26 października 2008
30 niedziela w ciągu roku, A
I Wj 22, 20-26; Ps 18; II 1. Tes 1, 5-10; Akl; Ew Mt 22, 34-40;I jeśliby się żalił przede Mną, usłyszę go, bo jestem litościwy.
Każdy z nas stawał wobec czyjejś śmierci, wobec ludzi, którzy przeżywają żałobę, którym właśnie zmarł ktoś bliski. Jak wtedy się zachowujemy? Czy stać nas na telefon, przyjacielską rozmowę? Czy wprost przeciwnie? Unikamy tych osób, nie potrafiąc pomóc, nie wykazując nawet starania wczucia się w sytuację kogoś, kto cierpi.
Przeżywamy właśnie październik, miesiąc pamięci dzieci zmarłych. Niedawno też, 15.10 obchodzony był w Polsce i w innych krajach Dzień Dziecka Utraconego. Co roku w Polsce ponad 40 tysięcy kobiet doświadcza poronienia, 2 tysiące dzieci rodzi się martwo, 5 tysięcy dzieci nie dożywa 18. Urodzin. Mimo ogromu liczb temat straty dziecka w mediach i nie tylko, także w naszych kościołach, jest rzadko poruszany. Dlaczego? Czy to wzorce otrzymane od poprzednich pokoleń? Czy nieumiejętność stawania z innymi wobec cudzego cierpienia? Czy problem serca, które nie chce a może nie potrafi okazać współczucia? Czy może lęk paraliżujący do tego stopnia, że nie podnosimy tematu straty, śmierci dziecka w rozmowie? A może przesadny, wypaczony szacunek, który prowadzi do milczenia?
Pan Bóg jest litościwy i nawet jeśli my, jako społeczeństwo, nie potrafimy usłyszeć skargi osieroconych rodziców, to On słyszy. I my też, stworzeni na Jego obraz i Jego Podobieństwo, mamy usłyszeć żale innych, bo my też mamy być litościwi.
Zatrzymajmy się przez chwilę nad tym problemem i zastanówmy się, w jaki sposób przejawia się brak litości? Gdy czyta się historie rodziców, którym zmarło dziecko, i nieistotny jest tu czas, gdy ono odeszło, czy to w trakcie ciąży, czy już po porodzie, czy po kilku lub kilkunastu latach życia, to pojawiają się w opisach te same prośby do otoczenia.
Nie bagatelizuj. Im mniejsze było dziecko, tym częściej to się zdarza. Nagle wszyscy chcą przekonać matkę, że na tym etapie ciąży to ona nie zdążyła się przyzwyczaić, że nie czuła ruchów dziecka, że go nie urodziła, że to jeszcze nie dziecko. Pojawiają się rady dotyczące wieku rodziców,
jesteście młodzi (jakby wiek miał pomniejszyć żal rodziców po zmarłym dziecku),
jeszcze będziecie mieć dzieci (jakby kolejne było gumką do wymazania bolesnej przeszłości)
nic się nie stało, są gorsze nieszczęścia (przecież mówimy o śmierci dziecka).
Nie pomniejszaj. Rodzic po śmierci dziecka, bez względu na czas jego śmierci, także jeśli wiek dziecka liczony jest w tygodniach życia płodowego, ma prawo do żałoby. Stało się coś ważnego i istotnego i potrzeba czasu, aby świat wrócił do normy. Wiele osób doświadcza nierealnych oczekiwań ze strony najbliższych, którzy czekają, aż im przejdzie.
Czy już zapomniałaś? Jeszcze płaczesz? Już się pozbierałaś? Mogłabyś tak nieustannie do tego nie wracać. Gdybyś urodziła martwe dziecko, o, to by było dopiero nieszczęście.
Specjaliści podkreślają, że nie chodzi o to, by jak najszybciej przeszło, ale o to, by uporać się do końca z trudnymi emocjami. Emocjonalna czy psychologiczna żałoba trwa około roku, w sytuacji śmierci dziecka, także ze względu na trudne doświadczenia szpitalne, może się ona przedłużyć, w niektórych przypadkach, na przykład w formie melancholii, może trwać do końca życia. Także człowiek wierzący, jeśli chce sensownie traktować swoje życie, nie udaje, że nie ma problemu, gdy on rzeczywiście istnieje. Jeśli po śmierci dziecka pojawiają się trudne uczucia – złości, gniewu, apatii, odrętwienia – to można i należy szukać metod radzenia sobie z nimi i radzenia sobie z żałobą. To stawanie w prawdzie przed sobą, najbliższymi a także przed Bogiem jest jakimś fundamentem w byciu chrześcijaninem.
