Strona internetowa Stowarzyszenia Rodziców po Poronieniu korzysta z plików cookies (ciasteczek). Użytkownik może w każdej chwili wyłączyć możliwość zapisywania cookies korzystając z opcji ustawień używanej przeglądarki internetowej, jednak w konsekwencji może to skutkować ograniczeniem lub utratą możliwości korzystania z niektórych funkcji serwisu. Natomiast korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki dotyczącej cookies, w tym zgodę na ich zapisywane i przetwarzanie na urządzeniu końcowym Użytkownika.

Lublin - szpital na Kraśnickiej, a akt zgonu dziecka i pogrzeb?

Moderatorzy: Kredka, Malgosia, marysia, masaiimara, PiBi.

Strona: 1 2 >

Autor Post
Użytkownik
Zarejestrowany od: Czerwca 2010
Posty: 30
Witajcie, jestem tu nowa, tydzień temu, będąc na początku 12-tego tygodnia ciąży, dowiedziałam się, że mój Bobas nie żyje. Jutro wybieram się do szpitala na Kraśnickiej w Lublinie na wywołanie porodu i zabieg oczyszczania macicy. Chcemy z mężem pochować Bobasa na cmentarzu, dostać akt zgonu itd. Szukam informacji, czy szpital ten sprawia problemy przy wydawaniu odpowiedniej dokumentacji po poronieniu niezbędnej do wyrobienia w usc aktu zgonu, odebrania ciałka dziecka i pochowania go? Prawo prawem, ale jak to bywa w praktyce, czy ktoś na tym forum wie jak to się odbywa w tym konkretnie szpitalu?
Użytkownik
Zarejestrowany od: Listopada 2009
Posty: 208
Norah - ja własnie dziś wyszłam z tego szpitala. Wczoraj miałam zabieg, byłam w 11 tc, a dzidzia zmarła w 9 tc 1d. Nikt z personelu nie wspomniał o możliwości wydania tych dokumentów, czy ciałka. A ja choć to moje drugie poronienie i wiedziałam o tych możliwościach - nie miałam siły o to nawet pytać.
Więc nie umiem Ci pomóc.
Przytulam Cię mocno, życzę dużo sił i zapalam (*) dla Twojego Aniołka.
Użytkownik
Zarejestrowany od: Maja 2010
Posty: 1094
Skąd: Zyrardow
Akacjo......TRZYMAJ SIE/......jestesmy z toba:(
_______________
Mama Kacpra 21.03.2000.adoptowanej Patrysi 11.03.2008 ,Zuzi 30.06.2008 i najdroższego Antosia ur.20.08.2013 . [*]moim aniołeczkom.Kocham Was
Doradca
Zarejestrowany od: Sierpnia 2006
Posty: 3764
Norah, bardzo współczuję.

Przygotuj podanie do szpitala na piśmie z prośbą o wydanie ciała dziecka do pochówku i dokumentów do USC. Napisz też może do Basi z Lublina: http://www.poronienie.pl/forum/profile.php?id=1919, może ma jakieś doświadczenia z tym szpitalem.

Dużo sił
_______________
Małgosia - Ola(*1999, 10tc) i Dominik (*2006, 21tc)
Użytkownik
Zarejestrowany od: Grudnia 2009
Posty: 30
Skąd: Lublin
Norah, ja wiem wszystko. Walka była długa, ale udało mi się wszystko załatwić. Przede wszystkim uprzedzaj od początku że chcesz odebrać Maleństwo iii... dokładnie czytaj co podpisujesz... Jeśli będziesz potrzebowała informacji, czy pomocy, napisz na gg 4292571.

