pomoc w przypadku poronienia

Pomoc w przypadku poronienia – do księdza

Co ksiądz o poronieniu wiedzieć powinien?

W terminologii medycznej o poronieniu mówimy, gdy dochodzi do utraty ciąży do 22 tygodnia jej trwania. Późniejsze terminy odnoszą się już do porodu przedwczesnego. Dla rodziców dziecka – nienarodzonego dziecka – poronienie jest końcem ich marzeń, planów, pragnień, jakie wiązali z nowym życiem. Specjalnie podkreślam, że chodzi o nienarodzone dziecko, gdyż w środowiskach pro-life (w naszym kraju najczęściej są one związane z ludźmi z Kościoła Katolickiego), gdy mówi się o dzieciach nienarodzonych to tylko (prawie tylko?) w kontekście zagrożenia ich życia przez aborcję. Statystyki są ogromne. W Polsce rocznie roni dziecko ok. 40 000 kobiet. Problem dotyczy więc wielu osób. Praktycznie rzecz biorąc każdy ma kogoś w rodzinie lub otoczeniu (siotrę, mamę, kuzynkę, koleżankę), kto poronił. Problem polega na tym, że do tej pory o poronieniach nikt nie mówił, co najwyżej jedynie rozpatrując aspekt medyczny problemu. A przecież ciało to nie jedyna część naszej rzeczywistości.

Poronienie nie jest aborcją. Choć są osoby (w tym księża), które zaliczają poronienie do jednego z rodzajów aborcji, nazywając je aborcją spontaniczną. Jest to kalka z łaciny (lub angielskiego), która nie ma prawa bytu w języku polskim. Dla rodziców przeżywających tragedię taka postawa przynosi dodatkowy ból. (Więcej na temat nazewnictwa i zamieszania wokół tego można znaleźć pod adresem: Dwa łyki semantyki)

Warto też sobie zdawać sprawę, jak wygląda poronienie od strony medycznej (praktycznej), z czym pobyt w szpitalu może się wiązać, jakie trudności mogą napotkać rodzice zmarłego dziecka i o ewentualnych traumatycznych (często zbędnych) doświadczeniach szpitalnych kobiet. (Zobacz tekst: Poronienie i pobyt w szpitalu – informacje praktyczne, oraz wątki: słowa, które nie powinny nigdy pasc.)

Poronienie, wbrew temu, co często sugeruje otoczenie, nie jest sprawą błahą, wiąże się nierozerwalnie ze śmiercią dziecka. Jest to na tyle ekstremalne przeżycie, że ktoś, kto przez to nie przeszedł, może nie zdawać sobie sprawy z ilości pojawiających się problemów (Czym jest dla kobiety poronienie).

Jeśli stoimy przy stanowisku, że życie ludzkie zaczyna się od poczęcia, to konsekwentnie, po poronieniu, należy potraktować rodziców, jako tych, którzy stracili dziecko. Każde odstępstwo od tej normy, szczególnie bagatelizowanie straty czy negowanie pojawiających się uczuć (dla kogoś z zewnątrz zupełnie niezrozumiałych), przynosi dodatkowe cierpienie.

Od czego zacząć?

Do rozmowy na temat poronienia może dojść w wielu sytuacjach: czy to w szpitalu z kapłanem, który tam posługuje, czy w ramach wizyty duszpasterskiej, tzw. “kolędy”, czy przy załatwianiu różnych formalności w kancelarii parafialnej czy w końcu w trakcie Sakrmaentu Pokuty i Pojednania. Czas, jaki minął od straty, ma wpływ na to, czy rodzicom, szczególnie kobiecie, będzie łatwiej lub trudniej mówić o tym, co się stało, jeśli w ogóle rodzice będą gotowi do tego. Nawet jeśli wydaje się, że “wszystko wróciło do normy”, to jedno słowo potrafi rozbudzić skrywane, często jeszcze trudne emocje. “Do siebie” dochodzi się w ciągu długich miesięcy a nie dni czy tygodni. Stąd też mogą pojawić się trudności z przystąpieniem do spowiedzi, gdy wszystko jest zbyt ważne, żeby nie mówić i zbyt trudne, aby o tym rozmwawiać.

