cytat:[autor cytatu=Meduza]
Częścią mojej żałoby była wizyta w zakładzie patom., po to by zobaczyc szkiełko...i potrzymac je chociaż pare chwil...

Cytat:[autor cytatu=Meduza]
Czy tego ,,szkiełka\'\' nie mozna potraktowac jako wyniku badania histopatolgicznego i wydac po prostu osobie badanej?

Cytat:[autor cytatu=Meduza]
Jakie mam prawo do posiadania owego niezwykłego szkiełka?

Używasz konsekwentnie określenia \"szkiełko\" - czy to oznacza, że zakład nie ma bloczków parafinowych, ale tylko dosłownie preparat szkiełkowy?

Cytat:[autor cytatu=Malgosia]
W Polsce nie wolno przechowywać zwłok ludzkich w innych miejscach niż do tego przeznaczonych w przepisach (nie można kazać się pochować na ulubionej górze, ani nie wolno rozsypywać prochów po świecie jak w amerykańskich filmach)

Akurat tutaj mogą nastąpić zasadnicze zmiany, o ile przejdzie opracowywana właśnie nowelizacja, określająca między innymi alternatywne formy pochówku:
http://www.tvp.info/informacje/ludzie/ur...zie-chcesz
Tak, w zakładzie patomorfologii po podaniu nr-u z badania histopatologicznego pokazano mi prostokątne szkiełko (takie jak preparat pod mikroskop na lekcjach biologii, przepraszam za porównanie, ale wydaje mi się, że tak będzie łatwiej się zrozumiec).Wydaje mi się,że nie ma bloczka... bo nie pokazano mi go.
Jak długo przechowuje się te szkiełka? Na jakiej podstawie mogą mi je wydac, jeśli mogą? Moim największym pragnieniem było zarejestrowanie i pochowanie Celineczki, ale niestety nie pomógł nawet adwokat, a na postępowanie sądowe się nie zdecydowaliśmy ... O ile mi wiadomo to do zakładu pogrzebowego potrzebny jest akt urodzenia/zgonu, którego przecież nie posiadam.Nie daje mi spokoju myśl,że za jakiś czas mogą dokonac archiwizacji preparatu, mojego niezwykłego szkiełka...
Po jakim czasie od śmierci udało Wam się pochowac dzieci? Jak to zrobic, gdy się nie ma dokumentów...
Meduzo, ja właśnie złożyłam pismo do szpitala. Zastanawiam się jaką odpowiedź dostanę bo nawet wypisu ze szpitala nie posiadam z 2001roku. Jak tylko dostanę odpowiedź to wyślę pismo z prośbą o wystawienie takiego aktu(o ile to mozliwe)-prawo nie działa wsteczSad
Ale nie chę gdybać bo nie wiem co i jak będzie. Choć tli się nadzieja.....
PozdrawiamSmile
Stron: 1 2