Przytulam mocno, dla Dzidziusia światełko (*)
_______________
Mama Aniołka Wiktorii (8tc) i Kubusia (15.12.2008r)


"Kiedy składałam kwiaty na Twym grobie
nie było gromów
nie było archaniołów
nie było sądu ostatecznego
to nie świat umarł
to tylko ja..."
http://wiktoriakaminska.pamietajmy.com.pl/
Użytkownik
Zarejestrowany od: Sierpnia 2009
Posty: 466
Skąd: lublin
Witaj, kontakt do mnie gg 6644393 - mam już jedną sprawe autorską - wygraną z tym szpitalem - o dziwo bez problemów - i wzór podania moge ci przesłać wiec prosze o kontakt (napisz na gg to podam ci numer tel. ) na stronie naszej lubelskiej jest też numer tel. do nas - www.strata. lublin.pl w tym szpitalu jest też jedna z "naszych" dziewczyn- możesz jej poszukac ma przy sobie ulotki - które napewno pomogą - napisz do mnie to podam ci namiary na nią.
_______________
www.strata.lublin.pl
gg 6644393
Basia - mamax5 (tzn. (Aniołka Karolka 10 t.c.+4.08.07, Christofa- adopcyjnego synka z Kenii -2.02.08, Jaromirka 19.09.08 i Lubusia- 6.02.11, luty 2011 -Lovanaika - córeczka adopcyjna z Haiti )
Aniołkowch rodziców z lubelszczyzny zapraszam na http://nasza-klasa.pl/profile/30236355
Użytkownik
Zarejestrowany od: Sierpnia 2009
Posty: 466
Skąd: lublin
p.s. dodam, że w tej sprawie o której pisałam udało się odebrać ciało dziecka po kilku miesiącach więc spokojnie damy rade, a napewno możemy też pomóc wam w kwestiach formalnych z pogrzebem itp. a także udzielić zwykłego ludzkiego wsparcia wiec prosze cię o kontak i BARDZO MI PRZYKRO Z POWODU WASZEJ STRATY.
_______________
www.strata.lublin.pl
gg 6644393
Basia - mamax5 (tzn. (Aniołka Karolka 10 t.c.+4.08.07, Christofa- adopcyjnego synka z Kenii -2.02.08, Jaromirka 19.09.08 i Lubusia- 6.02.11, luty 2011 -Lovanaika - córeczka adopcyjna z Haiti )
Aniołkowch rodziców z lubelszczyzny zapraszam na http://nasza-klasa.pl/profile/30236355
Użytkownik
Zarejestrowany od: Czerwca 2010
Posty: 30
Dziekuje za wszystkie odpowiedzi, za wszystkie słowa wsparcia, chęć pomocy, z której skorzystam na pewno. Martwi mnie trochę, to że najprawdopodobniej nie obędzie się bez długiego czekania, a ja chciałabym pochować mojego Bobasa jak najszybciej to możliwe. Nie chce jednak zmieniać decyzji co do szpitala, bo tak mało czasu... Miałam być przyjęta na oddział dziś, odesłano mnie na jutro z obietnicą że na pewno jutro będzie dla mnie miejsce. Jestem taka zdenerwowana w środku, że obawiam się, że nie załatwię wszystkiego jak należy, a mój mąż, nie spodziewa się utrudnień ze strony szpitala, nie rozumie dlaczego mieliby nie chcieć wydać ciałka i dokumentów skoro prawo jest po naszej stronie. Rzeczywiście trudno to pojąć...
Akacja - współczuję Ci z całego serca.
Użytkownik
Zarejestrowany od: Sierpnia 2009
Posty: 466
Skąd: lublin
Użytkownik norah napisał
Dziekuje za wszystkie odpowiedzi, za wszystkie słowa wsparcia, chęć pomocy, z której skorzystam na pewno. Martwi mnie trochę, to że najprawdopodobniej nie obędzie się bez długiego czekania, a ja chciałabym pochować mojego Bobasa jak najszybciej to możliwe. Nie chce jednak zmieniać decyzji co do szpitala, bo tak mało czasu... Miałam być przyjęta na oddział dziś, odesłano mnie na jutro z obietnicą że na pewno jutro będzie dla mnie miejsce. Jestem taka zdenerwowana w środku, że obawiam się, że nie załatwię wszystkiego jak należy, a mój mąż, nie spodziewa się utrudnień ze strony szpitala, nie rozumie dlaczego mieliby nie chcieć wydać ciałka i dokumentów skoro prawo jest po naszej stronie. Rzeczywiście trudno to pojąć...
Akacja - współczuję Ci z całego serca.



