Strona internetowa Stowarzyszenia Rodziców po Poronieniu korzysta z plików cookies (ciasteczek). Użytkownik może w każdej chwili wyłączyć możliwość zapisywania cookies korzystając z opcji ustawień używanej przeglądarki internetowej, jednak w konsekwencji może to skutkować ograniczeniem lub utratą możliwości korzystania z niektórych funkcji serwisu. Natomiast korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki dotyczącej cookies, w tym zgodę na ich zapisywane i przetwarzanie na urządzeniu końcowym Użytkownika.


Zmiana Regulaminu od 18 sierpnia 2014

Moja historia - strata w 21 tygodniu ciazy

Moderatorzy: Kredka, Malgosia, marysia, masaiimara, PiBi.

Strona: 1 2 3 4 5 ... > »

Autor Post
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2013
Posty: 1055
Skąd: UK
Chcialabym opowiedziec Wam moja historie. Stracilam moja coreczke Zojke 5 Listopada 2013 roku w 21 tygodniu ciazy. Ja i moj maz mieszkamy od 6 lat w UK.
O dziecko zaczelismy sie starac w Styczniu 2013 -pol roku po slubie i dosc dlugo nam sie to nie udawalo, w koncu postanowilam ze nie chce sie stresowac kazdym nastepnym pojawiajacym sie okresem i zdalam sie na los - tzn. postanowilismy ze sie nie zabezpieczamy, ale tez nie probujemy jakos usilnie zajsc w ciaze. W Czerwcu bylismy na wakacjach w Polsce i tam zauwazylam ze moje piersi zrobily sie nabrzmiale, a ja przytylam, ale zrzucilam to na karb zblizajacego sie okresu. Po powrocie dostalam okres wiec myslalam ze znow sie nie udalo, ale kiedy sie skonczyl dostalam dziwnych brazowych plamien ktore dlugo nie znikaly, wiec zaczelam sie niepokoic. W koncu w Sierpniu postanowilam ze zrobie test i okazalo sie ze pokazuje II kreski. Z poczatku nie uwierzylam, ale kiedy kupilismy lepszy, elektroniczny test ktory pokazal nam ze od ponad 3 tygodni jestem w ciazy oszalelismy ze szczescia. Tylko te plamienia dalej nas martwily. Umowilam sie do GP na potwierdzenie ciazy a on umowil nas na pierwsza wizyte z midwife. Zanim jednak doczekalismy sie tej pierwszej wizyty ktoregos dnia wieczorem wydawalo mi sie ze plamienia sa bardziej czerwone, wiec nie czekajac dluzej pojechalismy na pogotowie. Tam zrobiono nam usg na ktorym pierwszy raz widzielismy nasza Kruszynke i okazalo sie ze to juz 11 tydzien ciazy!!! Serduszko bilo i powiedziano nam ze nie ma powodow do obaw i ze plamienia to czesta rzecz. Tak bardzo bylismy szczesliwi, ze juz prawie ten najgorszy okres (I trymestr) mamy za soba! Chociaz przerazajace bylo to ze myslalam ze mam okres i nawet nie martwilam sie, a przeciez moglam poronic i nawet o tym nie wiedziec!
