Strona internetowa Stowarzyszenia Rodziców po Poronieniu korzysta z plików cookies (ciasteczek). Użytkownik może w każdej chwili wyłączyć możliwość zapisywania cookies korzystając z opcji ustawień używanej przeglądarki internetowej, jednak w konsekwencji może to skutkować ograniczeniem lub utratą możliwości korzystania z niektórych funkcji serwisu. Natomiast korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki dotyczącej cookies, w tym zgodę na ich zapisywane i przetwarzanie na urządzeniu końcowym Użytkownika.


Zmiana Regulaminu od 18 sierpnia 2014

Straciłam dziecko w 39 tc

Moderatorzy: Kredka, Malgosia, marysia, masaiimara, PiBi.

Strona: 1 2 >

Autor Post
Ika
Gość
Nie wiem od czego zacząć...czytam tu o wczesnych poronieniach ciąży i chciałam się podzielić swoją tragedią. Na tydzień przed terminem porodu, gdzie wszystkie wyniki badań były znakomite i pozostało już tylko czekać na pierwsze skurcze porodowe, przestałam czuc ruchy dziecka a w szpitalu USG wydało wyrok : brak akcji serca dziecka. To ogromny szok usłyszeć coś takiego i czekać całą noc aż lekarze zdecyduja się na wywoływanie porodu "siłami natury". Musiałam urodzić moją śliczna córeczkę ważącą prawie 3700 i walczyć ze świadomością że nawet nie usłyszę jak płacze a potem oddać ja pod skalpel by poznać przyczynę zgonu. Najgorsze, że przyczyny jako takiej nie ma - coś w stylu "śmierci łożeczkowej" ale jeszcze nienarodzonego dziecka.
Ciężko mi ogromnie ale muszę się "trzymać" i wzmocnić organizm dla nastepnej ciąży - tylko ona może mi zrekompensować te stratę.
Wiol_Ka
Gość
Ika przytulam Cię mocno...
Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje. Twoja i jej podobne historie dowodzą, że targedia może zdarzyć się w każdej chwili. Ja straciłam Edytkę w 21 tc. Ktoś inny swoją dzidzię w 8 tc. A jeszcze ktoś, gdy dziecko na świecie było już kilka miesięcy lub lat.............
Tyle bólu i nieszczęścia. Do niedawna nawet nie miałam świadomości, że śmierć dzieci dotyka tak wielu rodziców. Dużo nas. Oby coraz mniej.
Przytulam raz jeszcze. Dużo sił Ika.
VIP
Zarejestrowany od: Stycznia 2006
Posty: 1114
Ika,

brak słów.... bardzo, bardzo mi przykro. Proszę przyjmijcie wyrazy mojego współczucia Ty i Twój mąż z powodu śmierci Waszej córeczki, taka śmierć to najokrutniejsze, co może spotkać Rodziców, nawet nie wiem czego mogłabym Ci dziś życzyć.