witaj SKONTAKTUJ SIĘ prosze ZE MNĄ to już do szpitala mogłabyś zabrac pismo i złożyć przed zabiegiem - wtedy mysle, ze nie bedzie problemów i długiego czekania
_______________
www.strata.lublin.pl
gg 6644393
Basia - mamax5 (tzn. (Aniołka Karolka 10 t.c.+4.08.07, Christofa- adopcyjnego synka z Kenii -2.02.08, Jaromirka 19.09.08 i Lubusia- 6.02.11, luty 2011 -Lovanaika - córeczka adopcyjna z Haiti )
Aniołkowch rodziców z lubelszczyzny zapraszam na http://nasza-klasa.pl/profile/30236355
Użytkownik
Zarejestrowany od: Czerwca 2010
Posty: 30
mamax3 właśnie napisałam do Ciebie na gg
Użytkownik
Zarejestrowany od: Czerwca 2010
Posty: 30
Bardzo chciałabym dostać ten wzór podania, kurcze teraz widze że na gg nie podałam ci adresu e-mail, już go dopisuję...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Czerwca 2010
Posty: 30
widze że jesteś niedostępna na gg więc podaję mój e-mail tutaj:
honia81@tlen.pl
Proszę Cię przeslij mi ten wzór podania.
Doradca
Zarejestrowany od: Sierpnia 2006
Posty: 3764
Norah, wzory podań są też na stronie Prawo w pigułce: http://www.poronienie.pl/prawo_w_pigulce.html
Pozdrawiam
_______________
Małgosia - Ola(*1999, 10tc) i Dominik (*2006, 21tc)
Użytkownik
Zarejestrowany od: Czerwca 2010
Posty: 30
Małgosia, wielkie dzięki za linka
Użytkownik
Zarejestrowany od: Marca 2009
Posty: 597
Norah...
Bardzo mi przykro z powodu straty Maluszka, sercem jestem z Tobą. Dla Aniołka (*). Dużo sił na najbliższy czas.
_______________
mama Perełek: Natalki i Gabrysi +06.03.2009 r. ( 20 t.c.)
Kocham Was i tęsknię...
Witaj Kochany Misiu Kolorowy:) Kacperek, nasze szczęście jest z nami od 12.09.2010 r.
Użytkownik
Zarejestrowany od: Czerwca 2010
Posty: 30
dzięki Wichurka...
Użytkownik
Zarejestrowany od: Marca 2009
Posty: 802
Skąd: Lublin
Norah bardzo mi przykro z powodu straty maleństwa zapalam światełko (*)


też jestem z okolic Lublina
_______________
mama
aniołek (*)5tc2002,
aniołek (*)22tc 2007(*)

(2003) mój cud,który ze mną jest.......

Z miłości zrodzone miłością jesteście.Kocham was moje skarby


http://wirtualnyznicz.pl/zapal.html?pid=391721
Użytkownik
Zarejestrowany od: Listopada 2009
Posty: 208
Norah - wróciłaś już ze szpitala? Udało ci się załatwić dokumenty? Jak się czujesz?
_______________
Mama Pauliny ur. 1995r., Aniołka Adasia 6/8 tc 20.11.2009, Aniołka Marysi 9/11 tc 15.06.2010
Użytkownik
Zarejestrowany od: Czerwca 2010
Posty: 30
W piątek, 18 czerwca 2010 roku około godziny 17 urodziłam mojego Bobasa. Około 3 godziny temu otrzymałam w usc 3 odpisy aktu urodzenia z adnotacją o zgonie, a Bobas odtąd nazywany będzie Franciszkiem. Bardzo bałam się szpitala, nie wiedziałam co mnie czeka, teraz dobrze wspominam ten dzień. Był to jeden z najważniejszych dni w moim życiu i przeżyłam go spokojnie i dobrze, i nikt, naprawdę nikt nie sprawił mi przykrości ani bólu tego dnia.

TERAZ ODPOWIEM NA PYTANIE, KTÓRE SAMA POSTAWIŁAM W TYTULE TEGO WĄTKU - JAK SIĘ RODZI MARTWE DZIECIĄTKO W SZPITALU NA KRAŚNICKIEJ I CZY SA PROBLEMY Z OTRZYMANIEM DOKUMENTACJI?