Myslelismy ze wszystko sie wypogodzi, ale po kilku dniach obudzilam sie o 3 w nocy z uczuciem mokrosci -okazalo sie ze dostalam strasznego krwotoku. Trzesac sie i placzac pojechalismy na pogotowie gdzie lekarz zajrzal, wyczyscil mnie z krwi, po czym zaproponowal zeby pojechac do domu. Ja uparlam sie ze chce zostac na obserwacji wiec dano mi lozko i cala noc spedzilismy modlac sie i placzac. Nastepnego dnia dopiero o 11 rano zrobiono mi usg na ktorym okazalo sie ze moj maluszek zyje i ma sie calkiem niezle! To byl prawdziwy cud! Na badaniu usg stwierdzono ze prawdopodobnie mam dwurozna macice i maluszek znajduje sie po prawej stronie a plama krwi po lewej i raczej nie zagraza dziecku. Powiedziano mi rowniez ze gdy dziecko urosnie macica sie wyrowna. Zostalam na obserwacji jeszcze jeden dzien (na wlasne zyczenie) a potem wrocilam do domu nadal krwawiac. Tydzien pozniej gdy nadal mialam plamienia zglosilam sie do szpitala zeby sprawdzili czy wszystko jest ok. Zrobiono mi usg - dzidzia rosla i miala sie niezle mimo ze plama krwi nadal byla widoczna.
Tydzien pozniej mielismy usg genetyczne i badania krwi a kilka dni potem telefon – ryzyko zespolu Downa 1/140. Stwierdzilismy ze nie chcemy sie tak stresowac do konca ciazy i postanowilismy ze zrobimy amniopunkcje. Musielismy poczekac do 16 tygodnia aby ryzyko bylo jak najmniejsze, przestalam plamic na dzien przed amnio ale i tak mialam krew w wodach plodowych i przez to musielismy czekac az 2 tygodnie na wynik zamiast 3 dni. To byly straszne dwa tygodnie i myslalam ze nie bedzie juz gorszych w moim zyciu – jakze sie mylilam. W 18 tygodniu ciazy wreszcie zadzwonili do mnie i okazalo sie ze mamy zdrowa dziewczynke. Plakalam ze szczescia i myslalam ze to co najgorsze juz za nami, ze teraz juz musi byc wszystko dobrze. I tak bardzo cieszylam sie ze to bedzie dziewczynka – zawsze marzylam o coreczce. Postanowilismy ze nazwiemy ja Zoja – czyli zycie - juz od dawna mialam to imie wymyslone dla corki a po tym co przeszlismy bylo to dla nas rowniez imie symboliczne - przeciez nasza corka tak bardzo chciala zyc! Przez dwa tygodnie bylismy najszczesliwszymi ludzmi na swiecie. Zaczelismy kupowac ciuszki i akcesoria, fotelik do samochodu, zamowilismy tez wozek. Ja czulam sie swietnie. Plamienia ustaly na dobre troszke martwilo mnie ze moj brzuszek byl malutki ale czytalam ze niektorym kobietom brzuch pojawia sie nawet dopiero w 7 miesiacu. W 19 tygodniu zaczelam czuc ruchy i to bylo cudowne uczucie a nasza Zojka okazala sie niezlym wiercipietkiem!
W poniedzialek 4 Listopada mielismy usg polowkowe w 21 tygodniu ciazy. Pojechalismy lekko zdenerwowani – balam sie ze moga wykryc jakies wady serduszka czy cos podobnego. Malutka dala niezly pokaz krecila sie jak szalona, az pani sie smiala ze taka zywa. Okazalo sie ze wszystko jest w najlepszym porzadku serduszko zdrowe, dziecko rozwija sie prawidlowo. Wyszlismy tacy szczesliwi i az nie moglam uwierzyc ze wszystko nagle tak cudownie idzie, ze nie ma zadnych problemow – to bylo az dziwne. Tego samego dnia w pracy dostalam lekkich skurczy, ale stwierdzilam ze to normalne, ze macica sie rozszerza i pewnie w koncu zaczyna mi rosnac brzuch. Wrocilam do domu wzielam nospe i polozylam sie myslac ze pewnie za chwile mi przejdzie. O 8 wieczorem skurcze jakby lekko sie nasilily wiec zaczelam sie niepokoic. Zadzwonilam do szpitala – powiedzieli ok prosze