KontaktKontakt
Wstazeczka15.10.
ForumForum
Polecamy Pamiętnik Ani Pamiętnik Ani(2) Ile mam dzieci? Prawo w pigułce Przygotuj się do szpitala Słowniczek łac-pol Pogrzeb - 9tc Nietrafione pocieszenia Informacje z regionów
Nasze projekty Warmia-Mazury (2010) Dobre praktyki (2009) Warmia-Mazury (2009) Kujawsko-Pomorskie (2008)
Nowości Wyzwanie Coś nas łączy ponad czasem Dzień Dziecka Utraconego Językowy obraz macierzyństwa Przypadkowe spotkania Wspierająca pomoc Hołd dla mojego dziecka Czy jeszcze przeżywasz? Anioł w deszczu Wbrew procedurom Baloniki (Lublin) Fotorelacja Baloniki (Olsztyn) Fotorelacja Pomóc tym, którzy pomagają Baloniki (Olsztyn) Jak znalazłam się w stowarzyszeniu? Rozmowa z Anią Baloniki (Kraków) Fotorelacja Miłość trudniejsza... Nasza historia Nie wolno się poddawać Jak to jest... Już nie jesteśmy tacy sami Urodziny 3 razy w roku Perspektywa Plotki o świętych Informacje z regionów Galeria Aniołów
Współpraca pomocrodzicom.pl Pol. Stow. Naucz. NPR Prawo i Medycyna

Cud

Kochane Mamy Nienarodzonych i Narodzonych Dzieci!

Chciałabym podzielić się z Wami moją historią. Mam nadzieję, że utwierdzi Was ona w tym, że cuda się zdarzają częściej niż myślimy.
Mój cud ma na imię Małgosia i jest z nami już prawie 9 miesięcy chociaż nikt nie dawał nam większych szans na dziecko poczęte naturalnie.

Pierwsze swoje dziecko utraciłam w 8 tygodniu ciąży, 25 maja 2005 roku. Podczas wizyty u ginekologa okazało się, że ciąża obumarła. Owszem były zwiastuny, że dzieje się coś niedobrego, ale wciąż miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, tym bardziej, że ściśle stosowałam się do zaleceń lekarza. Nie muszę Wam tłumaczyć przez co przechodziłam i jak długo dochodziłam do siebie po poronieniu. Strata dziecka boli do dzisiaj. Nawet teraz czasem wyrzucam sobie, że w nawale obowiązków zapominam o tym Maleństwie, które czeka na mnie w niebie.

Jak tylko doszłam do siebie fizycznie, ponowiliśmy starania o dziecko. Przez rok nie mogłam zajść w ciążę i byłam coraz bardziej sfrustrowana. Lekarze mnie uspokajali, kazali próbować, ale ja czułam, że coś jest nie tak. W grudniu 2006 roku trafiliśmy z mężem do kliniki Novum. Otrzymaliśmy oboje listę badań do wykonania. Okazało się, że nasienie mojego męża jest tak złej jakości, że nie ma szans na ciążę naturalną. Nie pozostawiono nas jednak samym sobie i androlog, do którego trafiliśmy, zdecydował, że warto spóbować podleczyć męża, tak by próbować poczęcie przez zabieg inseminacji.
Leczenie trwało do kwietnia 2007 roku i niestety nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. 8 maja poszliśmy na wizytę do androloga i okazało się, że poprawa jest, ale nieznaczna. Androlog zaproponował przedłużenie leczenia o kolejny miesiąc albo kwalifikację do zabiegu in vitro. Byliśmy akurat przed wakacjami więc zdecydowaliśmy się dalej pociągnąć leczenie mimo że mąż bardzo źle znosił kurację hormonalną. Tego samego dnia miałam również wizytę u ginekologa, który stwierdził u mnie owulację i zalecił naturalne staranie się o dziecko przez dwa dni. Podkreślił jednak byśmy nie robili sobie zbyt dużych nadziei. Oczywiście zastosowaliśmy się do zaleceń pana doktora chociaż bez większego przekonania. 12 maja natomiast wyjechaliśmy na szaloną wycieczkę trampingową. Po powrocie okazało się, że jestem w ciąży i w styczniu urodziła się nasza Małgosia. Do teraz jak na nią patrzę nie mogę uwierzyć, że jest z nami.

Tak dobrze jest wiedzieć, że cuda się zdarzają i że zdarzyły się nam w najsmutniejszych momentach naszego życia.

W liście tym nie odzwierciedliłam rozpaczy, smutku i zawodów, które towarzyszyły nam przez cały czas walki o dziecko. Nawet teraz, czasem uświadamiam sobie, że jestem mamą dwójki dzieci, Aniołka i Ziemianki, ale że nie mam gwarancji, że będę w ciąży znowu.

Mimo wszystko jednak życzę nam wszystkim cudów i małego kochającego i kochanego ciałka przy piersi. Życzę wytrwałości i siły w ciężkich chwilach, wierzę głęboko, że zostaną one wynagrodzone.

M październik 2008