Po wszystkich informacjach i radach jakie znalazłam na tej stronie, byłam przygotowana lepiej niż było to potrzebna.
- Wydrukowaliśmy 2 podania jeden do ordynatora oddziału, drugi dla dyrektora szpitala, obydwa dokumenty w dwóch egzemplarzach. Mąż zaniósł podanie do ordynatora, który poinformował Męża, że nie jest ono potrzebne, gdyż wystarczy zgłosić chęć pochowania Dzieciątka na oddziale lekarzowi i położnej. Podanie jednak przyjął na prośbę Męża a my uznając, iż nie napotkaliśmy na opór, zrezygnowaliśmy ze składania drugiego podania do dyrektora szpitala.
- Ja każdej osobie, która zajmowała się mną przy przyjmowaniu do szpitala, oraz później - na oddziale powtarzałam, że będę chciała odebrać zwłoki dziecka i pochować je. Wieść rozeszła się po pracownikach i szybko się okazało, że nie muszę już się martwić, że ktoś nie wiedząc o tym popełni jakiś błąd. Od samego początku do końca mojego pobytu wszyscy (lekarze, położne, salowe, kucharki - naprawdę wszyscy) byli dla mnie mili i uprzejmi, cierpliwie odpowiadali na moje pytania, a ja widząc to byłam coraz bardziej spokojna i pytań tych zadawałam coraz mniej.
- Miałam dużo szczęścia - położono mnie na sali, gdzie była tylko jedna pacjentka, a i ją zabrano jeszcze przed południem, wywieziono wolne łóżka na inny oddział i zostałam sama:)
- W szpitalu zjawiłam się przed 8 rano, lekarz który miał dyżur w izbie przyjęć pamiętał mnie (dzień wcześniej odesłał mnie do domu z powodu braku miejsc), kiedy tylko zszedł na dół od razu pytał o mnie - czy już przyszłam? Potem kazał mi się przebrać, zabrał dokumenty, pani w rejstracji pomogła mi wypełnić papiery, lekarz zrobił mi usg dla pewności, i pojechałam windą na oddział.
- Na oddziale tez jakieś krótkie formalności i potem czekanie już na sali na obchód i ostateczną decyzję. Około 11 zaaplikowano mi lek dopochwowo na wywołanie porodu, i kazano leżeć i czekać ok. 6 godzin.
- Naczytałam się trochę o słoikach do sikania, jakie dają w szpitalach po to aby szczątki dzieciątka przy sikaniu nie wpadły do sedesu, zapytałam o to, ale szybko się zorientowałam, ze w tym szpitalu nie dają słoików i nie informują za bardzo jak mam się zachowywać jak już wszystko się zacznie. Położna poinformowała mnie, ze będzie zaglądać co jakiś czas do mnie i że jeśli będzie bardzo bolało to poda mi domięśniowo znieczulenie.
- 2-3 godziny czekania i zero objawów, zaczynam się zastanawiać czy uda się tego dnia czy trzeba będzie powtarzać zabieg jutro. Położna rzeczywiście zagląda ale nic się nie dzieje.
- przychodzi pani doktor, pyta czy zgadzam się na wpisanie w papiery męskiej płci dziecka - mówi, ze przy takim maleństwie nie będzie możliwe ustalenie płci a szpital w takich przypadkach wpisuje męską płeć. Zgadzam się, razem z mężem już na kilka dni wcześniej ustaliliśmy, że to na pewno chłopiec.
- po jakimś czasie ból brzucha na przemian z bólem krzyża, jest dobrze - myślę - zaczyna się. Ostatnia godzina naprawdę silny ból krzyża, i coraz większa... radość? że wszystko idzie gładko.
- po 5 godz. krwawienie, na początku delikatne, zagląda położna, informuję ją, ale nic mi nie mówi, co dalej, co mam robić, ja nie pytam, mam tylko jeden cel - Bobas nie może wylądować w sedesie, i najlepiej jak przejdę przez to wszystko sama. Tak też się dzieje. Kiedy czuję ucisk na cewkę i wydaje mi się że chce mi się siku zabieram do wc gazę i sikam przez gazę. Wylatują skrzepy, zanim je spłuczę oglądam, czy aby nie ma tam Bobasa. Potem wracam na łóżko i za kilka, kilkanaście minut powtórka...
