KontaktKontakt
Wstazeczka15.10.
ForumForum
Polecamy Pamiętnik Ani Pamiętnik Ani(2) Ile mam dzieci? Prawo w pigułce Przygotuj się do szpitala Słowniczek łac-pol Pogrzeb - 9tc Nietrafione pocieszenia Informacje z regionów
Nasze projekty Warmia-Mazury (2010) Dobre praktyki (2009) Warmia-Mazury (2009) Kujawsko-Pomorskie (2008)
Nowości Wyzwanie Coś nas łączy ponad czasem Dzień Dziecka Utraconego Językowy obraz macierzyństwa Przypadkowe spotkania Wspierająca pomoc Hołd dla mojego dziecka Czy jeszcze przeżywasz? Anioł w deszczu Wbrew procedurom Baloniki (Lublin) Fotorelacja Baloniki (Olsztyn) Fotorelacja Pomóc tym, którzy pomagają Baloniki (Olsztyn) Jak znalazłam się w stowarzyszeniu? Rozmowa z Anią Baloniki (Kraków) Fotorelacja Miłość trudniejsza... Nasza historia Nie wolno się poddawać Jak to jest... Już nie jesteśmy tacy sami Urodziny 3 razy w roku Perspektywa Plotki o świętych Informacje z regionów Galeria Aniołów
Współpraca pomocrodzicom.pl Pol. Stow. Naucz. NPR Prawo i Medycyna

Natura wie lepiej

Z doktorem Jerzym Zwolińskim, ginekologiem-położnikiem, który pracuje w szpitalu im. Świętej Rodziny przy ul. Madalińskiego w Warszawie rozmawiała Jagna Kaczanowska.

Co dziesiąta ciąża kończy się poronieniem. Strasznie dużo!

Nie co dziesiąta. W praktyce można powiedzieć, że co druga.

Dlaczego jest tyle poronień?

Przyczyną większości (od 40 do 68 procent, powołuję się na badania zagraniczne) są anomalie chromosomalne. Chromosomy to struktury, które zawierają geny ułożone w odpowiednim porządku. Komórki człowieka zawierają garnitur 46 par chromosomów. Anomalia ma miejsce wtedy, gdy te chromosomy są inaczej poukładane lub jest ich inna liczba. Np. zespół Downa, gdy występuje dodatkowy, 21 chromosom albo Edwardsa – dodatkowy trzeci chromosom w 18 parze – to są właśnie aberracje chromosomalne.

Czy dzieci z takimi anomaliami mogą żyć?

W wielu przypadkach – nie. Przeprowadziłem w Polsce badanie dziesięciu pacjentek, u których ciąże obumarły we wczesnym stadium. Chciałem wiedzieć, ile z tych zarodków miało anomalie chromosomalne. Zrobiliśmy analizę kariotypu trofoblastu, czyli garnituru chromosomów – struktury, z której w przyszłości wytworzy się łożysko. Okazało się, że u każdego z tych dzieciaczków występował zestaw chromosomów, który nie dawał im szans na urodzenie. My nawet nie znamy niektórych nazw tych „zespołów”. Nie ma po prostu żyjących ludzi z takimi kariotypami. U ośmiu maleństw występowała tzw. mozaika – dziecko ma część chromosomów od matki, część od ojca, a część to jest jakaś zupełnie niesamowita mieszanka.

Skąd się biorą takie nieprawidłowości?

Nie wiemy. To nie są kwestie genetyczne. Muskowicydoza, fenyloketonuria – to są choroby genowe. Zespół Downa, Edwardsa – to są aberracje chromosomalne. Dlaczego powstają? Tak po prostu jest. W przypadku tych dziesięciu kobiet, które badaliśmy, kariotypy dzieci były zbliżone do kariotypów guzów nowotworowych.

Jak to?

Komórki nowotworowe tworzą się w naszym organizmie cały czas. Są na bieżąco niszczone. To jest oczywiście tylko hipoteza, ale wyobraźcie sobie taką sytuację, że we wczesnym stadium rozwoju zarodka gwałtownie rozwijające się komórki nowotworowe doprowadzają w efekcie do jego śmierci. To straszne! A jeśli to się będzie powtarzało przy kolejnych ciążach? Właśnie badanie kariotypu i stwierdzenie anomalii pozwala nam ustalić, że to dotyczyło tylko tego jednego dziecka. Kolejna ciąża nie jest obarczona ryzykiem z tego powodu.

