Dlaczego osobno?
Na początek
Z założenia, gdy tworzyłyśmy serwis miało w nim słowo 'aborcja' sięnie pojawiać. Dlaczego?
Bo to różne wydarzenia
Dla kobiety, która pragnęła dziecka, oczekiwała na jego narodziny, która robiła plany związane z dzieckiem informacja od lekarza, że ciąża się nie rozwija jest szokiem i powoduje ból. W sytuacji, gdy się chciało urodzić dziecko, poronienie to jedna z największych tragedii, bo dotyczy śmierci dziecka. Nie na darmo mądrość ludowa mówi, że najtrudniej stanąć nad grobem własnego dziecka. Przy aborcji - która także jest bolesnym doświadczeniem w życiu kobiety - dochodzi do śmierci dziecka, w efekcie podjęcia konkretnych decyzji przez jego matkę.
Bo oferujemy inną pomoc psychologiczną
Sięgając do książki ś.p. prof. Fijałkowskiego “Ku afirmacji życia” (s.170) możemy przeczytać: Całokształt terapii zespołu poaborcyjnego, dokładniej opracowany w odniesieniu do kobiety, obejmuje następujące elementy:
- uznanie, że było się stroną w zabiciu poczętego dziecka
- uzewnętrznienie bólu związanego ze stratą dziecka
- uzyskanie od Stwórcy przebaczenia i przywrócenia tą drogą akceptacji własnej osoby
- wybaczenie samej sobie i
- nawiązanie dialogu z dzieckiem i wyrażenie prośby o wybaczenie z jego strony.
Specjaliści zajmujący się pomocą osobom po poronieniu, czyli niezawinionej śmierci dziecka, podkreślają, że ważnym elementem w procesie emocjonalnego zdrowienia kobiety jest zdjęcie z niej poczucia winy. (por. “Charaktery” 10/2004, “Pożegnanie z fasolką” , Izabela Barton-Smoczyńska).
Bo to rani
Zestawianie dwóch sytuacji w jednym artykule, nawet jeśli odnosi się tylko do jednego zdania, jest raniące dla kobiet po poronieniu. Początkowy okres żałoby jest dla nich szczególnie trudny i dlatego nie dokładajmy dodatkowego, naprawdę zbędnego, cierpienia.
Rozumiem, że prośba ta dla dziennikarza, który problem zna tylko z teorii może być niezrozumiała, ale wystarczy przejrzeć fora internetowe, gdzie kobiety piszą jak bardzo bolesne jest dla nich jedno zestawienie z drugim. Sytuacja zewnętrznie może wyglądać podobnie - i tu i tu mamy zmarłe przed narodzeniem dziecko, ale na tym podobieństwa się kończą.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego jakiekolwiek zestawienie tych dwóch wydarzeń staje się bolesne - chodzi o całą atmosferę, jaka jest wokół działaczy polskich grup pro-life. “Wydaje się jednak, że na razie w działaniach przeciw aborcji ciągle jesteśmy na etapie negatywnego myślenia: pochody, transparenty, plakaty, czasem trochę krzyku (telewizja z upodobaniem pokazuje jakieś wykrzywione w złości twarze), to nie są argumenty za życiem” (List 3/98, o. Jacek Pleskaczyński, jezuita). I choć słowa te zostały napisane ponad 10 lat temu i jakieś zmiany widać, to obawiam się, że ich wymowa jest w dużej części nadal aktualna.
Bo wpędza w poczucie winy
Otoczenie najczęściej w kobiecie szuka przyczyny poronienia w jej przygotowaniu i zachowaniu w trakcie ciąży. Wiele kobiet po poronieniu boryka się z bezpodstawnym poczuciem winy za to, co się stało. Zestawiając obie sytuacje - zawinionej i niezawinionej straty dziecka - wracają pytania o własną winę. Praca, którą musi wykonać osoba po poronieniu, aby pozbyć się poczucia winy, jest niekiedy ogromna i utrudniona, gdy trafia się w jednym artykule na sytuacje poronienia i aborcji.