- za trzecim razem jest Bobas, w kolorze skóry, zniekształcony ale i tak piękny, jestem przejęta, ale nadal spokojna, taka ulga, że już nie muszę się bać o poszanowanie jego ciałka, że nie wyląduje w sedesie, dotykam go, trzymam go w dłoniach, kilka chwil dla mnie i Bobasa, który nadal jest ogromną tajemnicą, choć widzę go przecież. układam go na czystym kawałku papieru.
- idę do położnej, mówię, ze już, że wyszło dziecko, ona trochę spanikowała myślała, ze wpadł do sedesu, mówię że przyniosę go i wracam za chwile z Bobasem, położna delikatnie wkłada go do kubeczka zalewa czymś - formaliną? mówi, że najprawdopodobniej to już wszystko, że jeśli wyjdzie jakiś jego szczątek, to żebym przyniosła na gazie i daje mi czyste gazy. ja wracam do sali a położna zwołuje zespól, już można robić zabieg.
- w tym czasie wraca mój mąż, którego nie było przez ostatnie godziny, przejęty, pociesza mnie, choć ja się dobrze trzymam, czekamy na zabieg, niedługo, położna przychodzi po mnie a mąż zostaje w sali z różańcem.
- narkoza, trzy wkłucia w dłoń, trzy "diody" powyżej i z boku klatki piersiowej, maska, kilka mocnych wdechów i odpływam. łyżeczkowanie poza moją świadomością. podobno 15 - 20 min.
- wybudzają mnie, klepią w policzki za chwilę pytam jeszcze z zamkniętymi oczami czy mogę jeść, czy mogę pić, nie zapamiętuję odpowiedzi, śni mi się morze, plaża po której spaceruję z mężem, tak jak jeszcze kilka dni przed tym, zanim dowiedzieliśmy się, że serduszko Bobasa ucichło...może to ostatnie wspomnienie Bobasa.
- budzę się już na sali, na łóżku, obok siedzi mąż, jest z nami położna podłącza kroplówkę, mąż mówi ze był lekarz, że odpowiadałam na jego pytania, ja nie czaję, nie pamiętam, mogę przepłukać usta, pić dopiero za 2 godz. jak nie zwymiotuję to mogę jeść. zostajemy sami.
- piję, jest ok, mogę jeść, kolacja dla mnie zostawiona, mąż zabiera mnie pod prysznic, mimo starań prześcieradło we krwi, nim wyjdziemy z łazienki kolacja czeka już na sali, prześcieradło zmienione, sala pusta, a przecież nic nie zgłaszaliśmy, personel sam zadbał o wszystko.
- Noc mija samotnie, trochę snu, trochę myśli - co mnie jeszcze czeka i czy przetrwam dzielnie? Jestem wdzięczna Bogu, że wszystko poszło tak gładko, że nikt mnie niczym nie uraził, nie potraktował źle, że Bobas ocalony, jego ciałko potraktowane godnie... gdzieś z innego piętra słychać cicho płacz niemowlaków, może właśnie się ktoś urodził...
- Sobota już szybko, śniadanie, prysznic, obchód, badanie, recepta, wypis.
- papiery Bobasa wypisane, ale lekarz na dyżurze nie wie, co mi dać, a co nie, stażysta coś doradza, potrzebny podpis dyrektora, ale weekend, dyrekcja nie pracuje, proszę przyjść w poniedziałek, doktor która wypisywała papiery na pewno wie, wyda co należy... ok, myślę dam radę tu wrócić.
- Przychodzi po mnie Mąż, wychodzimy, tuż za progiem budynku nagle zatrzymuje się, tak dziwnie, jak to? tak sobie wychodzę? uczucie jakbym coś zostawiła...
- W domu jeść i spać, zregenerować siły. W końcu do mnie dociera - zostawiłam w szpitalu dziecko, poszłam sobie i zostawiłam je tam zdane na obcych ludzi, a jak ktoś jednak zapomni i spali jak odpad, panika, łzy, rozpacz dopada mnie pomimo postanowień, że będę dzielna.