Nie uciekaj. Kolejne wspólne doświadczenie wielu par, to zostawienie samym sobie wobec nieszczęścia. Milkną telefony, nie ma rozmów na ten temat, nie ma zaproszeń do spotkań. Gdy pojawiają się pytania na temat smutku, to rozmówca nie potrafi powiązać ich ze śmiercią dziecka, nawet jeśli wie, co się stało. Gdy przypadkiem pojawia się temat w rozmowie, to zazwyczaj następuje szybka jego zmiana. Milczenie. Może warto sobie zrobić rachunek sumienia, przecież każdy z nas zna kilka osób, którym zmarły dzieci. Ile razy rozmawialiśmy, tak naprawdę rozmawialiśmy, z nimi na ten temat? Ile razy zaoferowaliśmy pomoc? Ile razy pokazaliśmy, że mimo całego niezrozumienia całego ogromu cierpienia, to jesteśmy przy nich?
Wspomnij imię dziecka. Zmarłe dzieci znikają z rozmów, znikają z domowej wystawki zdjęć, znikają z uroczystości rodzinnych. Kto pamięta, aby pójść na cmentarz w dniu imienin? Kto zamawia Mszę w rocznicę śmierci? Ile razy w rozmowie z rodzicami wymieniłeś imię zmarłego dziecka?
Będziesz miłował
To wezwanie z dzisiejszej Ewangelii słyszeliśmy niejednokrotnie. Powtarzane jest także w codziennym pacierzu. Te słowa też możemy i musimy odnosić do każdej sytuacji naszego życia. Na czym będzie polegać miłość, to pójście za słowami będziesz miłował w spotkaniu z człowiekiem w żałobie? Jan Paweł II w liście apostolskim Salvifici Doloris o tajemnicy cierpienia pisał, że budzi ono współczucie, szacunek i pewnego rodzaju onieśmielenie. Te słowa: współczucie, szacunek i onieśmielenie, to podpowiedź, jaką otrzymaliśmy od papieża-Polaka, to także inne przejawy miłości.
Współczucie to współ-odczuwanie. To ostatnio tak modna empatia. Mówimy o niej, gdy potrafimy się wczuć w sytuację drugiej osoby.
Współczucie to chęć wysłuchania, gdy ktoś ma nam coś do powiedzenia o tej sytuacji, w której się znalazł po śmierci ukochanej osoby.
Współczucie to pragnienie serca, aby zobaczyć czyjś ból, nawet jeśli się nie wie, co powiedzieć i gdy strach paraliżuje serce.
Szacunek to stawanie przed Tajemnicą czyjegoś cierpienia. Tak naprawdę nie wiem, co odczuwa ta druga osoba, możemy sobie wyobrazić jakąś część jej serca, ale każdy z nas jest inny, ma inne doświadczenie życiowe, otrzymuje też inne wsparcie, inna relacja łączyła nas ze zmarłym i inaczej postrzegamy każde wydarzenie.
Onieśmielenie jest potrzebne, bo nie padną wtedy błahe słowa, nie podejmiemy błahych tematów, nie skierujemy rozmowy na inne sprawy, gdy ktoś zacznie dzielić się swoim bólem, nie będziemy dawać też mądrych, niesprawdzonych rad, nie będziemy mówić, jak ktoś powinien przeżywać żałobę, co powinien czuć. Onieśmielenie jest potrzebne, bo dzięki niemu damy tej drugiej osobie tyle czasu na przeżycie żałoby, ile będzie potrzebowała.
Są sytuacje w naszym życiu, w którym nie potrzeba wielu słów, czasami nie potrzeba żadnych, wystarczy gest miłości, przygarnięcie, pozwolenie na płacz, wysłuchanie ze zrozumieniem. Wystarczy dać potrzebującemu człowiekowi, że może na nas liczyć, że mimo zupełnie odmiennej sytuacji, chcemy w cierpieniu bliźniego być razem. Na tyle, na ile możemy. Mądre okazanie serca jest lekarstwem dla zbolałej duszy. Prośmy więc Ducha Świętego, Ducha Miłości i Mądrości, aby nauczył nas mądrze kochać tych, którzy czekają na naszą pomoc. Aby przyszedł nam z pomocą, gdy nie wiemy, co powiedzieć.
Modlitwa powszechna
- Módlmy się za Kościół święty, aby był nieustnnym świadkiem miłości Chrystusa.
- Módlmy się za papieża, biskupów, kapłanów i diakonów, aby poprzez wierne naśladowanie życia Jezusa Chrystusa byli wzorem dla wszystkich wierzących.
- Módlmy się za tych, którzy przeżywają trudności w wierze, aby doświadczyli żywego spotkania z Miłosiernym Ojcem.
- Módlmy się za dzieci zagrożone poronieniem, przedwczesnym porodem, komplikacjami w trakcie porodu, aby szczęśliwie się urodziły i mogły tu na ziemi czynić dobro przygotowane im przez Boga.
- Módlmy się za dzieci zmarłe bez sakramentu Chrztu, o łaskę zbawienia dla nich, a nadzieję dla ich rodziców.
- Módlmy się w intencji Mszy świętej...
- Módlmy się za nas samych, abyśmu z pokorą i ufnością wytrwale wypełniali przykazania miłości Boga i bliźniego.