przyjechac. Zadzwonilam po taksowke (maz byl w pracy na popoludniowej zmianie) ok 10 wieczorem mloda pani doktor zbadala mnie i stwierdzila ze szyjka jest zamknieta, krwawienia nie ma – wszystko jest ok. Dala mi paracetamol i wyslala do domu. Gdybym wtedy wiedziala to co wiem teraz zabilabym ja za ta diagnoze. Przyjechal po mnie maz i pojechalismy do domu. Ja na wlasna reke bralam nospe przez cala noc ale skurcze nadal byly, wiec postanowilam ze rano znow pojedziemy do szpitala – moze wtedy potraktuja mnie powaznie. Niestety rano gdy wstalam skurcze jeszcze sie nasilily. W panice wsiedlismy do samochodu -ja juz wyjac z bolu i strachu. W polowie drogi do szpitala przy szczegolnie mocnym skurczu czulam jak cos w srodku peka i zaczely wylewac sie ze mnie wody. Juz wtedy wiedzialam ze to koniec, chociaz mialam jeszcze jakas glupia nadzieje ze moze jeszcze stanie sie cud i uratuja moja corke. Niestety nic sie nie dalo zrobic mimo ze serduszko mojego dziecka bilo do samego konca. Urodzilam moja dziewczynke juz martwa o 13.39 wazyla tylko 240g i byla najpiekniejszym dzieckiem na swiecie. Trzymalam ja na rekach i nie moglam nawet plakac.
Tak bardzo ja kocham, mijaja dwa miesiace a ja mysle o niej w kazdej minucie mojego zycia i tesknie za nia tak bardzo. Nadal nie wiem dlaczego tak sie stalo. 22 stycznia zostana nam przedstawione wyniki badan, ale nie wierze ze cos wykarza. Nie zgodzilismy sie na sekcje naszej corki – to nie byla jej wina. Ona walczyla i chciala zyc do samego konca. To moja macica nie chciala dluzej jej utrzymac i to we mnie nalezy szukac przyczyny. Najgorsze w tym wszystkim jest swiadomosc, ze gdyby to stalo sie w Polsce dostalabym leki na podtrzymanie i prawdopodobnie utrzymano by moja ciaze. Czuje zal i gniew na angielska sluzbe zdrowia ze nie zrobili nic aby uratowac moje dziecko. Jak mam z tym zyc? Nie wyobrazam sobie nastepnej ciazy tutaj gdy juz wiem jakie jest podejscie do dzieci przed 24 tygodniem ciazy. Po prostu sie ich nie ratuje. Mimo ze mialam naprawde swietne warunki w trakcie i po porodzie, moje dziecko zostalo potraktowane jak czlowiek, szpital pomogl nam nawet je pochowac to i tak czuje zal i wscieklosc, ze nie zrobili nic aby ja utrzymac w moim brzuchu. Rowniez do siebie mam zal ze nie zrobilam wiecej, ze nie walczylam o pomoc tak jak powinnam...
Przepraszam za to ze tak sie rozpisalam i dziekuje tym ktorzy dotarli do konca. Bardzo duzo mi pomoglo to forum, ale nie znalazlam nigdzie dziewczyny z historia podobna do mojej. Czy mozliwe ze stracilam dziecko przez dwurozna macice? Czy na usg powinno byc widoczne to ze dziecko nie ma miejsca zeby sie dalej rozwijac? Czy jeszcze mam szanse zeby donosic i urodzic zywe dziecko?
Pozdrawiam wszystkie silne i wspaniale matki na tym forum i zapalam swiatelko dla naszych dzieci [*]
Użytkownik
Zarejestrowany od: Maja 2013
Posty: 2704
Skąd: lubelskie
madziu, bardzo, bardzo mi przykro..
okropne jest to podejście w UK i USA... straszne...
bardzo Ci współczuje..