Warto zawsze pamiętać, że przyjdą różni ludzie, z różnym doświadczeniem wiary, Kościoła, Pana Boga, z różną wrażliwością, z bagażem wcześniejszych doświadczeń, jeśli idzie o rozmowy czy kontakty z księżmi. Trzeba tu wiele wyczucia, delikatności. Przynoszenie gotowych rozwiązań (Bóg tak chciał…, taka wola nieba…, widocznie coś wcześniej złego uczyniliście…) może spowodować niechęć do podjęcia rozmowy ze strony rodziców po stracie.

Przypomnijmy też słowa z dokumentów liturgicznych:
17. Niech także pamiętają wszyscy, a zwłaszcza kapłani, gdy w obrzędach pogrzebowych polecają zmarłych Bogu, że ich obowiązkiem jest umocnić nadzieję uczestników pogrzebu i ożywić wiarę w tajemnicę paschalną oraz w zmartwychwstanie umarłych i to w taki sposób, aby okazując macierzyńską miłość Kościoła i niosąc pociechę płynącą z wiary, podnieść na duchu wierzących, a nie urazić pogrążonych w żałobie.
18. W przygotowaniu i urządzeniu obrzędów pogrzebowych niech kapłani z wielką delikatnością potraktują osobę każdego zmarłego i okoliczności jego śmierci oraz żałobę rodziny i potrzeby chrześcijańskiego życia. Niech również mają szczególny wzgląd na tych, którzy uczestniczą w pogrzebie i słuchają Ewangelii, czy to będą akatolicy, czy katolicy bardzo rzadko lub nigdy nie uczestniczący we Mszy św., albo nawet tacy, o których sądzi się, że utracili wiarę. Dla wszystkich bowiem kapłani są sługami Ewangelii Chrystusa.(OBRZĘDY POGRZEBU WPROWADZENIE TEOLOGICZNE I PASTORALNE)

Akceptacja żałoby oraz pomoc w jej przeżyciu

Jednym z najczęstszych problemów, z jakim borykają się rodzice po stracie jest odmawianie im prawa do żałoby po dziecku – choćby kilkumilimetrowym, które przeżyło tylko kilka tygodni. Do opłakania go i pożegnania. Otoczenie bagatelizuje śmierć dziecka: nie przesadzaj, nie ty pierwsza i nie ostatnia, przecież to jeszcze nie dziecko, nie zdążyłaś się przyzwyczaić, przecież nic się nie stało, są gorsze rzeczy itd. itp. Zauważenie w osieroconych rodzicach tego, że są rodzicami zmarłego dziecka jest nie do przecenienia. Prowadzi to do przyznania im prawa do bólu, cierpienia, szukania odpowiedzi na pojawiające się pytania czy rozwiązań problemów. W szpitalu lub tuż po wyjściu z niego można się często spotkać z postawą, która odczłowiecza zmarłe dziecko: to już się poroniło, czegoś takiego pani nikt nie pochowa, to tylko tkanki, to tylko embrion (zarodek), wyskrobiny. W spotkaniu kapłana z osieroconymi rodzicami jest szansa na to, aby pomóc im na nowo “uczłowieczyć” dziecko, które opłakują.

To konkretne dziecko poczęło się, żyło, a w danym dniu przestało żyć. Istniało również w umyśle rodziców, szczególnie matki, która nawet jeśli nie chciała tego dziecka, to umysł zapisał jego obecność w jej łonie. I należy mu się szacunek, jak każdemu zmarłemu człowiekowi. W przypadku poronienia kobieta nie otrzymuje urlopu; (najczęściej) nie odbywa się pogrzeb; nie mówi się o tym w domu, w pracy, w kościele; kobieta nie ma przyzwolenia ze strony otoczenia, by się wypłakała lub wygadała. Może to doprowadzić do żalu patologicznego. Aby temu zapobiec, trzeba kobiecie pomóc w procesie uczłowieczenia jej zmarłego dziecka.

