KontaktKontakt
Wstazeczka15.10.
ForumForum
Polecamy Pamiętnik Ani Pamiętnik Ani(2) Ile mam dzieci? Prawo w pigułce Przygotuj się do szpitala Słowniczek łac-pol Pogrzeb - 9tc Nietrafione pocieszenia Informacje z regionów
Nowości Informacje z regionów Baloniki 2009 (Poznań) 4 zadania Komentarze do czytań (4) DDU w Lublinie Skrzynka pocztowa Trzeba nauczyć się o tym rozmawiać Olsztyn. Znicz na grobie, którego nie ma Baloniki 2009 (Lublin) Kulisy balonikowego spotkania Komentarze do czytań (3) Nie uważamy się za przypadek medyczny Baloniki 2009 (Warszawa) Jak zorganizować konferencję? Projekt w woj. warm-maz Projekty Komentarz do czytań (2) Ab ovo... List w sprawie artykułu Umarłych pogrzebać Komentarz do czytań (1) Galeria Aniołów 2009 Balonikowe spotkania Październikowe inicjatywy Macierzyństwo w cieniu śmierci Informacja prasowa o spotkaniach E-broszura na DDU Informacja prasowa na październik Żałoba po śmierci dziecka Informacja prasowa na Dzień Matki Ma pani do mnie żal? Żałoba dzieci Tarczyca a poronienie Instrukcja dot. pogrzebu Jak rozmawiać z dziećmi? Zdjęcia z konferencji Poradnik dla facetów Brzydka para butów Dlaczego osobno? Grupa Wsparcia w Szczecinie Komentarz do czytań (4) Trudna diagnoza Tak trudno żyć Cud Etyczne i kulturowe aspekty pożegnania z dzieckiem Powrót wątku prawdy Zdjęcia z Parku Skaryszewskiego Komentarz do czytań (3) Prawne aspekty poronienia Trudno milczeć Podzielone cuda Ronić po ludzku Ankieta "Prawdy i mity" Galeria Aniołów
Współpraca pomocrodzicom.pl Pol. Stow. Naucz. NPR Prawo i Medycyna

Cud

Kochane Mamy Nienarodzonych i Narodzonych Dzieci!

Chciałabym podzielić się z Wami moją historią. Mam nadzieję, że utwierdzi Was ona w tym, że cuda się zdarzają częściej niż myślimy.
Mój cud ma na imię Małgosia i jest z nami już prawie 9 miesięcy chociaż nikt nie dawał nam większych szans na dziecko poczęte naturalnie.

Pierwsze swoje dziecko utraciłam w 8 tygodniu ciąży, 25 maja 2005 roku. Podczas wizyty u ginekologa okazało się, że ciąża obumarła. Owszem były zwiastuny, że dzieje się coś niedobrego, ale wciąż miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, tym bardziej, że ściśle stosowałam się do zaleceń lekarza. Nie muszę Wam tłumaczyć przez co przechodziłam i jak długo dochodziłam do siebie po poronieniu. Strata dziecka boli do dzisiaj. Nawet teraz czasem wyrzucam sobie, że w nawale obowiązków zapominam o tym Maleństwie, które czeka na mnie w niebie.

Jak tylko doszłam do siebie fizycznie, ponowiliśmy starania o dziecko. Przez rok nie mogłam zajść w ciążę i byłam coraz bardziej sfrustrowana. Lekarze mnie uspokajali, kazali próbować, ale ja czułam, że coś jest nie tak. W grudniu 2006 roku trafiliśmy z mężem do kliniki Novum. Otrzymaliśmy oboje listę badań do wykonania. Okazało się, że nasienie mojego męża jest tak złej jakości, że nie ma szans na ciążę naturalną. Nie pozostawiono nas jednak samym sobie i androlog, do którego trafiliśmy, zdecydował, że warto spóbować podleczyć męża, tak by próbować poczęcie przez zabieg inseminacji.
Leczenie trwało do kwietnia 2007 roku i niestety nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. 8 maja poszliśmy na wizytę do androloga i okazało się, że poprawa jest, ale nieznaczna. Androlog zaproponował przedłużenie leczenia o kolejny miesiąc albo kwalifikację do zabiegu in vitro. Byliśmy akurat przed wakacjami więc zdecydowaliśmy się dalej pociągnąć leczenie mimo że mąż bardzo źle znosił kurację hormonalną. Tego samego dnia miałam również wizytę u ginekologa, który stwierdził u mnie owulację i zalecił naturalne staranie się o dziecko przez dwa dni. Podkreślił jednak byśmy nie robili sobie zbyt dużych nadziei. Oczywiście zastosowaliśmy się do zaleceń pana doktora chociaż bez większego przekonania. 12 maja natomiast wyjechaliśmy na szaloną wycieczkę trampingową. Po powrocie okazało się, że jestem w ciąży i w styczniu urodziła się nasza Małgosia. Do teraz jak na nią patrzę nie mogę uwierzyć, że jest z nami.

Tak dobrze jest wiedzieć, że cuda się zdarzają i że zdarzyły się nam w najsmutniejszych momentach naszego życia.

W liście tym nie odzwierciedliłam rozpaczy, smutku i zawodów, które towarzyszyły nam przez cały czas walki o dziecko. Nawet teraz, czasem uświadamiam sobie, że jestem mamą dwójki dzieci, Aniołka i Ziemianki, ale że nie mam gwarancji, że będę w ciąży znowu.

Mimo wszystko jednak życzę nam wszystkim cudów i małego kochającego i kochanego ciałka przy piersi. Życzę wytrwałości i siły w ciężkich chwilach, wierzę głęboko, że zostaną one wynagrodzone.

M październik 2008