Dwurożna macica z istniejącą przegrodą może powodować skurcze i przedwczesne porody szczególnie w drugim trymestrze.
Myślę, że warto zawalczyć o histeroskopię i ew. usunięcie przegrody.
Jest tu parę dziewczyn z macicą dwurożną i mają dzieci.

Dużo informacji możesz znaleźć tu: http://www.nasz-bocian.pl/phpbbforum

Bardzo Cie przytulam..
Dla Córeczki [*]
_______________
Dzieci w Niebie - 15.08.12 (11tc.), 04.12.12 (5 tc.), Franciszek 12.05.13 (18 tc.) Kochane maluszki...sercem z Wami na zawsze...
Jest z nami - Szymuś 25.06.2014 g. 21.30 34 tc. 2250 g 48 cm
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2013
Posty: 40
Czesc madziu bardzo bardzo mi przykro naprawde jesteś dzielna pisząc o tej traumie nie myśl w ten sposób że to twoja wina na niektóre rzeczy nie mamy po prostu wpłuwu. Ja poroniłam w 8 tc dokładnie 20/12/2013 w irlandii nie wypowiem sie na temat tutejszej służby zdrowia bo słów brak.Powiem ci że słyszałam o dwórożnej macicy moja koleżanka jest przykładem jednak urodziła synka wydaje mi się że to jest zaniedbanie lekarzy że tak to się skończyło. Strata dziecka to ból który zostaje na zawsze ale nie możesz się obwiniać rozmawiaj dużo ze swoim mężem bo wsparcie w tym okresie jest najważniejsze daj sobie czas na przeżycie żałoby. Nie chce cie zanudzać ale ja sygnalizowałam problemy z ciąża u gp od 6 tyg. Ale oczywiście bagatelizował to mówiąc że jest ok, jak widać nie było, teraz wiem na pewno że zanim zdecyduję się na kolejną ciąże to sprowadze sobie z polski luteine i duphaston bo to brałam w 14 tc w polsce z moim synkiem ktorego polscy lekarze uratowali kocham go nad życie a teraz serce mam rozdarte bo mojej kruszynki niestety irlandzkie konowały nawet nie próbowali ratować tylko zostawili to naturze. Poproś pisemnie załączając ksero paszportu o cała dokumętacje z przebiegu ciąży ze szpitala bo to zawsze jest podstawa do dochodzenia prawdy i prawdziwej przyczyny. Ja tak zrobiłam i czekam. Przytulam cię mocno i jestem z tobą myślami. Światełko dla twojej kruszynki zoji (*)
_______________
20/12/2013 +weronisia 8 tc (*)♡♡♡ :'(
Użytkownik
Zarejestrowany od: Lipca 2013
Posty: 750
Madziu, bądź dla siebie dobra.
Nie szukaj winy, za jakiś czas warto spróbować zbliżyć się do przyczyny - tak jak pisze mama aniołków.
Dużo siły dla Ciebie.
(*) dla malutkiej.
_______________
**
Nic się nie bój, mama do Ciebie przyjdzie... Lwie. Kropka
Użytkownik
Zarejestrowany od: Września 2013
Posty: 3277
Skąd: NY
<*>
Bardzo mi przykro.
_______________
12 września 2013r. mój Aniołek (*) (7tc)
Majunia nasze największe szczęście.
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2013
Posty: 1055
Skąd: UK
Dziekuje bardzo za slowa otuchy i wsparcie. Chcialabym zyczyc wszystkim nam mama ktore stracily dzieci w 2013 roku zeby nowy 2014 okazal sie laskawszy dal nowa nadzieje i najwyzsze szczescie. 2013 mimo ze skonczyl sie dla nas tak tragicznie to dal nam przeciez najwiekszy dar - dar macierzynstwa, dar bezgranicznej milosci do naszych dzieci ktorej nikt i nic nam nie odbierze.
Użytkownik
Zarejestrowany od: Września 2013
Posty: 1285
[*] Swiatełko dla Zoji i dużo siły dla Ciebie
_______________
Maria*2.09.2013 - 12 tc
Mała iskierka nadziei...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2013
Posty: 1461
Skąd: NL
Witaj.
Hmm.. còż napisać. Przykro mi, że tu jesteś.
Moja historia była troszkę podobna. Możesz przeczytac w temacie "Julia"
Teraz już wiem, że PROM zdarza się stosunkowo czésto.
Oczywiście, że maSz szanse na zdrowego dzidziusia I ma rodzeñstwo dla swojej còreczki.
Mi bèdą następnym razem zakładać plombę na szyjkę profilaktycznie, co by trzymała wszystko. Poczekaj na wyniki..
wierze, że Twoja còrunia była najpiękniejsza, bo moja była taka sama:-)