Co można zaproponować? Po pierwsze nadanie imienia temu dziecku. Niekiedy kobieta “wie”, jakiej płci było dziecko, czasami zmarłe dzieci przychodzą we snach i to z nich można czerpać wiedzę, czy był to synek czy córeczka. Można prosić w czasie modlitwy o to, by Bóg pokazał, na kogo rodzice czekali. Zawsze jako jedno z imion można wybrać Maria, które jest zarówno imieniem męskim jak i żeńskim. Część rodziców wybiera neutralne “przezwisko” np. Kruszynka, Groszek, Muszelka, Fasolka. Gdy w rozmowach będzie wracać temat zmarłego dziecka warto nazywać je wtedy jego imieniem. Imię to można nadać w trakcie nabożeństwa po poronieniu (patrz: Teologia – modlitwy ).

Po drugie można zachęcić rodziców do stworzenia i zostawienia pamiątek po dziecku. Przy wczesnych poronieniach będzie ich niewiele, ale warto by były. Czasami istnieje pokusa, zwłaszcza gdy wspomnienia są jeszcze bardzo bolesne, żeby to, co zostało wyrzucić, niejako wymazać, skasować… Można wtedy zaproponować schowanie pamiątek gdzieś głęboko do szuflady. Kiedyś przyjdzie czas i na to, żeby je oglądać czy o nich mówić. Jakie to będą pamiątki? Karta ciąży (jeśli była, bo lekarze niechętnie ją wystawiają na samym początku tłumacząc się dużą statystyką poronień), zdjęcie usg (warto zrobić nawet wtedy, gdy już wiadomo, że dzidziuś nie żyje), test ciążowy z dwiema kreseczkami, wynik badania Bhcg potwierdzający ciążę. Przy późnych poronieniach możliwości będzie więcej. Dodatkowo można zrobić zdjęcie zmarłemu dziecku, uciąć kosmyk włosów.

Jeśli dziecko żyje po poronieniu można je ochrzcić. Jeśli nie – można zaproponować modlitwę rodzicom, w której przedstawią Bogu swoje pragnienia związane z dzieckiem, gdyby żyło (patrz: Teologia – modlitwy (Chrzest pragnienia)).

Jeśli jest to możliwe (czyli jeśli jest ciało dziecka) wyprawić pogrzeb. Zgodnie z obowiązującym prawem w Polsce nie ma żadnych granic czy to dotyczących wagi dziecka, jego długości czy wieku, które uniemożliwiałyby pochówek. Dla dzieci zmarłych przed chrztem (czyli także zmarłych w łonie kobiety, poronionych) korzysta się wtedy z odpowiedniego formularza. Nie ma żadnych dokumentów liturgicznych, gdzie by można znaleźć obrzęd nazywany “pokropkiem”. Niestety wciąż są parafie, gdzie rodzice napotykają trudności w wyprawieniu pogrzebu zmarłemu dziecku tylko dlatego, że było nieochrzczone. Podobnie traktowani są w szpitalach, gdzie chęć pochowania zupełnie małego dziecka wciąż nie tylko dziwi, ale napotyka niespodziewany opór ze strony personelu medycznego (patrz: Prawo do pogrzebu kościelnego, Komentarz do obrzędu pogrzebu, Przygotowanie szpitali do pochówku dzieci zmarłych na wczesnym etapie ciąży). Jeśli nie ma ciała dziecka lub jeśli rodzice w szpitalu nie otrzymali informacji, że mogą je pochować (a taki jest “standard” polski), to można zaproponować pogrzeb symboliczny (np. w trakcie spaceru przejście się na cmentarz, zapalenie znicza, położenie kwiatów na grobie lub pod krzyżem; na niektórych cmentarzach są miejsca pamięci dziecka nienarodzonego, zapomnianego czy utraconego, niestety w naszych warunkach najczęściej takie “miejsce” wiąże się z akcją antyaborcyjną). Zobacz też: Żałoba – pogrzeb.

