Ku pokrzepieniu
Jedynym lekarstwem na cierpienie może być tylko nasza ludzka solidarność. /ks. Jan Twardowski/DESIDERATA
Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj jaki pokój może być w ciszy. Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi. Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść. Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, albowiem, zawsze będą lepsi i gorsi od Ciebie.
Ciesz się zarówno swoimi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swoją pracę, jakakolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu. Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech Ci to nie przesłania prawdziwej cnoty. Wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu. Bądź sobą a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć: nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.
Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości. Rozwijaj siłę ducha by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla Ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie. Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla Ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.
Tak więc bądź w pokoju z Bogiem cokolwiek myślisz o jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są Twoje pragnienia: w zgiełku ulicznym , zamęcie życia zachowaj pokój ze swą duszą. Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny. Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy
Tekst znaleziony w starym kościele w BALTIMORE datowany w roku 1692
Holandia
" Jestem często proszona o to, aby opisać przeżycia związane z wychowywaniem niepełnosprawnego dziecka - aby moc wyobrazić sobie, jakie są to uczucia. To jest tak:Kiedy planuje się mieć dziecko, to jest tak jakby się planowało wspaniale wakacje do Włoch. Po miesiącach oczekiwania ten dzień nadchodzi. Samolot ląduje. Stewardesa przychodzi i mówi:
"Witamy w Holandii."
"W Holandii?" - pytasz.
"Jak to w Holandii? Ja miałam lecieć do Włoch! Ja powinnam być we Włoszech! Cale życie marzyłam o wyjeździe do Włoch!"
Ale była zmiana planu lotu. Samolot wylądował w Holandii i tu musisz zostać. Najważniejsze, ze nie zabrano cię do jakiegoś okropnego, brudnego miejsca, pełnego zaraz, głodu i chorób. To jest po prostu inne miejsce. Musisz kupić nowy przewodnik. Musisz nauczyć się nowego języka. I spotkasz wiele osób, których gdzie indziej byś nie spotkała.
To jest po prostu inne miejsce. Jest powolniejsze. Mniej rzucające się w oczy niż Włochy. Po jakimś czasie, kiedy złapiesz oddech i rozejrzysz się dookoła, zauważysz ze Holandia ma piękne wiatraki, Holandia ma tulipany. Holandia ma nawet Rembrandty.
Ale każdy, kogo znasz, jest "zajęty" wyjazdami do Włoch, i wszyscy chwalą się, jak wspaniale spędzili czas we Włoszech. I do końca życia Ty będziesz mówić: "tak, ja tam miałam pojechać; ja tak planowałam."
Ale jeżeli spędzisz cale swoje życie, użalając się od tego, ze nie pojechałaś do Włoch, nie będziesz mieć czasu, aby docenić piękno i osobliwość Holandii."
Emily Pearl Kingsley
Dużo pięknych i krzepiących tekstów można znaleźć na stronie Światełek.
Czy pamiętacie Anię?
Któraż z nas nie czytała książek o Ani z Zielonego Wzgórza? Historia
dwunastoletniej dziewczynki, sieroty, która trafia przez pomyłkę do Maryli i Mateusza
prowadzących wspólne gospodarstwo.
W kolejnych tomach spotykamy już Anię - żonę i matkę. Także dla niej droga
macierzyństwa nie była łatwa...Przeczytajmy jeszcze raz historię małej
Joyce. Może w rudowłosym dziewczęciu znajdziemy cząstkę siebie...?
Więcej...
***
62 lat szukałam utraconej części samej siebie.Gdy miałam 21 lat powiedziano mi, że to dla mojego dobra. Tak bardzo starałam się w to wierzyć.
Gdy miałam 21 lat płakałam i powiedziano mi, że powinnam wziąć się w garść. Tak bardzo starałam się w to wierzyć. Tak bardzo starałam się przestać płakać.
Gdy miałam 21 lat powiedziano mi, że będę miała jeszcze inne dzieci. Bardzo starałam się widzieć to w ten sposób.