Większość poronień jest spowodowana anomaliami chromosomalnymi. A pozostałe?

Przyczyną może być nieprawidłowa implantacja – jajo źle się zagnieżdża. Albo nieprawidłowości w budowie macicy, choć z rozwojem medycyny to coraz rzadsza przyczyna. Kolejna grupa to nieprawidłowości immunologiczne. Organizm kobiety identyfikuje dziecko jako obce białko, przeszczep, który się nie przyjął, i uruchamia procedury immunologiczne, które prowadzą w końcu do poronienia.

Może wszyscy rodzice po stracie powinni zrobić badania takiego kariotypu? Żeby wiedzieć, że to to?

To nie bardzo ma sens – jeśli i tak wiadomo, że w większości przypadków, bo tak wynika z danych, poronienie następuje z powodu anomalii. Takie badania nie są refundowane. Można je zrobić na własny koszt, ale... Ja miałem problem, żeby znaleźć wiarygodną firmę, która podejmie się takiej analizy i policzy za to 500 zł, a nie 1200. Więc często nie ma możliwości zrobienia takiego badania. Choć może przydałoby się – z jednej przyczyny. Oglądała pani „Twister”?

Ale to jest film o huraganach, nie o ciążach!

Jedna z bohaterek jest psychoterapeutką, pracuje w poradni, do której zgłaszają się panie, które nie mogą zajść w ciążę albo mają za sobą kilka poronień. My ciągle mało zwracamy uwagi na ten czynnik psychologiczny. A przecież stres, zastanawianie się, czy teraz też mi się to przydarzy? – nie sprzyjają dziecku. I dlatego, jeśli kogoś miałaby uspokoić informacja, że stracone dziecko miało anomalię chromosomalną, i że to nie jest dziedziczne – powinien zrobić takie badanie.

Wiele pań, które poroniły skarży się, że dla lekarzy stracona ciąża to nie jest powód do większej troski, zlecenia dodatkowych badań, gdy kobieta znów spodziewa się dziecka.

Jeśli za większość poronień odpowiadają wady w garniturze chromosomów, i to nie jest dziedziczne – co tu badać? A przypadki nawracających poronień są rzadkie. Ja zalecam paniom po poronieniu roztropność. Polska to nie pustynia. Można zrobić dziesiątki badań, zrujnować się, szukając jakiegoś duszka, którego się nie znajdzie. Znam kobiety, które zrobiły mnóstwo analiz, przyczepiły się do jednego wyniku nieco powyżej normy, w tym doszukiwały się przyczyny poronienia. I dopiero urodzenie dziecka te roztrząsania kończyło.

Mamy nie szukać przyczyny poronienia?

Wiele kobiet biega od lekarza do lekarza: „Idźmy jeszcze tu, zróbmy to badanie, tamto...”. Trzeba wybrać jednego lekarza, który nas poprowadzi, zleci analizy i będzie trzymała wszystkie wyniki, a nie szukać kolejnego doktora, bo kolejny krzywo popatrzył czy nie był współczujący. Nawet doświadczonemu lekarzowi zdarza się palnąć po ciężkim dyżurze głupotę. A pacjentka zaraz ucieka do innego.

Ale kobieta musi szukać informacji.

To jest tak jak ze studentami medycyny, którzy dostają podręcznik o internie: czytają i rozpoznają u siebie objawy każdej choroby. Moje pacjentki są wyedukowane. Zachodzą w ciążę, wchodzą do sieci i dostają jak obuchem w łeb. Same niebezpieczeństwa! A są i radości, dobre sygnały. Na tym trzeba się skupiać. Nawet, jeśli ma się za sobą jedno poronienie.

Dziękujemy Redakcji Olivii za możliwość umieszczenia tekstu na stronie oraz Mirlen za jego przepisanie
Zobacz też:
Pożegnanie z fasolką. Straciłam ciążę.