Można zaproponować wpisanie dziecka do drzewa genealogicznego oraz “świętowanie” rocznic z nim związanych: czy to datę śmierci czy dzień imienin czy 15.10. (Dzień Pamięci Dzieci Zmarłych). Może to być zapalenie świecy tego dnia, założenie symbolicznych wstążeczek różowo-błękitnych, wspólna modlitwa, w której będzie miejsce i dla zmarłego dziecka. Można również zaproponować coś, co upamiętni dziecko – może to być zasadzenie drzewa, noszenie biżuterii, która będzie wskazywać w jakiś sposób na dziecko, które odeszło.

Jeśli są starsze dzieci lub pojawią się następne warto zachęcić rodziców, aby o zmarłym dziecku rozmawiali także z nimi. Często istnieje pokusa, żeby małe dziecko “oszukać”, że wciąż czekamy na dziecko… Jest to szczególnie bolesne dla matki, która patrzy wtedy na radość dziecka oczekującego na brata lub siostrę. Istnieje wtedy też niebezpieczeństwo, że zmarłe dziecko zostanie “zastąpione” przez następne. Można też wspomnieć tu o Janie Pawle II, który miał siostrę, której nie znał, gdyż zmarła przed jego narodzeniem. Wspomina o niej w ostatnich słowach swojego testamentu. (Zobacz też: Otoczenie/Bliscy – Ty i rodzina.)

Tak jak utrzymujemy duchową więź ze zmarłymi (rodzicami, dziadkami), podobnie można postąpić w relacjach do dziecka zmarłego przed narodzeniem. Na pewno warto zachęcić do modlitwy za dziecko jak również do tego, aby ono wstawiało się w naszych potrzebach u Boga. Komunia święta może być kolejną okazją do “spotkania” i wymiany dóbr duchowych pomiędzy rodzicami a nim. Warto też wspomnieć o tekstach Pisma świętego, które mówią o dzieciach nienarodzonych.

Ponowne uczłowieczenie dziecka pomaga kobiecie odzyskać jej własną godność i poczucie wartości, jako że doświadczywszy poronienia kobieta musi stawić czoła śmierci dwóch osób: osoby, którą sama mogła była być jako matka, gdyby nie doszło do tragedii oraz śmierci dziecka w jej łonie.

Prawidłowe przeżycie żałoby jest ważne, aby móc przyjąć nowe życie, odzyskać radość, nie być obarczonym winą, nie obciążać dzieci i partnera nierealistycznymi oczekiwaniami.

Kolejnego argumentu za tym, żeby pomóc przeżyć żałobę przynoszą środowiska pro-choice. Jednym z ich arugmentów “za” jest to, że po poronieniu nie odprawia się żałoby, nie ma pogrzebu, nie nadaje się imienia dziecku. Prawda jest taka, że nie ma społecznego przyzwolenia na przeżycie żałoby, najczęściej odprawia się ją w czterech ścianach, za zamkniętymi drzwiami. Rodziców po stracie rzadko kto chce wysłuchać. Część kobiet zgodnie z zaleceniami otoczenia stara się “zapomnieć”. Taka postawa może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Niejasności i problemy, które mogą pojawić się przy sakramencie pokuty

Jednym z najczęściej pojawiających się pytań kierowanych do osoby duchownej jest to dotyczące losu dziecka po śmierci. “Gdzie jest teraz moje dziecko?” Staje się ono tym bardziej dramatyczne, jeśli zmarło przed narodzeniem a tym samym bez sakramentu chrztu świętego. (Zobacz też: „Gdzie jest teraz moje dziecko, powiedz proszę…” , Zagadnienie losu dzieci nieochrzczonych.)