Bo ocena moralna jest inna
Ocena moralna obu sytuacji jest inna. Tego nikomu nie trzeba wyjaśniać. Bez względu na jej powody ocena moralna aborcji, jest negatywna. Poronienie natomiast jest moralnie obojętne. Kobieta nie przyłożyła ręki do śmierci dziecka. Po prostu z medycznego punktu widzenia, nie zawsze jesteśmy w stanie pomóc.
Czy razem pisalibyśmy o akcie małżeńskim (seksie małżeńskim) i gwałcie? Z fizycznego punktu widzenia jedna sytuacja nie różni się od drugiej.
Czy razem w mediach katolickich pojawi się opis przeżywania celibatu przez kapłana wraz z przedstawieniem sytuacji osoby o skłonnościach homoseksualnych, która chcąc żyć zgodnie z sumieniem (ukształtowanym na podstawie nauczania Kościoła Katolickiego) decyduje się na życie w czystości? Myślę, że niejeden ksiądz byłby obruszony, gdyby nazywać obie sytuacje celibatem. Podobnie, nie uświadczy się w kościele modlitwy za księży i homoseksualistów o wytrwanie jednych i drugich w czystości.
Być może są to skrajne przykłady, ale może ukazanie ich z zestawieniami poronienie/aborcja otworzy niektórym oczy na bezsens takich zlepek.
Szukanie przyczyn
Naturalnym odruchem po poronieniu jest szukanie przyczyn medycznych tragedii. Widać to szczególnie w sytuacji wielokrotnych poronień. Lekarze zlecają wtedy różne badania, aby znaleźć przyczynę śmierci dziecka. Przy aborcji szukanie medycznej przyczyny jest bez sensu - ta jest znana.
Odpowiedź na pytanie “dlaczego?”
Po śmierci dziecka pojawiają się pytania “dlaczego?”, “dlaczego ja?”, “dlaczego moje dziecko?”. Zazwyczaj przy poronieniu, martwym porodzie czy śmierci w ogóle pytania te należące do kategorii egzystencjalnych zostają bez odpowiedzi. Bo przecież inne dzieci się rodzą i jest to dla wszystkich normalne. Dlaczego inne kobiety rodzą, a ja ronię, gdy tak bardzo chcę być mamą? I co zawiniło niewinne dziecko, że nie było dane mu się narodzić?
Przy aborcji - jak bardzo jest to bolesne wydarzenie - zazwyczaj znany jest ciąg wydarzeń, który doprowadził do tej sytuacji i pytania te znajdują jakieś wytłumaczenie.
Bo rozmywamy ocenę moralną
Zestawiając poronienie i aborcję mogą zaistnieć podświadomie u czytelnika dwie sytuacje: albo ocenę moralną aborcji przerzucamy na poronienie i wtedy zaczynamy odbierać poronienie jako moralnie złe albo odwrotnie, ocena moralna poronienia przerzucana jest na aborcję i komunikat, który otrzymuje czytelnik jest taki, że aborcja jest moralnie obojętna.
Podobnie dzieje się gdy aborcję nazywamy sztucznym poronieniem albo poronienie aborcją spontaniczną.
Bo personel medyczny nie potrafi pomóc
Jeszcze kilkanaście lat temu (a na pewno 20 czy 30) aborcja w polskich szpitalach była traktowana jako metoda regulacji narodzin dzieci. Zdarzało się, że przed tym samym gabinetem zabiegowym czekały pacjentki do aborcji, jak i przeżywające poronienie. Być może wpływa to na postawę obecnego personelu medycznego, który w sytuacji poronienia ucieka w milczenie. Według danych rządowych średnia wieku polskich położnych to ok. 40 lat, tym samym przeważają kobiety z dłuższym stażem pracy, które pamiętają atmosferę, gdy nie obowiązywała ustawa o ochronie płodu w obecnym jej kształcie.
Pacjentka trafiając do szpitala zazwyczaj nie jest informowana o niczym: ani o przebiegu poronienia (jak wygląda od fizycznej strony), ani o badaniach ani o wykonanym zabiegu łyżeczkowania macicy. Tej wiedzy z polskich poradników ciążowych się nie uzyska. Niewiedza pacjentki nakręca tylko strach kobiety.