Proszę uwierz, że dziudziuś będzie. 2014 niech wniesie wiarę w Twoje serce I spokòj. Tego Tobie, sobie I innym życzę.
_______________
Aniołek 9 tyg (z usg)/12 tyg - kwiecień 2013
Julia 19,4 tyg - listopad 2013

Ach ten październik.. :)
Użytkownik
Zarejestrowany od: Listopada 2013
Posty: 194
Bardzo mi przykro...
Dla Twojej córeczki [*]
_______________
Mama:
Zbyszka ur. 2012
i Wandzi +2013, 11 t.c. [*]

...oczekiwanie na narodziny Stasia...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Stycznia 2014
Posty: 26
Skąd: Jelenia Góra
Wspolczuje bardzo ....
Trzymaj sie ...Pamietaj nie jestes sama..
[*]
Użytkownik
Zarejestrowany od: Marca 2013
Posty: 696
Skąd: Gdańsk
Madzia bardzo mi przykro... zycie jest niesprawiedliwe ale wierze ze doczekaszspelnienia marzenia o macierzynstwie.

Ja o swojej dwuroznej macicy dowiedzialam sie w poprzedniej ciazy, w ktorej plamilam do ok 12 tygodnia.
Jak widzisz mam jedna córkę na ziemi, wiec wierze ze u Ciebie tez bedzie dobrze.
_______________
Mama Zuzii 15.05.2009 - 3090g, 52 cm
Bardzo malutki Aniolek (+10.2012)
Izunia :* ( +21.03.2013- 20 tc)

Małgosia 4.05.2014 - 3210g, 57 cm
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2013
Posty: 1055
Skąd: UK
Dziekuje dziewczyny! Nacia czy to przez dwurozna macice stracilas Ize? Ja jestem juz po wizycie na ktorej dostalismy wyniki i nic nie znaleziono. Wszystkie wyniki w normie, lozysko dobrze rozwiniete, zadnej infekcji. Czekaja mnie badania na potwierdzenie dwuroznosci ale dopiero za miesiac. Juz sama nie wiem co o tym myslec.
Użytkownik
Zarejestrowany od: Maja 2013
Posty: 2704
Skąd: lubelskie
nacia prawdopodobnie straciła Izę przez zespół antyfosfolipidowy.
_______________
Dzieci w Niebie - 15.08.12 (11tc.), 04.12.12 (5 tc.), Franciszek 12.05.13 (18 tc.) Kochane maluszki...sercem z Wami na zawsze...
Jest z nami - Szymuś 25.06.2014 g. 21.30 34 tc. 2250 g 48 cm
Użytkownik
Zarejestrowany od: Listopada 2013
Posty: 241
Skąd: Podlaskie
Witaj Madziu. Bardzo mi przykro, że do nas dołączyłaś.
Dla Twojej córeczki [*]
_______________
Kruszynka 05.10.2013 (13 tc)
Użytkownik
Zarejestrowany od: Sierpnia 2013
Posty: 1091
Skąd: woj. opolskie
światełko dla Zoji (*)
nie wiń siebie proszę! wiem, że to nie jest łatwe, bo sama ciągle mam do siebie żal, ale spróbuj chociaż...
_______________
Maleństwo 4.08.2013 [*], Bąbelek 18.01.2014 [*]
Straciłam cześć serca

Czekamy na Cud, który już tu jest
Maju przybywaj!!!
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2013
Posty: 1055
Skąd: UK
Dziekuje za wsparcie.
Kolezanka twierdzi ze moge miec depresje a mi sie wydawalo ze i tak dobrze sie trzymam. Chodze do pracy, nie placze juz codziennie i nawet smieje sie czasami. Czy ktoras z was brala jakies leki antydepresyjne? I czy to rzeczywiscie dziala? Zawsze mi sie wydawalo ze to niepotrzebne zatruwanie organizmu, ale moze rzeczywiscie cos w tym jest? Wydawalo mi sie ze 3 miesiace zaloby to nie jest duzo, ze mam prawo do smutku i ze zadne leki tego smutku ze mnie nie wypra. Ale moze sie myle... Czy to naprawde juz czas zeby pojsc dalej? Bo ja chyba jeszcze nie potrafie...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Sierpnia 2013
Posty: 1091
Skąd: woj. opolskie
madzia- ja po 2 stracie jestem na ziołowych herbatkach uspokajających. Nie pije ich regularnie, ale jak czuję, że zaczyna mnie coś zjadać od środka to zaparzam sobie tę meliskę... nie wiem czy to pomaga, ale przynajmniej sprawia, że nie wpadam w dziką furię jak po pierwszej stracie...
_______________
Maleństwo 4.08.2013 [*], Bąbelek 18.01.2014 [*]
Straciłam cześć serca