- Poniedziałek, odbieram papiery, dostaję numer Tel. na oddział hist.-pat. dzwonię i na wieść, że chcę pochować bobasa pani postanawia (nie proszona!) zająć się nim bez kolejki, mówi ze może za tydzień już będzie po badaniu, żebym dzwoniła, wspomina też o podaniu - muszę napisać do dyrektora podanie o wydanie zwłok i ewentualne upoważnienie na odebranie zwłok przez męża, to jest formalność, z tym podpisanym przez dyrektora papierem będę odbierać Bobasa. jest ok.
- jedziemy do urzędu, okazuje się że to nie ten budynek jedziemy w inną część miasta, trafiamy, znowu jakiś uprzejmy człowiek stanął na naszej drodze, pokierował jak i gdzie.
- urzędniczki dwie, mówię ze mam odpis aktu małżeństwa, urzędniczka mówi że jest niepotrzebny, oglądają papiery, jakieś miny, wydziwianie nad papierami, okazuje się że nie ma daty zgonu, na jednym dokumencie, na drugim jest, ale one to olewają, ja się wnerwiam, mąż mówi - co za problem, przecież na jednym dokumencie jest data, można przepisać do tego drugiego , urzędniczka wydziera się, że nie będzie FAŁSZOWAŁA dokumentów, druga robi miny, wychodzimy, na odchodne babka mówi, że nie musimy przychodzić razem wystarczy jedna osoba.
- wieczorem nie dają spokoju piersi, obrzęknięte, swędzące sutki oglądam je...szok...wycieka pokarm, przecież to był 13 tydzień, a jednak...to samo rano następnego dnia.
- Wtorek, szpital, doktor wpisuje datę, ja już pamiętam, wypisała dokumenty zanim Bobas się urodził, potem jej dyżur się skończył, ona zapomniała dopisać, ja nie sprawdziłam, teraz wpisuje co trzeba i jest ok.
- usc te same urzędniczki, wchodzimy do sali, jest jeden mężczyzna obsługuje go jedna babka druga jest wolna, siadamy, jedna rozpoznaje nas, szeroki porozumiewawczy uśmiech do drugiej, miny, potem też uśmieszki, prosi o akt małżeństwa (wczoraj mówiła, że nie potrzebny!) patrzę na nią i zapamiętuję jej twarz, walczę ze sobą by nie życzyć jej tego, co mnie właśnie spotyka, do głowy przychodzi mi tylko jedno słowo jakim można ją określić... dostajemy 3 odpisy aktu urodzenia z adnotacją o zgonie wychodzimy...
- mąż mówi- NIE ŻYCZĘ im tego samego, ja mówię - ŻYCZĘ im, aby spotkało ich coś, dzięki czemu zrozumieją co zrobiły...
- wracam do domu, słońce przypieka, jest tak miło, myślę - najgorsze mam za sobą, mam nadzieję, że już nie spotkam tej urzędniczki, nie chcę jednak pamiętać jej twarzy, po co pielęgnować nienawiść? Znowu spokój, idąc czuję jak kołyszą się nabrzmiałe piersi, cieszę się tą odrobiną macierzyństwa, która została mi dana.
CO DO SZPITALA NA KRASNICKIEJ 3 UWAGI:
- każdy lekarz powinien znać procedury, wiedzieć jak wyglądają papiery i jakie dokumenty należy wydać pacjentce, a nie każdy wie.
- przydałyby się te słoiki do oddawania moczu, o których czytałam, że są wydawane pacjentkom w innych szpitalach, i więcej informacji co do tego, jak będzie przebiegał poród, co robić.
- rzeczywiście brak informacji jak przebiegają procedury, kiedy i gdzie odbierać zwłoki Dziecka, itp. szpital odpowiada życzliwie na pytania (nie wszystkie odpowiedzi zna), podaje numery telefonów, ale z własnej inicjatywy nie udziela szczegółowych informacji, a przydałoby się.
Zastanawiam się czy nie napisać do ordynatora oddziału listu. Z podziękowaniami, ale też z uwagami.
Użytkownik
Zarejestrowany od: Czerwca 2010
Posty: 30
Przed nami jeszcze pogrzeb, ale teraz kiedy mamy dokumenty, kiedy wiem, że na oddziale hist.-pat. wiedzą, że mój Bobas będzie odebrany i pochowany, jestem o wiele spokojniejsza.