Personel medyczny ucieka w milczenie, bo często nie stać lekarza czy położnej na słowa typu dziecko, płód, łyżeczkowanie. Cała informacja, jaką otrzymuje pacjentka to zdawkowe: zrobimy pani zabieg. Dla kobiety, która przeżywa poronienie swojej pierwszej ciąży, dla której często pobyt w szpitalu jest pierwszym w ogóle w życiu, taka atmosfera przyczynia siędo dodatkowej traumy.
Bo ksiądz w konfesjonale zaczyna o aborcji
Problemem jest również nieprzygotowanie polskiego duchowieństwa do pracy z rodzicami po stracie dziecka. Wielu rodziców zgłasza nam bolesne komentarze do ich sytuacji, które zostały wygłoszone przez kapłana. Mimo często podkreślanej godności dziecka poczętego w środowisku kościelnym zadziwia ilość opracowań dotyczących aborcji przy praktycznym braku jakichkolwiek materiałów duszpasterskich, które odnosiłyby się do niezawinionej śmierci dziecka przed narodzeniem.
Zdarzają sięprzypadki, że ksiądz w konfesjonale słysząc o poronieniu traktuje penitentkę jak osobę po aborcji. Albo daje porady z serii: ciesz się, że to nie aborcja. Jakby było rzeczywiście się z czego cieszyć.
Bo nie zgadzamy się na przedmiotowe traktowanie naszych dzieci
Zmarłym należy się szacunek. To niby oczywiste. Choć w przypadku dzieci zmarłych w wyniku poronienia niekoniecznie. Zdarza się bowiem, że historie ich krótkiego życia, a nawet ich ciałka są instrumentalnie wykorzystywane do kampanii antyaborcyjnych. Czy ktoś zgodziłby się, by pogrzeb jego babci wykorzystać na przykład do pikiety pod hasłem „Dbajmy o emerytów?”. Raczej nie.
Na zakończenie
Gdy rok temu tygodnik “Niedziela” z okazji Dnia Dziecka Utraconego opublikował niewielki fragment naszej informacji prasowej wraz z dużym artykułem o życiu po aborcji, opadły nam ręce. To nie chodzi o to, że dzieci z aborcji nie wpisują się w Dzieci Utracone, Dzieci Zmarłe. Problem polega na tym, że choć w Kościele i mediach katolickich problem aborcji jest poruszany stosunkowo często, tak temat niezawinionej śmierci dziecka - czy to w trakcie ciąży czy na późniejszym etapie życia - bardzo rzadko, zazwyczaj z inicjatywy osieroconych rodziców. Nie dziwi więc potrzeba rodziców w żałobie - a tylko ten, kto był w takiej sytuacji wie, jak ona jest trudna - aby choć jeden dzień, jedno kazanie czy jeden artykuł poświęcić ich problemowi, który jest tak inny od sytuacji osób, które dokonały aborcji. Potrzeba pomocy rodzicom jest tym większa, gdy spojrzymy na statystyki: ponad 40 000 kobiet rocznie traci dziecko w wyniku poronienia, 2 000 dzieci rodzi sięmartwo a 5 000 dzieci nie dożywa 18. urodzin.
Do tygodnika “Niedziela” został wysłany list z prośbą o to by nie poruszać obu problemów razem. Odpowiedzi się nie doczekaliśmy. Jednak kilka miesięcy później na łamach tygodnika pojawił się artykuł o poronieniach bez odniesień do aborcji.
Prośba o to, by nie poruszać w jednym artykule tych dwóch kwestii, nie ma nic wspólnego z tym, czy ktoś jest za czy przeciw aborcji. Niestety takie spojrzenie nadal budzi niezrozumienie. Jeden z dziennikarzy katolickich mediów, ksiądz, powiedział nam, że będzie pisał o poronieniu i aborcji razem, bo jest za ochroną życia. Jakby istniał jakiś związek pomiędzy poruszaniem tych tematów w tym samym tekście, a byciem pro-life.
Czy kiedyś z dziennikarzami - głównie mediów katolickich - dojdziemy w tej kwestii do porozumienia?
Monika (wuchowa)wrzesień 2008
(c) 2004-2005 www.poronienie.pl.