Wiele kobiet po poronieniu boryka się zupełnie bezpodstawnie z poczuciem winy. Przyczyn straty może być tak wiele i są one tak niezależne od tego, czy się dbało o siebie czy nie, że dorzucanie przypuszczeń typu może coś dźwignęłaś?, może lampka wina?, kłótnia z mężem?, może nie wzięłaś witamin? to wszystko przez twoją dietę…, może za mało o siebie dbałaś? jest znęcaniem się nad osieroconą matką. A takich wytłumaczeń szuka otoczenie. Zazwyczaj najbliżsi nie wiedzą, że najczęstszą przyczyną straty ze strony medycznej jest: wada genetyczna dziecka, bezobjawowa infekcja, problemy hormonalne, immunologia. Pojęcia pojawiające się przy badaniach, które pozwalają czasami znaleźć przyczynę poronienia: toksoplazmoza, cytomegalia, przeciwciała kardiolipinowe, antykoagulant tocznia, prolaktyna, czynnik LH, hormony tarczycy… itp. najczęściej brzmią zupełnie nieznajomo, dla kobiet po stracie – już nie. Te “naturalne” przyczyny poronienia, wymienione powyżej, b. rzadko przyczyniają się do śmierci dziecka (trzeba by wypić dużo alkoholu, przeżyć coś traumatycznego a nie kłótnię z mężem, nie wzięcie jednej tabletki witamin nie zmienia w znaczący sposób tego, co może dać organizm matki). Jeśli ciąża była niespodziewana, czy wręcz niechciana poczucie winy może pojawić się na długo. Kolejne trudne uczucia, które sie pojawiają to przegrana, to, że się zawiodło własne dziecko, że jest się gorszym, od tych kobiet, które rodzą dzieci bez problemu. Jeszcze boleśniej dotykają one te kobiety, które nie mają dzieci “po tej stronie”. Gdy w trakcie rozmowy kobieta mówi o poczuciu winy za to, co się stało, nie musi to oznaczać realnie, że ona jest winna śmierci dziecka. Warto też zaznajomić się z etapami żałoby i towarzyszącym im uczuciom (gniew, złość, apatia, żal… Żałoba – przeczytaj, czym jest i czego możesz się spodziewać).

W trakcie poronienia kobieta najczęściej trafia do szpitala. Jeśli jest to poronienie zatrzymane (dziecko nie żyje, ale nadal jest w macicy i nic nie wskazuje na to, że proces jego “urodzenia” się niedługo zacznie), to ze względu na to, że może wtedy dojść do zakażenia (obecność martwych tkanek), co jest niebezpieczne dla życia proponuje się wtedy pacjentce łyżeczkowanie (popularnie nazywane “zabiegiem”). Niektórzy księża mogą mieć wtedy skojarzenia z aborcją ze względu na to, iż jedną z metod dokonywania aborcji jest właśnie łyżeczkowanie (ale dotyczy to wtedy żywego dziecka, w przeciwieństwie tego, co dzieje się przy poronieniu), także często aborcję nazywa się “zabiegiem”. Jeśli po poronieniu kobieta mówi, że miała łyżeczkowanie, zabieg, nie należy traktować jej jako tej, która miała aborcję. (Być może są to oczywistości, ale lepiej napisać za dużo niż za mało.)

Trudno też nie wspomnieć o sytuacjach ekstremalnych, gdy np. dochodzi do pęknięcia pęcherza płodowego, zaczyna się zakażenie wewnątrzmaciczne (sepsa) a tym samym zagrożenie życia matki. Lekarze wtedy najczęściej proponują (lub bez pytania) rozpoczynają akcję poronną/wywoływanie porodu. O realnych szansach dla dziecka mówimy dopiero od 24tc. Podobnie, gdy dziecko jest śmiertelnie chore i dalsze przedłużanie ciąży również niesie ryzyko utraty życia przez matkę.