Pozdrawiam gorąco.
Chciałam Ci polecić też i tę stronę: http://www.dlaczego.org.pl/
Ika
Gość
Ha, to dziwne uczucie, że kilka wspierających słow od nieznanej osoby, w dodatku na jakimś internetowym forum potrafi sprawić, że czuję się lepiej. Dziękuję Wiolu. Jeszcze miesiąc temu nie przypuszczałam, że będę wogóle mieć powód do zaglądania na takie stronki. Rany...jak to boli, że istnieja kobiety, które wyrzucają swoje dzieci do smieci lub przez okno, a tyle niedoszłych kochających matek traci swoje kruszynki. Dla mojej utraconej Oliwki już na samym niemal początku zrezygnowałam z pracy, przerwałam studia, zaangażowałam sąsiadów w wychodznie z moim psem na spacer gdy mąż w pracy a za oknem minus 10 stopni...nie potrafię zrozumieć tego swiata...tak to przykre, że jest nas tyle pokrzywdzonych...i ja przytulam Was wszystkich...
zana
Gość
bardzo mi przykro.wiem ze nic nie ukoji waszego bolu;zadne slowa pocieszenia-jedyne co moge wam zyczyc to duzo milosci i rozmowy oby was nie opuszczala nawet w najtrudniejszych i bolesnych chwilach.
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2005
Posty: 299
Skąd: Gdańsk/Gdynia
Iko droga!
Ja tez straciłam moja Alineczkę w 39 tc. Ważyła 4300. Duże dzieciątko. Duże stracone szczęście. U mnie zawinil lekarz. Opisałam to w historii Oli.
Teraz mija 42 tygodnie od jej smierci. Urodziłam ją 3 dniu po stwierdzeniu w gabinecie mojego ówczenego gina - mordercy, że serduszko nie bije.
Mimo, ze sama to przeżyłam, choć już to "życie" jest zupełnie czyms innym niz kiedyś, nie wiem co mogłabym ci powiedzieć, w jaki sposób ci pomóc.... Wiem, że jestem gotowa na kolejną dziecinę. Znam to uczucie gdy się rodzi siłami natury przez wiele godzin i potem zapada ta straszliwa cisza. Serce pęka. Wszystko sie kończy. Żyć się nie chce. I to pytanie dlaczego!? Dlaczego musiała umrzeć?!
Chciałabym żebyś wiedziała, ze o tobie myslę i zawsze gdy będę na grobie mojej Alinki będę zapalać świeczkę również dla twojej Kruszynki. Mocno wierze w to, że będziemy jeszcze mamami dzieciątek tu na ziemi.
Ściskam Cię z całego serca.
Pozdrawiam
Ola
Użytkownik
Zarejestrowany od: Stycznia 2006
Posty: 430
Żadne słowa w takiej chwili nie są odpowiednie... Współczuję...
Gosia
Gość
Witaj Ika! Chciałam złożyć głębokie wyrazy współczucia. Ja również straciłam swoją kruszynkę w trzecim tc, w 35 tyg. Również jak Ty musiałam rodzić siłami natury, i też czekałam aż zapłacze, a tu nic tylko ten cholerny ból. Wiem jak to boli, rwanie zęba pomimo, że bardzo się boję dentystów, jest nie do porównania. Bliżej opisałam to w BOLI- Gosia.
Nic pocieszającego, od śmierci Patrycji minął przeszło rok( 18. 01. 2005) a ból ten sam, i powiem,iż pojawienie się ponownej wieści o ciąży nie zrekompensuje braku Oliwii, a tylko będzie bolało bardziej. Wniskuję to z doświadczeń takich kobiet jak my. Niedługo po mojej stracie, oglądała "Rozmowy w toku"- matki które przeżyły stratę dziecka czy coś takiego. Padło mądre stwierdzenie
trzeba poczekać aby być gotowym na kolejne dzieciątko, i pozwolić odejść temu utraconemu, ponieważ patrząc na przyszłe będziesz widziała zmarłą Oliwcię. Według mnie powinnaś poczekać, aż będziesz gotowa na przyjście następnego potomka. Sama czekam już rok, i powiem, że jak bym tylko miała dobre wyniki badań, nadal bęę czekała, aż pozwolę odejść Patrysi, wiem jakie to trudne, ale nie chcę zaglądać do wózka, karmić nowego człowieczka i myśląc, że to Patrycja. Troszkę może lżej gdyby to było dziecko przeciwnej płci, ale czy mamy 100% pewności, że Bóg nam zrekompensuje już przeżyty ból? Nie. U mnie również nie było przyczyny śmierci z sekcji, potem mnóstwo badań, które trwają do dziś, włącznie z genetycznymi i nadal nic. Coraz bardziej potwierdzają się słowa gina, który się mną opiekował w szpitalu( zostałam potem jego pacjentką do dziś), że leci sto samolotów, jeden spada i Pani jest tym nieszczęśliwym samolotem, który spadł. Cholera czemu ja, pewnie ciągle zadajesz sobie to pytanie. Po pogrzebie dostałam mnóstwo sms-ów z kondolencjami i powtórze Ci jednego z Nich" Pamiętaj Bóg nie obarcza nas problemami, z którymi nie bylibyśmy sobie w stanie poradzić", niby nic ale po czasie docierają. Powoli chyba pozwalam odejść mojej kruszynce, mojemu Aniołkowi. Głęboko wierzę, że Ona jest przy mnie cały czas i czuwa, żeby mi i jej tacie sie nic nie stał. I zawsze kiedy jest mi źle proszę ją, aby mi pomogła i wiesz co to naprawdę działa.

