Olsztyn. Osieroceni rodzice uczcili pamięć swoich zmarłych dzieci

Znicz na grobie, którego nie ma

Jest zimny, ale słoneczny jesienny dzień. Starówka to wymarzone miejsce na rodzinne spotkanie. Rodzice, którzy stracili dzieci i na forum strony Stowarzyszenia Rodziców po Poronieniu na codzień ze sobą rozmawiają, tworzą rodzinę. I tak jak ona wspierają się i wspólnie w Dniu Dziecka Utraconego chcą uczcić pamięć swoich najbliższych.

Na olsztyńskiej starówce kilka osób rozbija namiot przy fontannie. Potem ustawiają stolik, kilka krzeseł, stojak na ulotki, obok mocują niebieskie i różowe baloniki. Zdziwieni przechodnie ciekawie podchodzą do stoiska... Pytają z uśmiechem czy będzie tu koncert lub przedstawienie. Gdy słyszą odpowiedź, że odbędzie się tu spotkanie dla rodziców zmarłych dzieci, szybko i bez słowa odchodzą... nie pytają już o nic więcej.

Ale wśród grupki zebranych nie ma czasu na rozmyślanie na ten temat. Na stole rozkładane są ulotki i talerzyki z ciasteczkami. Pojawia się kilka osób, najpierw nieśmiało krążących przed namiotem, a potem powoli włączających się w rozmowę z organizatorami. Pojawia się miejscowa telewizja, kilka krótkich rozmów, nagranie.

Organizatorów zaskakuje wizyta małego chłopca, który przeglądając ulotki, pyta najprościej na świecie: „Komu takie spotkanie ma pomóc? Czemu służyć?”. Pada krótka odpowiedź: „To spotkanie czci pamięć naszych zmarłych dzieci, puszczenie baloników będzie zapaleniem zniczy na grobach, których nie ma...”. Po chwili malec chwyta za mazak i zastanawia się w skupieniu co ma napisać na balonie. „Nie znam żadnego dziecka, które umarło, co mam napisać? pyta. Wreszcie na baloniku rysuje aniołka, wielkie serce i pisze: „Dla wszystkich zmarłych dzieci”. W oczach jeden z kobiet pojawiają się łzy.

W samo południe kilkanaście zebranych osób puszcza do nieba balony z imionami swoich dzieci, lub utraconych pociech swoich najbliższych. Na tle słonecznego nieba wyglądają jak perełki, jak najdroższe kamienie.

W duchu każdy kieruje do swego dziecka kilka ciepłych słów i dziękuje, za wspólnie spędzony krótki czas. Bo pamięć o zmarłym dziecku nie musi niszczyć. Bo śmierć jest końcem życia, ale nie końcem miłości.

Przez kilka chwil z zadumą patrzą w niebo, czy wiadomość jak bardzo są kochane dotrze do tych maleństw, które odeszły. Ten moment to dla wielu osób łzy i wzruszenie... Miejmy nadzieję, że to początek tradycji takich spotkań na Warmii i Mazurach.

Justyna jaskólska-Kurpiecka
październik 2009


(c) 2004-2005 www.poronienie.pl.