Czekamy na Cud, który już tu jest
Maju przybywaj!!!
Użytkownik
Zarejestrowany od: Listopada 2013
Posty: 241
Skąd: Podlaskie
madziu ja swoją kruszynkę straciłam równo miesiąc przed Tobą i podobnie jak Ty zaczęłam się uśmiechać powoli, płaczę też mniej. Mi pomógł powrót do znajomego otoczenia i osób, w gronie których zawsze dobrze się czułam. A to, że wpadam w zadumę lub nie śmieje się tyle co wcześniej nie uważam za oznakę depresji - po prostu Nas wszystkie spotkała ogromna tragedia i staramy się z tym uporać, poukładać siat na nowo. A 3 miesiące to tylko 3 miesiące i wcale nie jest za dużo, nie ma jakiejś ustalonej normy ile czasu powinna trwać żałoba. To tylko zależy od Ciebie, więc daj sobie czas.
_______________
Kruszynka 05.10.2013 (13 tc)
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2013
Posty: 1055
Skąd: UK
Dziekuje za slowa otuchy Dziewczyny. Julia tak bardzo mi przykro z powodu Twojej kolejnej straty. To straszne gdy na jedna osobe spada tak wiele cierpienia. Gdy czytam to forum i widze mamy z 2,3,4 a czasem i 5 aniolkami przeraza mnie to tak bardzo! Ile cierpienia jestesmy w stanie zniesc i sie nie zlamac? Ile prob nas jeszcze czeka w drodze do naszego szczescia? I czy to szczescie kiedys nadejdzie?
Ostatnio jest mi znowu gorzej. Staram sie wierzyc ze i ja jeszcze kiedys urodze zdrowe, zywe dzieciatko, ale wiem ze to i tak nie zmniejszy bolu po stracie mojej Zojeczki. Dlaczego musimy zyc z takim bolesnym doswiadczeniem? Gdy wspominam moje wczesniejsze, beztroskie zycie wydaje mi sie ono tak odlegle jak jakis sen. Cudownie bylo tak zyc bez zadnych wiekszych problemow, myslac ze ze wszystkim potrafie sie uporac, ze zycie jest dla mnie laskawe. Jakze sie mylilam. A przeciez mimo tego ze tak bardzo za nia tesknie ciesze sie, ze byla z nami chociaz przez tyle czasu ile mogla. Mam nadzieje ze ona gdzies tam nadal jest i czeka na nas i ze kiedys sie spotkamy. Codziennie ogladam i przytulam jej zdjecie – tak bardzo ciesze sie ze je mam! Wiem ze niektore z nas nie maja nawet tego i jestem bardzo wdzieczna poloznej ktora namowila mnie zebym sie zgodzila na te zdjecia.
_______________
Zojka (*) 05.11.2013
21 tygodni Szczescia, Tesknota przez reszte zycia...