Pozdrawiam i gorąco tulę. Pamiętam o Was, podczas każdych codzinnych odwiedzin u mojej Pati, One są tam razem. :)
Ika
Gość
Raju...chciałam coś odpisać...ale nie mogę, mam dzisiaj ogromny kryzys - u sąsiadki znad przeciwka stoi wózek pod dzrwiami, dokładnie taki jaki ja chciałam, tylko kolor inny. Mój mąż...jego serce pęka gdy widzi mnie w takim stanie...tak bardzo chciałabym przyspieszyć czas, żeby patrzeć na to wszystko z dystansem. Gosia pisze, że lepiej zaczekać z następną ciążą, że trzeba zapomnieć, ale ja chyba nie potrafię tak czekać. Zresztą u Gosi minął już rok czasu (u mnie 1 m-c) a wciąż tak żywo myślisz o swojej córeczce...skąd pewność iż za rok czy dwa to minie, a czas leci. Rozmawiałam z wieloma lekarzami, którzy radza aby nie zwlekać z kolejną ciążą, ona pomaga, i w swojej praktyce mają wiele pacjentek które przeszły to co ja a które znowu pojawiąja sie u nich na sali porodowej już po roku od poprzedniej tragedii. Myślę, że to indywidualne podejście każdej z nas - ja czuję, że tylko "żywe macierzyństwo" pozwoli mi być szczęśliwą. To właśnie jest mój cel w życiu, mąż pragnie tego równie mocno jak ja. Dziękuję za płomyczek dla mojej małej Gosiu. Dla mnie grób Oliwki jest jedynie pamiątką po niej, bo wiem że jej duszyczka odeszła szczęśliwa - wkońcu tyle ludzi ją kochało mimo iż żyła tylko w moim brzusiu. Chyba nie wolno nam biegać jak dewotki, codziennie na cmentarz i rozpaczac na nowo, bo w ten sposób tkwimy w tym nieszcęściu nadal. Proszę nie zrozumieć mnie źle, ja poprostu wolę mysleć, że mam swojego aniołka w niebie - nie tu na ziemi. Kocham to maleństwo. Kolejne też będę kochała że tak powiem oryginalnie, bo przecież nie było mi dane poznać Oliwki, czas powoli wyciera szczegóły jej cielesności w mojej pamięci - to troszke przerażające ale może przynajmniej nie pozwoli mi doszukiwać sie podobieństw w kolejnym dziecku. Celowo nie robiliśmy jej zdjęć. Nie wiem czy to właściwe ale tak czuliśmy, tak samo mocno jak teraz, że chcemy mieć potomka i nie będziemy go planowac w czasie. Jak Bóg da, to i ja już za rok może znajdę się ponownie na porodówce. Uściski dla wszystkich...
zabka
Gość
Ika, bardzo ci współczuje!! I chciałam dodać, że jesteś bardzo rozsądną osobą i masz zdrowe podejście do życia. Trzymam za Ciebie kciuki, pozdrawiam serdecznie!!
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2005
Posty: 1574
Ika... bardzo wspolczuje...
Bede sie za Ciebie i Twojego meza modlic...
Duzo sil...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2005
Posty: 483
Skąd: Rzeszów
Ika ,bardzo Ci wspólczuję śmierci córeczki.
Masz rację ,ze przeżywanie straty jest rózne u kazdej z nas .Ja niestety biegałam, jak to piszesz ,jak dewotka codziennie na cmentarz a jak nie biegałam to ryczałam w domu trzymając jedyne usg jakie mi zostało po moim aniołku.Minęło juz ponad trzy miesiące a nie ma dnia ,zebym nie zaglądała na to forum i nie płakała z innymi mamami, chociaz moze to i wygląda tak, jakbym w tym nieszczęściu chciała tkwić nadal.
Zazdroszczę Ci Twojej siły ducha. Cieszę się ,ze udało Ci się tak szybko pozbierać .To wazne dla kolejnej ciąży.
A uwierz mi ,chyba nie ma na tym forum dziewczyny ,dla której "zywe macierzyństwo" nie stanowiłoby żródła największego szczęscia .
czego sobie i wszystkim nam życzę
Użytkownik
Zarejestrowany od: Stycznia 2006
Posty: 293
Skąd: Gdańsk/Dublin
Ten wątek pokazuje jak bardzo się jednak różnimy i każda z nas musi wybrać własną drogę. To, że czujesz się gotowa do ponownego macierzyństwa tylko ułatwi Ci dalszą drogę. Ja co prawda straciłam moje dziecko wcześnie bo w 12tc. ale też myślę, że ten zły obraz rozmyje następna udana ciąża.
