Balonikowy Dzień Dziecka Utraconego w Lublinie
Pomysł a raczej potrzeba serca skrystalizowała się dość późno – biorąc pod uwagę kryteria organizacyjne - bo początkiem września 2009. Będąc na Mszy w kaplicy na cmentarzu na Majdanku, na którym jest pochowany nasz aniołek Karolek, poczułam, że chcę i muszę to zrobić. Wtedy nie wiedziałam ani czy się uda ani ile pracy mnie czeka. Wiedziałam, natomiast że oprócz Mszy i zniczy, chcę by były baloniki. Baloniki, dlatego, że bardzo ten symbol mi się spodobał i pozazdrościłam Warszawie, jak oglądałam zdjęcia z 2008 r. Tego dnia udało mi się zamówić Mszę i firmę, która dostarczyła baloniki z helem. Później się zaczęło: maile do znajomych, do parafii, instytucji kościelnych, mediów. Na tym etapie zdałam sobie sprawę, że chcę by ta informacja dotarła do jak największej liczby osób. Zmobilizowałam, czy wręcz „wrobiłam” w pomoc wszystkich przyjaciół, znajomych, rodzinę. I tak rozplakatowaliśmy cały lublin i okolice, poogłaszaliśmy na przeróżnych forach itd... Pomogły mi także nowo poznane dziewczyny (w tym na forum poronienie.pl) szczególnie Agnieszka mama aniołka Wiktorii, która niestety na DDU nie była z powodu rodzinnej tragedii. I tak jak już przebrnęliśmy przez gąszcz organizacyjny, pozostało nam tylko oczekiwanie na 18.10, i modlitwa o pogodę, bo właśnie zima postanowiła zaatakować. Po drodze ten ostatni tydzień to także miłe spotkanie z mediami – panią Anetą z Radia Lublin, która zainteresowała się tą inicjatywą i z wielką uwagą i życzliwością podeszła do problemu dzieci utraconych i ich rodziców i często informowała w radio o naszym spotkaniu. I tak dotrwaliśmy do 18.10. Pogoda dopisała na tyle, że nic nie padało z nieba i to już był sukces :).
W samo południe rozpoczęła się Msza. Odprawiona w sposób pełny życzliwości i dobroci dla rodziców dzieci utraconych (bo jak mówił w radiu eR ksiądz proboszcz – o dzieci się nie martwimy, bo są w niebie...). W czasie Mszy mogliśmy się już dostrzec, bo wielu z nas nabyło wcześniej baloniki. Oprócz modlitw za nas, homilii, te powiewające baloniki w dłoniach rodziców, rodzeństwa Aniołków wyciskały łzy z oczu.... Po Mszy zebraliśmy się pod kaplicą i gdy wszyscy mieliśmy już baloniki, na których każdy pisał to, co mu dyktowało serce, przeszliśmy razem pod pomnik „żyjący umarłym”. Tam zapaliliśmy znicze. Dzieciaczki obecne puszczały dla swego aniołkowego rodzeństwa bańki mydlane ( tu podziękowania za zorganizowanie dla Kingi). Wszystkiemu towarzyszyła przejmująca gra na skrzypcach. Następnie zebraliśmy się wszyscy w kręgu i wypuściliśmy razem nasze baloniki do nieba. Dla mnie i dla wielu innych osób to był właśnie najbardziej wzruszający moment. Wszyscy patrzyliśmy w niebo jak baloniki wzbijają się coraz wyżej i wyżej a z oczu prawie wszystkich mężczyzn i kobiet płynęły łzy... i zniknęły nasze baloniki w chmurach...
I wtedy, ktoś powiedział, że „poleciały do nieba”, na co mała dziewczynka (ok. 2 letnia) odparła „nie do nieba, do mojej siostrzyczki Bogusi”. Podaję te słowa, bo wiem dziś, ze właśnie te słowa małej dziewczynki wywarły wielki wpływ na wiele osób...
Na początku napisałam, że bardzo ten symbol mi się spodobał i pozazdrościłam Warszawie, dziś wiem, już jak mocny i wielki to symbol. I mnie to doświadczenie zmieniło, na tyle, że mogę powiedzieć: do zobaczenia za rok na Dniu Dziecka Utraconego w Lublinie... będzie jeszcze wspanialej...
Z wielkim podziękowaniami dla wszystkich, którzy pomogli w organizacji i wszystkich obecnych.
Basia - mamax3 (= Aniołka Karolka 8 t.c.+4.08.07, Christofa- adopcyjnego synka który mieszka w Kenii 2.02.08, Jaromirka 19.09.08 :) )październik 2009
Zobacz też:
DDU 2009 w Lublinie - Galeria Zdjęć
DDU 2009 Lublin - oficjalna strona
Balonikowy Dzień Dziecka Utraconego w Lublinie - post na naszym forum