Promyczek nadziei...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2013
Posty: 1055
Skąd: UK
Dzis mijaja 3 miesiace od kiedy odeszlas coreczko. Trzy ciagnace sie w nieskonczonosc bezsensowne miesiace. Dla mnie czas stanal w miejscu tamtego dnia o 13.39 kiedy przyszlas na swiat i nie uslyszalam Twojego placzu, nie zobaczylam Twoich oczu. Tak bardzo chcialam zeby byly podobne do oczu Twojego taty i nigdy sie nie dowiem czy takie byly. Bylas taka malenka i taka sliczna. Dziekuje Bogu ze dane mi bylo trzymac Cie w ramionach chociaz przez ta godzine, ale boli tak bardzo ze to musi mi wystarczyc na cale moje zycie. Tak bardzo za Toba tesknie Zojeczko i kocham Cie tak mocno. Spoczywaj w pokoju dziecinko [*]
_______________
Zojka (*) 05.11.2013
21 tygodni Szczescia, Tesknota przez reszte zycia...

Promyczek nadziei...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2013
Posty: 1055
Skąd: UK
Mam takie chwile gdy wydaje mi sie ze jest juz dobrze, ze jakos pogodze sie z tym co sie stalo, ze nie wszystko jeszcze stracone i jeszcze bede szczesliwa, a nawet juz jestem szczesliwa mimo wszystko.
A potem to sie rozpada... Znow jest zle, a nawet gorzej, znow rozpacz zalewa moje serce, placze z bezsilnosci. Smutno mi tak bardzo i tak bardzo tesknie. Znow uswiadamiam sobie bolesnie ze juz nigdy...nie to dziecko, nie moja Zojeczka.
Wystarczy jakas mala rzecz ktora mnie wyprowadzi z rownowagi, sprawi bol - jak teraz: przychodzi do mojego biura ta dziewczyna, ta audytorka i oglasza ze jest w ciazy. Pokazuje zdjecia z USG, jest taka radosna i szczesliwa to z niej promieniuje, a ja... ja jej nienawidze. I... to jest straszne, ale zle jej zycze...
Dlaczego jestem taka? Boze tak mi wstyd! Przeciez gdyby stracila to dziecko cierpialaby tak strasznie jak ja i nie chcialabym tego, nie chce smierci jej dziecka, a jednoczesnie chcialabym zeby ten glupi usmiech szczescia i triumfu znikl z jej twarzy. Zeby i ona poznala co znaczy bol. Zeby nauczyla sie trzymac jezyk za zebami, bo nie zawsze wszystko sie konczy dobrze. Ale u niej pewnie sie tak skonczy... Dlaczego niektorzy maja wszystko?
Wiem ze jestem straszna. Wiem ze myslac tak zasluguje na wszystko co mnie spotkalo. I jednoczesnie nie potrafie myslec inaczej. To tak boli ta zazdrosc, te zle mysli. Zle mi z tymi myslami, nigdy nikomu wczesniej niczego nie zazdroscilam. A teraz? Zazdroszcze kazdej matce, kazdej kobiecie w ciazy, czy z wozkiem, czy z dzieckiem u boku. Czuje sie taka gorsza, wstydze sie tego co sie stalo, wstydze sie tego co czuje. Nie jestem moze godna zeby byc matka? Moze inne kobiety sa lepsze ode mnie. Bo dlaczego to wlasnie moje dziecko nie zyje? Dlaczego? Przeciez to ja powinnam teraz siedziec tu z ogromnym brzuchem. Juz za miesiac moja data porodu! Jak mam z tym zyc? To chyba nie jest mozliwe, a zyje przeciez! Zyje a czuje jakbym umierala, codziennie, kazdego dnia od nowa...
_______________
Zojka (*) 05.11.2013
21 tygodni Szczescia, Tesknota przez reszte zycia...