Kolejna bolesna sprawa, to szukanie przyczyn, czy sprowadzanie poronienia li tylko do wcześniejszej aborcji lub korzystania ze środków antykoncepcyjnych. Niestety o poronieniu na portalach katolickich można przeczytać tylko i wyłącznie w kontekście wcześniej wykonanej aborcji. Także o nieprawidłowościach chromosonalnych czy wadach genetycznych dziecka jako konsekwencji przyjmowania środków hormonalnych. Takie informacje przyczyniają się do opinii, że tak naprawdę doszło do straty ciąży poniekąd z własnej winy. Często spotkamy się z historiami rodzaju: „ksiądz tylko zaczął mówić o eksperymentach, które kobiety robią na sobie od przedszkola oraz o pigułkach – a potem się dzwią, że muszą przez 9 miesięcy ciązy leżeć”, “cały problem w rozmowie sprowadzono do łykania środków antykoncepcyjnych przez kobiety”. Takie opinie dla kobiet, które nie miały aborcji, nie używały mechanicznych środków wczesnoporonnych, nie brały środków hormonalnych (nie współżyły przed ślubem, nie przechodziły na czerwonym świetle itd. itp.) są szczególnie bolesne. Czytając wypowiedzi takie jak powyżej przypomina się tu scena z Ewangelii, gdy przyprowadzono do Jezusa kobietę pochwyconą na cudzołóstwie – formalnie według Prawa zasłużyła na śmierć… Jakie jest zakończenie tej Ewangelii – wiadomo. Dobrze, jeśli w rozmowach nt. poronień ta druga strona nie ma kamieni w ręce.

Dla niektórych małżeństw strata dziecka jest takim wydarzeniem, które niszczy ich jedność prowadząc do rozpadu małżeństwa. Odmienność w przeżywaniu żałoby, niechęć do mówienia, czy pamiętania o dziecku w postawie szczególnie panów, trudności pojawiające się u żony mimo upływu czasu, brak wsparcia ze strony męża, mogą prowadzić do niezrozumienia, obarczania się wzajemnie winą, coraz większym oddaleniem emocjonalnym, w ostateczności do odejścia od siebie.

Niezrozumienie przez otoczenie uczuć rodziców, często nietrafione słowa, trauma szpitalna, trudny powrót do pracy, bagatelizowanie problemu czy nierealne oczekwiania, “że już powinnaś/powinniście skończyć”, rodzi bunt, niezgodę na takie zachowania. Często, co jest trudne, rodzice po stracie mają komu i co przebaczać. Problem poronień w naszym społeczeństwie nadal jest tematem tabu. Wciąż zadziwia brak pomocy psychologicznej, grup wsparcia, podejścia w szpitalach, które pomogłoby przejść przez ten trudny moment w życiu. Podobnie najbliżsi członkowie rodziny, często nieświadomie, zadają najwięcej bólu.

Jeśli szpital był traumą, to mogą pojawić się, szczególnie u kobiety, problemy ze współżyciem. Jedną z przyczyn może być poczucie ingerencji w godność kobiety (przywiązane nogi, ręce do fotela, roznegliżowane ciało przy wielu osobach personelu medycznego, duża ilość badań ginekologicznych w krótkim okresie czasu itd.), inną strach przed kolejnym poczęciem. Ciąża zamiast ze szczęśliwymi narodzinami kojarzy się tylko z tragedią, oschłością czy wręcz chamstwem personelu medycznego.

Przygotowaniom do kolejnej ciąży jak i jej samej może towarzyszyć lęk. Wiedza o tym, co się może stać, świadomość, że można zrobić b. wiele i tak nie obronić się przed następną stratą, zatruwa radość oczekiwania na dziecko. Po pierwszym poronieniu można jeszcze liczyć na statystyki, że limit nieszczęść się wyczerpało, po kolejnych żaden lekarz, kapłan, psycholog nie da pewności, że “tym razem będzie dobrze”. Z jednej strony strach może być przejawem braku zaufania do Boga, z drugiej – w sferze emocjonalnej – często niewiele można zrobić. Oskarżanie o brak wiary, gdy o nią naprawdę trudno, może być powodem kolejnego cierpienia.

U rodziców, którzy przeżyli wielokrotne poronienia może dojśc do sytuacji, w której w ogóle rezygnują z rodzicielstwa, decydując się na życie we dwoje. Z jednej strony jest to spowodowane strachem przed “przechodzeniem przez to jeszcze raz”, z drugiej odpowiedzialnością za poczęte życie – nie można w nieskończoność narażać kogoś na śmierć. Proponowanie adopcji na wczesnym etapie żałoby może spowodować dodatkowy ból. U niektórych rodziców mogą pojawić się wyrzuty sumienia z powodu takiej podjętej decyzji, nakłada się na to dość często powtarzana opinia, że “Kościół zaleca mieć dużo dzieci”. Warto wtedy przypomnieć słowa z Encykliki Pawła VI “Humane vitae”: Jeżeli zaś z kolei uwzględnimy warunki fizyczne, ekonomiczne, psychologiczne i społeczne, należy uznać, że ci małżonkowie realizują odpowiedzialne rodzicielstwo, którzy kierując się roztropnym namysłem i wielkodusznością, decydują się na przyjęcie liczniejszego potomstwa, albo też, dla ważnych przyczyn i przy poszanowaniu nakazów moralnych, postanawiają okresowo lub nawet na czas nieograniczony, unikać zrodzenia dalszego dziecka. (HV, 10)