Mam już 4-letniego synka i wiem, ze każde moje dziecko to osobna historia i odrębny człowiek. ale rozumiem osoby które muszą do tego dojrzeć, muszą przejść przez wszystkie etapy żałoby, żeby nie porównywać. chociaż tak prawdę mówiąc myślę, że nawet za 50 lat będziemy rozmyślać jak wyglądałyby nasze dzieci, co by robiły, ile by miały lat, jaki by miały kontakt z rodzeństwem. Tego już nic i nikt nie zmieni. Ja też uważam, że mam już tam w Niebie etatowego Anioła Stróżą dla wszystkich moich dzieci. Więc jeśli tylko czujesz się na siłach wprowadzić w swoje życie również coś pozytywnego,a jest to bez wątpienia(mówię z własnego doświadczenia) dziecko, to życzę Ci z całego serca powodzenia!
Ściskam bardzo mocno i ciepło!
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2005
Posty: 79
Ika tak strasznie strasznie mi przykro......... Przyjmij moje najszczersze wyrazy współczucia. To takie okrutne co chwile gaśnie jakieś malutkie serduszko i nikt nie moze temu zapobiec. Niech Wasz Aniołek ma Was w swojej opiece ........
Ika
Gość
Jak miło, że napisała osoba, która w spawie kolejnego dziecka czuje podobnie jak ja...tym bardziej, że słuszność swoich odczuć może poprzeć doświadczeniem posiadania już jednego dziecka. Ogromnie się ucieszyłam, gdy przeczytałam, że relacje utraconego dziecka wcale nie muszą być przełożone na kolejne, bo każde z nich jest odrebną istotą - a faktycznie prawdą jest, że tak dokońca to zawsze będziemy myślały o tym aniołku w niebie. Dlatego właśnie nie chcę czekać.
Dziękuję...
ewa
Gość
jesteś dzielna, podziwiam Cię. j też mam nadzieje na kolejną ciązę. Dzisiaj byłam na cmentarzu, złamała się sliczna brzoza koło grobu mojego Synka, smutno mi.
Użytkownik
Zarejestrowany od: Stycznia 2006
Posty: 816
Ika, juz wczesniej chcialam cos napisac, ale wszystko wydaje mi sie banalem przy tragedii jaka przezylas. Stracic dziecko jest wielka tragedia, jednak stracic, ktore juz niemal trzymasz w ramionach jest to najgorszy sadyzm zycia i losu. Ika twoja sila i walka o szczescie jest zniewalajaca. Mam nadzieje, ze spelnisz swe marzenia bardzo szybko. Powodzenia Iko, nie poddawaj sie, badz dzielna i pelna wiary. Uda sie zobaczysz.
Ika
Gość
Cześć dziewczyny - Ania trafiła w sedno mojej tragedii. To czego najbardziej nie mogę przetrawić to właśnie to, że Oliwka mogła już się urodzić odrobinę wcześniej a byłaby donoszonym, dużym i zdrowym dzieciaczkiem - tak myślę bo sekcja nic nie wykazała. I tu mnie boli, że nosiłam ją przez te 9 m-cy, złapałyśmy ze sobą wyraźny kontakt przez brzusio, reagowała na muzykę, kąpiel, na moje pukanie w brzusio i wiele innych rzeczy...już byłam spakowana do szpitala...ale nie po to by usłyszeć, że serce mojej dziewczynki nie bije!!!!!! Tyle wyżeczeń, tyle czasu kosztuje nas ciąża ale w obliczu posiadania i później tulenia naszego dziecka jesteśmy gotowe znieść to wszystko...ale mi nie było dane to szczęście, nie tym razem, a było już tak blisko. Była taka duża, rózowiutka i śliczna, miała duże usta i ciemniejszy odcień skóry - po tatusiu...tak mi przykro Oliwko...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2005
Posty: 378
Ika, ogromnie mi przykro, naprawdę. Tragedia jaką przeżywasz jest straszną niesprawiedliwością...przytulam Cię do serca i myślę o Tobie, choć wiem, że to i tak nie zmniejszy Twego bólu. Życzę Ci aby Twoje marzenia się spełniły...bardzo, bardzo Ci współczuję
Użytkownik
Zarejestrowany od: Marca 2006
Posty: 4
witam was dziewczyny bardzo wam wspolczuje ja poronilam w 9 tc przy silach trzyma mnie tylko fakt ze mam rocznego synka i mam dla kogo zyc i musze byc silna ale na razie poczekam z kolejna ciaza boje sie ze mogloby sie znowu skonczyc zabiegiem lyzeczkowania pozdrawiam was badzmy dzielne
VIP
Zarejestrowany od: Stycznia 2006
Posty: 1114
magdziallena