Jeszcze takie informacje, może się komuś przydadzą:
- Mówiono mi, że do szpitala przydadzą się jedynie wkładki, mi przydały się podpaski, nawet takie wielkie - wersja na noc, zresztą nadal trochę krwawię i na wkładki wciąż za wcześnie.
- Nie miałam podbitej legitymacji ubezpieczeniowej, ale nie robiono mi problemów, musiałam podpisać taki papier, że w ciągu kilku dni po wypisie dostarczę podbitą legitymację, formalności trwały chwilę, pani wstukała coś do kompa i po sprawie.
- My o tym że spodziewamy się dziecka poinformowaliśmy tylko kilka osób, z czego większość to znajomi mieszkający daleko od nas. Po śmierci Bobasa, jest o wiele lepiej kiedy mało kto wie. Dzięki temu możemy iść miedzy ludzi, odpocząć psychicznie od tych spraw, pogadać o duperelach, nikt nie traktuje nas inaczej, nikt nie ma tremy jak się przy nas zachowywać, nikt nie pociesza nieporadnie. Tak jest nam naprawdę lżej. Łatwiej być dzielnym załatwiając sprawy. Kiedy zorganizujemy już pogrzeb, odbierzemy zwłoki Bobasa, poinformujemy świat o naszej stracie, wtedy nie będziemy musieli już starać się być dzielnymi, bo wszystko będzie już za nami.
Doradca
Zarejestrowany od: Sierpnia 2006
Posty: 3764
Miałam łzy w oczach czytając Twoje słowa. Jakże Ci zazdroszczę tego pożegnania z synkiem, przytulenia, dotyku.

