nie mówcie nam o aborcji

Dla księży i nie tylko

Proszę, gdy rozmawiamy o poronieniu, nie mówmy o aborcji. Bez trudu potrafimy zauważyć różnicę pomiędzy szczęśliwymi narodzinami dziecka, a tymi przegranymi, gdy się rodzi martwe – bez wysyłanych sms-ów, pierwszych zdjęć, pierwszego krzyku, bez nagrody za ból rodzenia… Choć i tu i tu rodzi się dziecko, to różnica jest kolosalna. Podobnie pomiędzy poronieniem a aborcją. Choć i tu i tu umiera dziecko przed narodzeniem, to różnica jest kolosalna.

Dlaczego, gdy mówię o moich zmarłych dzieciach, którym nie dane było się narodzić, o nienarodzonych, zawsze od księży prędzej czy później słyszę o aborcji? Jakby słowo “nienarodzony” wiązało się bezpośrednio i jedynie tylko z tym. A przecież co roku w Polsce roni swoje dziecko 40 000 kobiet. W przeważającej większości to te, które czekały na narodziny, które wiązały plany z tym nowym życiem na całe swoje życie, które chciały przyjąć i wychować to dziecko. Dla których poronienie jest tragedią.

Po poronieniu siadam do internetu i szukam tam informacji na temat tego, co się stało. Medycznych nie potrzebuję, a trafiam prawie tylko na takie. A ja po prostu chcę wiedzieć, jak mam o tym rozmawiać z moim mężem, dzieckiem… Jak rozmawiać o tym z Bogiem? We wszystkich portalach katolickich wpisując hasło “poronienie” wyskakują tylko artykuły o aborcji. Bolesne. Mnie to nie dotyczy. Tekstów o poronieniu bez słowa aborcja niestety nie znajduję.

Sięgam do książek wydawanych w środowiskach pro-life dotyczących życia płodowego. No tak, całe rozdziały o aborcji, pomocy psychologicznej kobiecie po i pojedyncze zdania o poronieniu. Albo wymieniane jednym tchem z aborcją. Jeśli usunięte dziecko miało czynnik Rh, a matka Rh-, to w czasie aborcji może dojść do kontaktu krwinek dziecka z krwią matki i powstania w jej organizmie przeciwciał anty-Rh. Można temu zapobiec, podając matce Rh(-) po aborcji lub poronieniu samoistnym… Dalej nie czytam. To zestawienie obok siebie boli.

Proszę księdza pracującego w mojej parafii o tekst na stronę nt. poronień. Powtarzam ze trzy razy, żeby nie było wątpliwości, żeby nie było słowa o aborcji. Kilka dni później telefon, przejrzałem wszystkie portale katolickie i wszędzie piszą tylko o sztucznym poronieniu albo o poronieniu jako konsekwencji wcześniej wykonanej aborcji… Słyszę zdziwienie w głosie, że tak jest. Mnie już nie dziwi.

Dzwoni koleżanka, dziennikarka jednego z tygodników katolickich. W Adwencie szykujemy numer o poronieniach i aborcji… czy nie chciałabyś podzielić się swoimi doświadczeniami? Po rozmowie udaje się odnieść mini-sukces, tekst o poronieniach będzie przed Bożym Narodzeniem, o aborcji w Wielkim Poście.

Na pytanie, gdzie jest teraz moje dziecko, słyszę odpowiedź: w encyklice Evangelium Vitae papież mówi o dzieciach abortowanych, że są w Bogu. Wiem, że przez analogię mogę mieć nadzieję, że moje dziecko jest w Bogu, tylko dlaczego znów jedna sytuacja jest zestawiana z drugą, czyniąc niejako znak równości?

Rozmawiam ze znajomym księdzem o poronieniach, do tego trudnych sytuacjach: ciąży pozamacicznej, gdy dziecko żyje; gdy zaczyna się zakażenie wewnątrzmaciczne np. w 17tc (dziecko nadal bez szans na przeżycie) a lekarze proponują wtedy terminację ciąży lub bez pytania zaczynają akcję poronną/porodową, żeby móc ratować choć to jedno życie… Zbyt wielu historii takich się nasłuchałam i z całym bólem wiem, że się zdarzają nie tylko w teorii. Pytam, co ty mówisz wtedy przy spowiedzi? Ostatnio spowiadałem kobietę po aborcji…

Rozmowa z kolejnym kapłanem. Mówię, że nie ma w ogóle żadnej pomocy duszpasterskiej rodzicom po poronieniu. Poza jedną stroną internetową ze świadectwami osób po tragedii, żadnych informacji w książkach, broszurach na temat jak sobie radzić po śmierci dziecka, które zmarło przed urodzeniem. Wie pani, środowiska kościelne boją się tego ruszać ze względu na bliskość tematu aborcji.

Strona internetowa jednego z seminariów duchownych. Artykuł – dość obszerny – o aborcji. W rodzajach aborcji w punkcie pierwszym czytam Aborcja spontaniczna (poronienie)…. Ja rozumiem, że kalka z łaciny, angielskiego, ale jest to kompletne pomylenie pojęć. Boli do dziś.

15 października przypada Dzień Pamięci Dzieci Utraconych. Zamawiam Mszę za zmarłe dzieci na szesnastego, w 27 rocznicę wyboru Jana Pawła II. Ksiądz, który przyjmuje intencję mówi no tak, Papież całe życie walczył o życie takich dzieci… Wiem, Papież całe życie mówił o prawie do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Tylko, że moje dzieci zmarły śmiercią naturalną przed narodzeniem. Nie wiem, czy o ich życie w tym sensie też walczył Papież. Dlaczego nienarodzony oznacza dla tylu osób w środowisku kościelnym abortowany? Dlaczego skojarzenie tylko z jednym…

15 października, jedna z Mszy za zmarłe dzieci, które zostały odprawione w kilku miastach Polski. Intencja: za zmarłe dzieci i ich rodziców. Przed Mszą ksiądz w zakrystii jeszcze się “upewnia” tu chodzi o dzieci zmarłe w wyniku aborcji, prawda?

Dlatego proszę, gdy mówimy o poronieniu, nie mówmy o aborcji.

m.

ps. Czasam na forum lub na nasza skrzynkę przychodzą listy od młodych dziewcząt w ciąży, co zrobić, aby poronić. Pytanie zupełnie nie na miejscu do kobiet, które bardzo chciały urodzić dziecko.