Bez względu na czas w którym umiera dziecko, ból jest zawsze tak samo silny, a rozpacz tak samo głęboka. Bo kochamy nasze maluchy od chwili uświadomienia sobie faktu iż już nie jesteśmy same. Pisz o swoim bólu i rozpaczy, pisz... to pomaga, najgorzej jest cierpieć w osamotnieniu! Gorąco Cię pozdrawiam.
agawt
Gość
Witaj Iko! Pozdrawiam i współczuję z całego serca! Wiem co czujesz! Ponad pół roku temu22.08 urodzilam siłami natury synka Miokłaja(*)w 40 tc. Badania były w podobno prawidłowe i wszystko było OK! NByło OK! jednak przestałam czuć ruchy i...Gdy rodziłam wiedziałam, że Maleńki odszedł już wcześniej od nas, wiedziałam, że nie usłyszę tego co jest naturalne w chwili narodzin czyli płaczu maleństwa, nie poczuję ciapła jego ciałka nie popatrzę w jego oczy!Dar narodzin tak okrutnie odarty przez śmierć-towarzyszkę ludzi przy końcu drogi a nie na jej samym początku.Dokładnie pamiętam te dwie godziny po porodzie na sali przyporodowej gdy słyszałam płacz rodzącego się dziecka- niestety nie mojego i pytanie jego matki, która mimo , że słyszała jego płacz pytała polożne- czy moje dziecko żyje?Tych chwil i uczuć nie zatrze czas. Zamiast podziwiać pierwszy ząbek Maleństwa chodzę palić znicze na cmentarz, to jedyne co tu na ziemi mogę zrobić dla mojego Aniołka. Taki ziemski znak pamięci. Ale nie grób jest dla mnie najważniejszy.W chwili porodu nie chciałam grobu i pogrzebu-ale dobrze, że stało się inaczej. Wiem,że mój synek żyje i opiekuje sie swoją ziemską rodziną-paradoks najmniejszy i najslabszy a jednak Najsilniejszy!To On mi pomaga żyć na ziemi, daje siłe!
Miesiąc po tej tragedii nie chciałam nawet słyszeć o ciżąży, parę m-cy później bardzo chciałam i gdy spóźnił mi się okres o 2-tygonie myślałam, że już...A jednak nie...Teraz sobie myślę,że nie wiem już czy chę, czy nie chcę? Chyba zdam się na los.Wiem tylko, że cokolwiek będzie będę musiała to zaakceptować, o są takie zdażenia na które nie mamy wpływu i nawet nie wiem jak chcielibyśmy ich uniknąć albo też chcielibyśmy by się coś zażyło, to i tak :co ma być to będzie i stanie się to wtedy kiedy właśnie ma być!
Uściski !
Aga mama Aniołka Mikołaja(ur,zm.22.08.05;40tc) i Wojtusia (3,5 latek)
Użytkownik
Zarejestrowany od: Stycznia 2006
Posty: 293
Skąd: Gdańsk/Dublin
Chciałam Wam Dziewczyny tylko jeszcze raz powiedzieć, że bardzo Wam współczuję. Trudno to opisać słowami, ale często myslami jestem blisko Was i Waszych dzieci.
Chciałabym, żeby takie rzeczy nigdy sie nie zdarzały...
Ika
Gość
Dziękuję...
jolek
Gość
Użytkownik aga napisał
magdziallena

Bez względu na czas w którym umiera dziecko, ból jest zawsze tak samo silny, a rozpacz tak samo głęboka. Bo kochamy nasze maluchy od chwili uświadomienia sobie faktu iż już nie jesteśmy same. Pisz o swoim bólu i rozpaczy, pisz... to pomaga, najgorzej jest cierpieć w osamotnieniu! Gorąco Cię pozdrawiam.
........"najgorzej jest cierpieć w osamotnieniu...."to prawda ,ale co mam robić jeśli nie potrafię wyrzucić z siebie tego wszystkiego .Gonitwa myśli..........nad którą nie potrafię zapanowac.Wczoraj minęły już 4miesiace od dnia w którym moje maleństwo.....w którym miałam zabieg....a ja czuję że jest coraz gorzej......pojawiają się wyrzuty sumienia, zal ,łzy.A moze to przeze mnie,nie zrobiłam wszystkiego żeby pomóc mojemu malenstwu.................Nie wiem co mam robić...........nie daje jużrady.ciekawe co badzie dalej

Strona: 1 2 >

Poronienie - Forum SRpP jest zbudowane na UseBB 1 Forum Software