Promyczek nadziei...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Stycznia 2014
Posty: 1701
Skąd: Śląskie
Madzia nie pozwalam ci mówić, że nie jesteś godna by być matką. Jesteś godna i napewno tą mamą zostaniesz. Niesety nie utulisz już swojego maleństwa ale wierzę w to że pojawi się u Twego boku dzieciątko, owoc Twojej miłości. A to co czujesz, to co myślisz. To nie jest egoizm. To wcale nie świadczy o tym że jesteś zła( w gruncie rzeczy to pewnie wcale nie życzysz żle tej dziewczynie). To żal, ból i niepewność o każdy następny dzień sprawia że twoje myśli są takie a nie inne. A zazdrość?? Myśle że czuje ją każda z nas. Każdej z nas sprawia ból widok ciężarnych czy kobiet z dziećmi. Ja chociaż posiadam ziemskie dziecko to również płacze na widok takich kobiet. Gdy widze rodzeństwo bawiące się na placu zabaw to ogarnia mnie zazdrość i ból i smutek bo sama chciałabym patrzeć na moje dzieci w trakcie takiej zabawy. I mam nadzieję że tego doczekm. Ale czy jestem niedobrą kobietą, że okazuje moje cierpienie? Czy ty jestes taka bo okazujesz swoje cierpienie? Nie bo masz prawo do bólu, do żałoby. Nie wiem czy ta dziewczyna wiedziała o twojej stracie czy nie. Jeżeli tak to uważam że mimo co to w twoim towarzystwie powinna się troche powstrzymac bo przeciez wiadomo... ból nie ustaje. Czy minął dzień czy rok. Czas nie goi ran.
_______________
mama ziemskiego Dawidka 26.07.2009
oraz aniołka [*] 30.10.2013r. (11tydz.)
w oczekwianiu na marzec...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2013
Posty: 1055
Skąd: UK
Dziekuje Basiu. Bardzo mi byly wczoraj potrzebne slowa otuchy. To byl naprawde zly dzien – jeden z tych kiedy wydaje sie ze czlowiek juz sie nie podniesie. A potem przychodzi nastepny i trzeba zmusic sie zeby wstac, pojsc do pracy, schowac lzy pod maska usmiechu - bo zycie niestety toczy sie dalej, nawet dla nas. Tylko to tak strasznie boli...
_______________
Zojka (*) 05.11.2013
21 tygodni Szczescia, Tesknota przez reszte zycia...

Promyczek nadziei...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2013
Posty: 1055
Skąd: UK
Czy z tym naprawde da sie zyc? Jak moga ludzie ktorzy nie przezyli czegos takiego mowic ‘’no coz, trzeba dalej zyc’’ lub ‘’czas leczy rany’’ co oni moga wiedziec? Do szalu mnie doprowadza jak slysze jak ktos tak o mnie mowi (juz dwa razy zdazylo mi sie byc w obecnosci kogos, kto rozmawial przez telefon i uzyl tych zwrotow odnosnie mnie i mojej straty!) Dlaczego ludzie pytaja innych o to co JA czuje? I dlaczego ktos mysli ze ma prawo wypowiadac sie w MOIM imieniu, o MOICH uczuciach? Wcale czas nie ‘’leczy ran’’ i wcale nie jest takie oczywiste dla nas po stracie, ze ‘’Trzeba dalej zyc’’! Czy oni wszyscy naprawde mysla ze to takie proste? Ze owszem jest rozpacz, ale gdy czlowiek troche dochodzi do jakiej takiej rownowagi i jest w stanie normalnie funkcjonowac, a nawet sie usmiechnac od czasu do czasu to znaczy ze juz jest OK? NIE, nie jest OK i nigdy juz OK nie bedzie! Juz zawsze bedzie bolec, bo zycie z wieczna tesknota nie jest proste i nigdy juz takie nie bedzie.
_______________
Zojka (*) 05.11.2013
21 tygodni Szczescia, Tesknota przez reszte zycia...

Promyczek nadziei...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Lutego 2014
Posty: 307
Skąd: Śląsk
madzia2102 jesteś młoda , następnym razem się uda , pewnie chore było, trzeba żyć dalej a wtedy :evil: :'( brak słów do ludzi .. Oni tak myślą jest łatwo co to za strata a my mamy aniołków cierpimy nie ważne w którym tygodniu ciąży utraciłyśmy dzieci ( przepraszam , że tak mówię o wszystkich ale tak myślę :'( czytając wasze wpisy )
_______________
19.02.2014 [*] synek
Tak trudno jest rodzić i nie usłyszeć płaczu dziecka…

Strona: 1 2 3 4 5 ... > »

Poronienie - Forum SRpP jest zbudowane na UseBB 1 Forum Software