Jak przeżyć okres Świąt Bożego Narodzenia?
Co się stało
Piszę te słowa z punktu widzenia teoretyka a nie praktyka - przede mną dopiero pierwsze święta po stracie dzieci. Gdyby mi ktoś rok temu, w Gwiazdkę, powiedział, co się stanie w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, to bym nie uwierzyła, że ja to przeżyję i że nie wyląduję w zakładzie bez klamek. Nasz synek miał już skończony rok i myśleliśmy sobie, że bardzo dobrze by się stało, gdyby na jego drugie urodziny pojawił się kolejny maluszek w naszej rodzinie. Takie życzenia składaliśmy sobie z mężem przy wigilijnym stole. Marzenia, plany to jedno, a życie jakże często przynosi zupełnie nieoczekiwane rozwiązania. Zdawałam sobie sprawę, że czasami na dziecko trzeba poczekać - że natura rządzi się swoimi prawami. Nie wiedziałam, że to, co przyniesie nam los, będzie aż tak nieoczekiwane.
W lutym okazało się, że spodziewamy się dziecka. Miesiąc po wykonaniu testu zaczęło się plamienie a wizyta w szpitalu i badanie USG rozwiało wszelkie nasze nadzieje. Dziecko już się nie rozwijało. W maju znów test ciążowy wyszedł pozytywny. Nie wierzyliśmy własnym oczom, byliśmy przekonani, że psychika po stracie nam "siądzie" i będziemy na kolejne dziecko znów długo czekać. Pół roku po Wigilii - badanie USG. To był koniec pierwszego trymestru, od tego badania mieliśmy rozgłaszać "całemu światu", że znów będziemy rodzicami - i znów koniec naszych marzeń. Ludzikowi nie biło serduszko.
Moja żałoba jeszcze trwa. Jeszcze płaczę za tymi dziećmi. A tęsknić chyba nie przestanę do końca życia. I wiem jedno - nie potrafię zapomnieć, wymazać tych tygodni oczekiwania na dzieci z pamięci, co więcej nie chcę. Nie potrafię sobie powiedzieć, że tych dzieci nie było - były, ich obecność była realna i... jest taka do dziś. Są obecne w moich myślach, w naszych rozmowach z mężem, w modlitwie. Nawet nie staram się w myśl "dobrych" rad zapomnieć - w moim przypadku jest to niewykonalne.
Do wigilijnego stołu siądę razem z moimi dziećmi
Skoro ta tęsknota za dziećmi, ból, są w moim sercu, postanowiłam "zaprosić" je do wigilijnego stołu. Mam trochę łatwiej, bo Wigilię spędzamy tylko w naszej małej rodzince i wszelkie, dla innych dziwactwa, zostaną między nami. Tym, którzy spędzą ten czas w gronie najbliższych, wśród których nie mówi się o stracie, nie wspomina się z miłością "tych" dzieci, będzie pewnie trudniej, ale może niektóre pomysły uda się wykorzystać.
Chcę przygotować zabawki na choinkę "dla" dzieci. Takie, które będa tylko "ich". Czasami przecież mamy jakąś bombkę, świecidełko, drobiazg, z którym wiąże się jakaś historia, anegdota. Może jest to pierwsza zabawka, która tylko dla nas przyniosła jakaś ciocia? Może zabawka przekazywana kolejne pokolenie? Jeszcze nie wiem, co to będzie... Najprawdopodobniej aniołki z wypisaną datą śmierci dzieci. Może coś innego. Ale wiem, że takie, które będą w jakiś sposób mówić mi o moich zmarłych dzieciach.
Przy wigilijnym stole zostanie pusty talerz. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie wielość znaczeń tego symbolu - dla wędrowca na znak naszej gościnności, dla nieobecnych z naszych rodzin, którzy nie mogą być z nami, w końcu dla tych bliskich, których nieobecność będzie już trwać na zawsze tu na ziemi - dla zmarłych, o których pamiętamy tego dnia. Dla nas, w tym roku szczególnie naznaczonym śmiercią, będzie znakiem nieobecności Maluszków. Chcę to miejsce udekorować gałązkami świerku, w który wplecione będa różowe i niebieskie wstążki. Niech ta moja żałoba taka właśnie będzie - kolorowa a nie czarna. Być może sami założymy takie wstążki... nie wiem.
Na pewno w modlitwie tego dnia będziemy się modlić i za nie - szukam jeszcze jakiejś formuły na ten dzień, żeby z jednej strony wyrazić naszą miłość do nich i jednocześnie radość z tego, że Bóg się rodzi.
Jest wiele pięknych kolęd - i już wiem, że przy niektórych zwrotkach będe je śpiewać także z myślą o moich dzieciach. Ot choćby ta:
lulajże, wdzięczniuchny świata kwiateczku...
Co może sprawiać trudność?
Ta żałoba jest naszą wspólną drogą z mężem i synkiem... Dzięki temu łatwiej. Nie musimy pewnych spraw tłumaczyć - przeżywamy je podobnie. Gorzej bywa z rodziną czy przyjaciółmi. Kilka dni temu miałam okazję uczestniczyć w "opłatku" w gronie znajomych. I było trudno. Jakoś wszyscy wpadli na pomysł, żeby w czasie życzeń mówić mi o poronieniach - tylko, że ani w marcu, ani w czerwcu mało kogo z nich było stać na jakiekolwiek słowa. Temat tabu. I to było przykre. Wiem, że mieli dobre chęci - tylko życzenia te były z serii "nietrafionych pocieszeń". Ot na przykład, abyśmy doczekali się drugiego dziecka. Z rozpędu powiedziałam, że czekam na czwarte. To przekreślanie obecności "tamtych" dzieci przez społeczeństwo (chyba nie przesadzam) - boli. Rozumiem tych, którzy składają życznia - z jednej strony nie chcą wpaść w banały (zdrowia, szczęścia, pomyślności...), z drugiej - próby sformułowania sensownych życzeń mogą okazać się dla nas bolesne. I z tym trzeba się liczyć. Nie wiem, czy przemilczać, czy tłumaczyć...
Przez wiele tygodni po poronieniu nie potrafiłam przejść obojętnie obok "cudzej" ciąży - zazdrościłam. Dlaczego mi się nie udało? Teraz już spokojnie patrzę na czyjąś radość. Ale widok na betlejemską szopkę, na Tych, którym się udało - też może być bolesny. Co wtedy zrobić? W tym szczęściu dostrzec ubóstwo groty, nienawiść Heroda, ucieczkę do Egiptu z małym dzieckiem... zobaczyć zapowiedź śmierci na Krzyżu. I może stanąć tam, razem z Maryją, która przeżywa straszną śmierć swojego Dziecka. To propozycja dla wierzących... nie wiem, co doradzać tym, którzy nie wierzą, albo mało wierzą... nie wiem.
Podsumowanie
Nie potrafię zapomnieć. Chyba również dlatego, że chcę pamiętać. I choć dla otoczenia to było "tylko poronienie" - dla mnie to było i jest odejście moich dzieci, które kochałam jeszcze przed poczęciem i kocham także po śmierci. Mamą nie przestałam być tylko dlatego, że tak się potoczyło nasze życie. W święta również. A prezentem dla dzieci niech się stanie Mama, która potrafi popatrzeć na swoje lewe ramię i wysłać w tamtym kierunku najpiękniejszy uśmiech, w którym będzie zapisane wszystko to, co chcieliśmy powiedzieć dzieciom, a co nie było nam dane.
Zobacz też: Dealing with the holidays after a miscarriage - artykuł z serwisu BellaOnlineżyczenia i płacz - post na forum.gazeta.pl/poronienie