Nietrafione słowa

Po poronieniu najczęściej zadawane pytanie to: dlaczego? Niektórzy starają się zbyt szybko znaleźć łatwe odpowiedzi. Bóg tak chciał…, widocznie za mało się modliliście…, to jeszcze nie wasz czas…, będziecie mieć następne…, to nie jest to, co może pomóc. Zresztą nie ma tu gotowych recept. Do każdego trafia coś innego. I trzeba pamiętać o tym, że przychodzą ludzie z różnym poziomem wiary. Są też tacy rodzice, dla których strata dziecka jest próbą, której ich wiara nie udźwignie.
Poniżej znajduje się garść przykładów, które przyniosło życie, niestety.

Dziecko było nieochrzczone, może jednak się uda, aby trafiło do nieba. A ubranka po nim przydadzą się jakiejś wielodzietnej, patologicznej rodzinie. Powinniście się cieszyć, że wasze nieszczęście uczyni czyjeś życie łatwiejszym.

Nie martw się, nie płacz, będzie następne.

Widocznie tak musiało być.

Spotkała was wielka łaska.

Na msze to się nie chodziło, w życiu kościelnym nie uczestniczyło, a teraz jak trwoga to do Boga co? Ja tu nie mam żadnych dokumentów, sami ją sobie chowajcie.

Dostarczyliśmy księdzu w dniu pogrzebu taką karteczkę ze szpitala, na której napisano, ze mała została ochrzczona z wody przez rodziców.Nie mieliśmy po Martynce żadnych rzeczy – a więc to był jeden z nielicznych „skarbów”, który dotyczył mojej jedynej córeczki. Po pogrzebie mąż poszedł do księdza z prośbą o tę karteczkę. Ksiądz powiedzał, ze ona jest już niepotrzebna i wyrzucił ją do śmieci…

Wieczorem zajrzał ksiądz i się zapytała „komunia? ostatnie namaszczenie?” nie byłam w stanie się odezwać…. (w szpitalu)

Ksiądz wszedł z Komunią i pierwsze pytanie, jakie zadał, to czy wszystkie zabiegi się udały? Mój “zabieg” polegał na wyciągnięciu ze mnie martwego dziecka (11tc). O jakim udaniu mieliśmy mówić? Że przy okazji lekarze nie posłali mnie za synkiem? Po tym pytaniu (pewnie zupełnie nieświadomym) nie byłam w stanie zupełnie z nim rozmawiać.

widać tak było pisane i nie ma co beczeć, tam jej będzie lepiej(czyli ze mną- źle??)…No i oczywiście- młoda jesteś będziesz miała dużo dzieci(no i mam, tylko że 3 zabrał Bóg, a i o ostatnie z Nim walczę…) Gdy Mateuszek miał kolejne operacje, gdy kolejne wady, choroby stwierdzano- szłam do kościoła, pogadać sobie, kiedys przy spowiedzi ksiądz mi powiedział- no to dużo nagrzeszyłaś skoro Bóg tak Cie pokarał…

Jakiś czas temu poszłam do spowiedzi. Mówię księdzu o tym co mnie spotkało i jak bardzo mi ciężko. A on tak do mnie: – długo będziesz przerabiać ten temat, czy coś jeszcze? Powiedziałam , że nie i odeszłam zalana łzami od kratek konfesjonału.

 

Zobacz też:
słowa, które nigdy nie powinny paść z ust księdza – z forum.gazeta.pl/poronienie