Nie do końca zgadzam się tylko z ostatnim akapitem - jest trudno bez względu na to ile osób wie.
Dużo sił na nadchodzące, wcale nie łatwiejsze dni.
_______________
Małgosia - Ola(*1999, 10tc) i Dominik (*2006, 21tc)
Użytkownik
Zarejestrowany od: Czerwca 2010
Posty: 39
Skąd: śląsk
norah jesteś bardzo dzielna.
Napiszę kilka słów o mojej historii.
28 maja byłam na kontrolnej wizycie u mojego gina ot taka kolejna wizyta.Kontrolne usg wykazuje zatrzymanie rozwoju mojego dziecka co oznacza tylko jedno.Otrzymałam skierowanie do szpitala na zabieg mam być w poniedziałek na czczo rano na oddziale.Sobota i niedziela to najgorsze dni w moim życiu.W niedzielę przez przypadek trafiam na portal poronienie.pl czego szukałam??? Chyba informacji co dalej.Tu dowiedziałam się , że mogę zarejestrować dziecko w USC ,że mogę go pochować.
Nadchodzi poniedziałek sądny dzień idę na oddział gdzie zimne bezuczuciowe położne kładą mnie na salę z ciężarnymi i dosłownie zaraz po moim przyjściu na salę jedna z nich wjechała z detektorem i mierzyła tętno. Ten dźwięk mnie prześladuje do dzisiaj.Myślałam ,że zwariuję.Potem badanie przez szefa oddziału i wywiad w gabinecie badań w obecności 4 lekarzy siedzących na krzesłach ja stałam.Od początku nikt mnie nie informował o niczym zero nic nikt na mnie nie zwracał większej uwagi.Zajęci byli papierami jakimiś tabelkami.Nikt mi nawet nie popatrzył w oczy.Gdy powiedziałam ,że chcę odebrać moje dziecko w celu pochowania popatrzyli na mnie jakbym z księżyca spadła.Zapytałam czy mogę usłyszałam z pretensją w głosie "no możesz" ( niestety jestem z niektórymi po imieniu pracowałam z nimi kiedyś|).Wszyscy generalnie mnie olewają i mają głęboko.
Zniecierpliwienie obojętność.Później zabieg bolało bardzo znieczulenie płytkie.Wybudziłam się praktycznie w trakcie przeszłam sama na wózek po czym położna przewiozła mnie na salę gdzie znów mierzono tętna i robiono u jednej z pacjentek zapis.KOSZMAR.
Myślałam ,że ucieknę.
Na drugi dzień wychodzę do domu ale nie obyło się bez zgrzytów nie chciano wydać mi wypisu i dokumentacji ponieważ nie było pani sekretarki a tak w ogóle to mam przyjść jutro.Gdy powiedziałam że jutro to ja mam załatwiony pogrzeb to powiedziała mi oddziałowa że mam sobie znaleźć jakąś sekretarkę ,żeby zrobiła mi wypis.
Paranoja siedzę i czekam na ławeczce 2 godziny.Dostałam.
Jeszcze jedno miejsce USC poszliśmy tam z mężem panie nieprzyjemne zawołały kierowniczkę bo " nie rejestrowałyśmy takiego małego' Pani kierownik walnęła nam kazanie i mowę co by było gdyby każda kobieta po poronieniu chciała rejestrować swoje dziecko i ,że szpital jest nie w porządku wydając takie dokumenty.
Na ogół jestem osobą walczącą o swoje prawa ale nie odezwałam się ani słowem płakałam mąż się zagotował ale nie powiedział nic.
Baliśmy się ,że jak coś powiemy to nie wydadzą nam aktu.
Z pogrzebem nie mieliśmy problemów wszystko załatwił wujek męża który prowadzi zakład pogrzebowy.
Nie życzę nikomu ,żeby przechodził przez to wszystko choć przez chwilę życzyłam tego tym wstrętnym babom z USC.
_______________
Mama Moniki 1988, Mateusza 1994, Michała 2002
aniołka Julki +31.05.2010
Użytkownik
Zarejestrowany od: Listopada 2009
Posty: 208
Norah - zaczęłam czytać Twoją opowieść wczoraj wieczorem. Całą noc śniło mi się, że znów jestem w w szpitalu... Krwawiłam i ciągle szukałam mojego dziecka - znalazłam, było takie maleńkie... Pożegnałam się... W rzeczywistym świecie nie byłam w stanie tego wszystkiego zrobić...
Dziś skończyłam czytać i ciągle łzy mi płyną...
Ja też nie mam zastrzeżeń do personelu szpitala... Położna, która miała dyżur była przemiłą, ciepłą osobą...
Światełko dla Twojego maleńkiego Aniołka Bobasa (*)
_______________
Mama Pauliny ur. 1995r., Aniołka Adasia 6/8 tc 20.11.2009, Aniołka Marysi 9/11 tc 15.06.2010
Użytkownik
Zarejestrowany od: Czerwca 2010
Posty: 39
Skąd: śląsk
światełko dla wszystkich naszych aniołków (*)
_______________
Mama Moniki 1988, Mateusza 1994, Michała 2002
aniołka Julki +31.05.2010
Doradca
Zarejestrowany od: Sierpnia 2006
Posty: 3764
Użytkownik ramzes napisał
Pani kierownik walnęła nam kazanie i mowę co by było gdyby każda kobieta po poronieniu chciała rejestrować swoje dziecko i ,że szpital jest nie w porządku wydając takie dokumenty.


Ramzes, współczuję bezduszności urzędniczej. Pani niedouczona i nie zna się na przepisach (skandal!), a do tego nbieuprzejma.

Myślę, że mogłybyście obie z Norah napisać skargi na urzędniczki USC, jeśli tylko macie siłę.
Pozdrawiam.
_______________
Małgosia - Ola(*1999, 10tc) i Dominik (*2006, 21tc)

Strona: 1 2 >

Poronienie - Forum SRpP jest zbudowane na UseBB 1 Forum Software