Gdy miałam 21 lat próbowałam żyć dalej, jakby nic się nie stało.
Gdy miałam 26 lat nie miałam innych dzieci. Powiedzieli „Patrz, wszystko wokół takie piękne”. Przytaknęłam, ale wciąż brakowało mi części samej siebie.
W duchu myślałam, że muszę być złą matką.
Powinnam być szczęśliwsza.
A życie toczyło się dalej.
Pełzający smutek, którego nie mogłam strząsnąć.
62 lata czekałam na kogoś, kto powie „to tak boli”.
Ktoś to powiedział i moje utracona część samej siebie odnalazła się, narodziła się na nowo.
Moje kochanie, moje dziecko, moje marzenia.
Byłeś moim pierwszym krokiem do wiary w przyszłość.
TY, moje dziecko, moje brakujące ogniwo.
Tyle lat byłam izolowana od Ciebie i od samej siebie. Dziś mój ból jest „oczyszczony”.
Wciąż nie wiem DLACZEGO, ale wiem, że mam prawo do żałoby.
I pamięci.
I przyznania się, kim byłeś i jesteś dla mnie.
Dziwne, dziś w wieku 83 lat czuję, że naprawdę mogę żyć dalej.
83-letnia mama.
Bajka o zasmuconym Smutku
Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. Chociaż była już bardzo
stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak
promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny.
Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. Na drodze ktoś siedział, ale był
tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. Staruszka zatrzymała się,
nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
- "Kim jesteś?"
Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:
"Ja ? ... Nazywają mnie Smutkiem"
- "Ach! Smutek!" - zawołała staruszka z taką radością, jakby
spotkała dobrego znajomego.
"Znasz mnie?" - zapytał Smutek niedowierzająco.
- "Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej
wędrówce.”
- "Tak sądzisz?” - zdziwił się Smutek - "To dlaczego nie
uciekasz przede mną. Nie boisz się?"
- "A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły? Przecież dobrze wiesz,
że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka. Ale powiedz mi, proszę,
dlaczego jesteś taki markotny?"
"Ja... jestem smutny." - odpowiedział Smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego. "Smutny jesteś...” - powiedziała i ze
zrozumieniem pokiwała głową - "A co Cię tak bardzo zasmuciło?"
Smutek westchnął głęboko. Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał
go wysłuchać? Ileż razy już o tym marzył.
"Ach... wiesz..." - zaczął powoli i z namysłem - "Najgorsze
jest to, że nikt mnie nie lubi.
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez
pewien czas. Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z
obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy." - I znowu westchnął -
"Wiesz, ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić: mówią:
„Tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać”, a ich fałszywy śmiech jest
przyczyną wrzodów żołądka i duszności. Mówią: „Co mnie nie zabije, to mnie
wzmocni”. I dostają zawału. Mówią: „Trzeba tylko umieć się rozerwać”.
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: „Tylko słabi
płaczą”. I zalewają się potokami łez, albo odurzają się alkoholem i
narkotykami, byleby tylko nie czuć mojej obecności."
"Masz rację"/em> - potwierdziła staruszka - "Ja też często widuję
takich ludzi."
Smutek jeszcze bardziej się skurczył - "Przecież ja tylko chcę pomóc
każdemu człowiekowi. Wtedy, gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze
sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany.
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne
jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli!
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i
wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale
ludzie nie chcą, żebym im pomagał. Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym
uśmiechem, albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia."
Smutek zamilkł. Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze,
potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
"Płacz, płacz Smutku." - wyszeptała czule - "Musisz teraz odpocząć,
żeby potem znowu nabrać sił, ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. Będę
Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie
pokona."
Smutek nagle przestał płakać.
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
"Ale... ale kim Ty właściwie jesteś?"
"Ja?” - zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak
beztrosko, jak małe dziecko - "JA JESTEM NADZIEJA!"